Wywiad z Danutą Pytlak

danuta pytlak2

Druga powieść Danuty Pytlak – „Medalion szczęścia” już na rynku wydawniczym. Zapraszam do przeczytania wywiadu z autorką.

 

Aneta Kwaśniewska: – Co prowokuje Panią do pisania?

 

Danuta Pytlak: – Nic szczególnego. Po prostu lubię pisać i wymyślać różne historie. Medalion szczęścia (pod innym tytułem) początkowo dla rozrywki publikowałam w częściach na jednym z portali literackich – spodobało się, czytelniczki domagały się ciągu dalszego, ja się rozkręciłam i fabuła, która miała być tylko opowiadaniem, wymknęła mi się spod kontroli, zaczęła się rozrastać i żyć własnym życiem. Postanowiłam więc poddać się wewnętrznej sile, ku niezadowoleniu czytelniczek usunęłam z portalu te kilka opublikowanych odcinków i rozpoczęłam pracę nad powieścią. I tak oto powstał Medalion szczęścia 🙂

 

A.K.: – ”Medalion szczęścia” to Pani druga powieść. Obie o istotnych w życiu sprawach ale pod pozorną lekkością. Lekkie pióro wymaga nakładu pracy?

 

D.P.: – Wiele osób mówi mi, że mam lekkie pióro – skoro tak mówią, to chyba tak jest 🙂 Ja nie potrafię tego ocenić, po prostu tak piszę. W szkole uczono mnie, że mamy tak pisać, żeby czytający nas zrozumiał, nawet to, co kryje się między wierszami. W końcu – jeśli nie piszemy pamiętnika dla siebie – zawsze najważniejszy jest odbiorca. A więc nie mogę stwierdzić, że wymaga to ode mnie nakładu pracy 🙂 Samo przychodzi. Ktoś recenzujący „Babie Lato” stwierdził, że książka jest napisana językiem prostym, zbyt prostym – rzeczywiście tak jest, ale jakoś trudno mi wyobrazić sobie, że zwyczajni ludzie w zwyczajnym życiu posługują się wyszukanym językiem. Obie książki w założeniu miały być o zwyczajnych ludziach, zatem i język, jakiego używam (a przynajmniej tak mi się wydaje) jest zwyczajny. Jeśli czytelnicy odbierają to jako tzw. lekkie pióro, to ja się bardzo z tego cieszę. I bardzo cieszę się z tego, że czytelniczki (a może i czytelnicy) dostrzegli pod pozorną lekkością fabuły tematy istotne. Szczególnie w „Medalionie szczęścia”, bo pisząc „Babie lato” nie zdawałam sobie sprawy, że między wiersze wkładam taki przekaz. W drugiej powieści zrobiłam to już świadomie.

 

A.K.: -W jakich okolicznościach przychodzi do Pani wena twórcza?

 

D.P.: – W bardzo różnych. Nie ma tutaj reguły. Na przykład w czasie jazdy metrem z pracy, jeśli nie uda mi się usiąść i nie mogę czytać książki, wtedy – żeby odciąć się od harmidru cudzych rozmów i muzyki grzmiącej ze słuchawek – pogrążam się w swoich myślach, pozwalam im swobodnie płynąć i układać się w projekty opowiadań, powieści, wierszy. Nie zapisuję ich prawie nigdy, zostają w mojej głowie i same wypływają w odpowiednim momencie. Czasami też impulsem nowego pomysłu jest usłyszana lub przeczytana czyjaś opowieść, niekoniecznie cała, wystarczy, że zainteresuje mnie jej fragment i dalej już wymyślam ciąg dalszy. Natomiast nigdy, przenigdy nie piszę nic na siłę. Jeśli mam chwilową blokadę, lub nie mam pomysłu, po prostu nie piszę. Przekonałam się już nie raz, że to, co napiszę na tzw. „siłę”, do niczego się nie nadaje. Szkoda tracić energię i czas. Przychodzi odpowiednia pora i nikną wszelkie bariery.

 

medalion_1

A.K.: – Pani ulubiony autor/gatunek literacki?

 

D.P.: – Zdecydowanie kryminał i sensacja, ale bardzo też lubię książki fantasy. W kręgu moich zainteresowań są także książki obyczajowe, nie pogardzę ani romansem, ani przygodą. Bardzo rzadko sięgam po biografie i reportaże, a w ogóle po sciencie-fiction. Moją ulubioną autorką jest Stanisława Fleszarowa-Muskat, a jeśli chodzi o kryminały, to nie do pobicia dla mnie jest Raymond Chandler.

 

A.K.: – Czy tematy podejmowane w Pani powieściach to wyraz tęsknot?

