Fragment powieści Joanny Jax „Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu”

narodziny-gniewu

„Hanka Lewin szła w kierunku Alei Jerozolimskich, gdzie zaadaptowano jeden z lokali na elegancki klub dla oficerów niemieckich. Miała zjawić się dwie godziny przed występem, żeby zaprezentować kierownikowi swój repertuar i zyskać jego akceptację.

 

Na mieście Żydzi już nosili opaski z gwiazdą Dawida, naznaczeni jak bydło, aby każdy, kto ich mijał, wiedział, kim są. Hanka nie miała takich uprzedzeń, jak większość Polaków, zapewne dlatego, że w młodości zapałała uczuciem do jednego z nich. Poza tym, gdy była dzieckiem i bawiła się z innymi w chełmickich lasach, takie sprawy nie miały żadnego znaczenia, oprócz tego, że żadne z jej żydowskich przyjaciół nie dotknęło chleba ze słoniną.

 

Dochodziła właśnie do Krakowskiego Przedmieścia, gdy zobaczyła patrol niemieckich żołnierzy, kopiących pod ścianą jednego z budynków skulonego człowieka. Zasłaniał twarz rękoma, by ciężkie oficerskie buty nie zrobiły z niej krwawej miazgi. Hanka nie myślała, że się naraża, zareagowała niemal automatycznie.

 

– Na miłość boską, co wy robicie? Zostawcie go! – Niemal popchnęła jednego z żołnierzy.

Odwrócił się i uderzył ją w twarz.

– Eine Fickschlampe! – warknął.

– Zostawcie go! – krzyknęła raz jeszcze i tym razem otrzymała cios kolbą karabinu.

 

Zatoczyła się na ścianę, a z jej nosa trysnęła krew. Wyciągnęła chusteczkę, przyłożyła do nosa i kucnęła pod murem, oszołomiona. Patrol zostawił w spokoju poturbowanego nieszczęśnika i oddalił się, rzucając przekleństwa. Lewinówna po chwili odwróciła się w stronę człowieka, który leżał skulony i cicho jęczał.

 

– Proszę pana, proszę pana – powiedziała cicho. – Może pan wstać? Może wezwę pomoc?

Mężczyzna wciąż zasłaniał ręką twarz. Na rękawie marynarki spostrzegła opaskę z gwiazdą Dawida.

– Niech pani odejdzie – wystękał.

– Potrzebuje pan pomocy. Proszę spróbować wstać, nie może pan tak leżeć na ulicy.

Mężczyzna odsunął rękę z twarzy i dopiero wtedy go poznała. Jakub Mosel zmienił się od czasu, gdy go widziała ostatni raz. Jego brodę pokrywał ciemny, gęsty zarost, a z nosa i warg sączyła się krew.

– Jakub… – powiedziała z grozą. – Boże, to ty. Błagam, wstań, bo zaraz przyjdą następni i znowu coś ci zrobią.

Z trudem podniósł się, opierając się o ramię Hanki.

– Gdzie mieszkasz? Zaprowadzę cię.

– Hania Lewin… – Uśmiechnął się. – Nigdzie nie mieszkam. Moja stancja już jest spalona, nie mogę tam wrócić.

– W coś ty się wpakował? To dlatego cię pobili?

– Nie… Pobili mnie, bo noszę opaskę, a oni chcieli się zabawić… Ale do siebie wrócić nie mogę, bo gospodyni stwierdziła, że nie będzie się narażać i wynajmować Żydowi pokoju.

– Pójdziesz do mnie, a jak wydobrzejesz, poszukamy czegoś.

Z uwieszonym na ramieniu Jakubem ruszyła w stronę domu. Jej występy w niemieckim lokalu musiały poczekać.