 

D.P.: – Nie wydaje mi się, żeby tematy obu powieści były wyrazem moich tęsknot… Ale może jednak? Wprawdzie świat przedstawiany przeze mnie w powieściach mimo wszystko nie jest światem idealnym, ale jednak jest ucieczką od wielkomiejskiego pędu. Taką namiastką spokoju, do którego chyba wielu tęskni 🙂 ”Babie lato” pisałam według starannie obmyślonego pomysłu, choć kilka wątków zmieniłam podczas pisania. Nie chciałam grać na emocjach i byłam zaskoczona, że tak właśnie się stało. Moim zamiarem było przedstawienie losów kobiety u progu jesieni życia, pokazanie, że na nic nigdy nie jest za późno. Również na spełnianie marzeń, tych o miłości też. Bo w naszej polskiej obyczajowości takim kobietom podobno już pewnych rzeczy nie wypada… Jeszcze wiele wody w Wiśle musi upłynąć, aby zmienił się sposób myślenia społeczeństwa na ten temat. A „Medalion szczęścia” rzuciłam na żywioł, pozwoliłam zdarzeniom rozwijać się samodzielnie. Jednak moim zamiarem było przedstawienie beztroskiego życia współczesnej singielki, która nawet sama nie wie, kiedy wpada w sidła różnych nałogów… Jak widać, moje politologiczne wykształcenie – studiowałam politologię i nauki społeczne ze specjalnością polityka społeczna – miało wpływ na poruszanie współczesnych problemów społecznych, między innymi takich jak alkoholizm, przemoc, obawa przed utratą pracy i długotrwałym bezrobociem, no i idącym za tym postępującym ubożeniem. A że zrobiłam to w lekkiej i frywolnej formie, to chyba nikomu nie szkodzi 🙂 Jest łatwiej przyswajalne, a jeśli kogoś skłoni do refleksji, to tym lepiej 🙂

 

danutapytlak1

 

A.K.: Pisarz zwykle kojarzy się z sielskim klimatem, w którym tworzy, czyli spokój, las, itp. Czy Pani tworzy w takich warunkach? Czym zajmuje się Pani na co dzień?

 

D.P.: – Sielski klimat, czyli spokój, las, itp. Bardzo bym chciała, żeby tak było 🙂 I na dodatek pisać na pełen etat 🙂 Ale – niestety – mogę to chyba włożyć między bajki. Przynajmniej na razie. Może kiedyś… Piszę w bardzo prozaicznych warunkach – mieszkanie w bloku na wielkim osiedlu, z jazgotem sąsiadów i ich rodzin dookoła, z wielkomiejskim rejwachem tuż za bramą – non stop. Wystarczy otworzyć okno i atak decybeli gotowy 🙁 Na co dzień pracuję w zagranicznej korporacji, bardzo intensywnie. Pracuję już tam niemal 16 lat i nie będę czarować, że nie jestem zmęczona korporacyjną codziennością. Ale właśnie dlatego zaczęłam pisać – potrzebowałam ujścia dla napięcia zbieranego latami, zajęcia myśli czymś innym, niż tylko pracą. A więc nie mogę powiedzieć, że są to lata, które zrobiły ze mnie korporacyjnego szczurka i nic więcej. Tak naprawdę miejsce, w którym jestem, zawdzięczam właśnie temu – zatem jestem najlepszym przykładem poglądu głoszonego przeze mnie w moich powieściach, że nic nie dzieje się bez przyczyny, droga, którą idziemy, zawsze nas zawiedzie do punktu, do którego pozwolimy się zawieść, lub… to my wybieramy miejsce, do którego dążymy 🙂

 

A.K.: – Plany twórcze na kolejne miesiące?

 

D.P.: – Pomysłów mi nie brakuje, gorzej z czasem na ich realizację. Ale ani nie poganiam sama siebie, ani wytyczam sobie sztywnych celów. Jeśli mam czas, to piszę, jeśli nie mam, to tworzę w głowie, potem szybciej się pisze. Na szczęście pod tym względem nie jestem zobligowana żadnymi umowami.

 

A.K.: – Na koniec proszę o szczególne pozdrowienia dla czytelników i fanów Książek w eterze.

 

D.P.: – Paulo Coelho powiedział, że świat należy do ludzi, którzy mają odwagę marzyć i ryzykować, aby spełniać swoje marzenia. I że to możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest takie fascynujące. Bo kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli te marzenia spełnić. Zatem życzę fanom Książek w eterze, aby nigdy nie przestali marzyć i aby swoje marzenia przekształcali w piękną, fascynującą rzeczywistość. Wystarczy tylko zrobić pierwszy krok.

moje

Premiera książki Danuty Pytlak pt. „Medalion szczęścia” z moją rekomendacją okładkową już 3 sierpnia! Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka 🙂 http://zysk.com.pl

Brak możliwości komentowania.