 

Gdy dotarli do mieszkania, Alicji już nie było. Jakub położył się na łóżku, a Hanka przyniosła mokre ręczniki i bandaże, żeby go opatrzyć. Minęło tyle czasu, odkąd się widzieli. Przypomniała sobie, jak bardzo za nim szalała. Teraz jednak jej uczucie było jedynie współczuciem dla rannego i nostalgią za pierwszym zakochaniem. Mimo że Alicja irytowała ją niekiedy swoim zaślepieniem i beznadziejną miłością do Juliana Chełmickiego, zazdrościła jej. Czasami wydawało jej się, że gdy spotka swoją dawną, młodzieńczą miłość, jej serce najpierw drgnie, a potem oszaleje z miłości. Tymczasem miała przed sobą Jakuba Mosela, dotykała jego ciała, opatrywała rany, był przy niej na wyciągnięcie ręki i w sposób, w jaki nigdy nie był, a nie czuła nic. Gorące łzy zaczęły płynąć po jej policzkach. Nie z żalu, że ciało Jakuba pokryte było siniakami, a twarz ranami, ani nie dlatego, że jej nie chciał. Płakała z żalu, że nie umie już kochać, zaś ostatnia nadzieja, że jej miłość odrodzi się na nowo, gdy ujrzy Jakuba, właśnie zgasła.

 

– Daj spokój, Haniu, wyjdę z tego za dwa dni i będę jak nowo narodzony. Tylko połamali mi żebro, cholera jasna. – Jakub uśmiechnął się z pewnym trudem.

Hanka milczała, bo przecież gdyby powiedziała mu o swoich rozterkach, pomyślałby, że zwariowała.

– Nie sądzę, przyjacielu. – Uśmiechnęła się nieco sztucznie i dodała: – Ale w końcu to ty jesteś lekarzem.

– Nie jestem, bo rzuciłem studia, jak tylko Żydzi zostali wykreśleni z zawodów, jakie mogą wykonywać w Polsce. Między innymi lekarzy. To było w tysiąc dziewięćset trzydziestym siódmym roku. Możesz w to uwierzyć? – Wydął usta w grymasie.

– Nie wiedziałam… Szkoda, że je rzuciłeś, po prostu zostałbyś żydowskim lekarzem – westchnęła.

– To nie jest żadna łaska, jestem zdolny i pracowity. Zbuntowałem się, bo zirytowało mnie, gdy Polacy postanowili, że Żyd nie może być ich lekarzem. Ale przyjdzie taki dzień, że ani rasa, ani wyznanie, ani nawet status społeczny nie będzie miał znaczenia. Każdy będzie mógł być tym, kim chce, jeśli jest zdolny i pracowity – wygłosił tyradę Mosel.

– Pójdę zrobić herbatę – zmieniła temat Hanka i wyszła do kuchni.

„Następny cholerny komunista” – pomyślała, nalewając esencję z czajniczka.

Jakub Mosel pił herbatę, co i rusz wykrzywiając z bólu twarz. Ten sam grymas pojawiał się, gdy chciał zmienić pozycję albo przekręcić się na drugi bok.

– Cholera! – warknął. – Muszę wstać, a nawet usiąść nie mogę.

– Posłuchaj, Jakub, naprawdę możesz tutaj zostać i nie musisz nigdzie iść – powiedziała łagodnie Hanka. Sądziła, że jego chęć szybkiego opuszczenia mieszkania spowodowana jest wyrzutami sumienia, że sprawia jej kłopot swoją obecnością.

– Nie o to chodzi… Muszę się z kimś spotkać. Nie mogę ci powiedzieć z kim i po co, ale mam odebrać ważne dokumenty od niego. Jeśli nie przyjdę, wszystko szlag trafi. – Mosel był coraz bardziej zły.

– Mogę pójść za ciebie… – zaproponowała niepewnie.

– Ty też oberwałaś – burknął.

– Ale nie wyglądam, jakbym wpadła pod tramwaj, prawda? Załatwię ci tę sprawę i nie ma o czym mówić – powiedziała stanowczo.

– To naprawdę miłe z twojej strony, ale obawiam się, że ten ktoś nie zechce ci ich dać. Pomyśli, że jesteś wtyczką.

– Jeśli tak będzie, przyprowadzę go tutaj. W porządku? Oczywiście, jeśli nie zechce, nie będę w stanie go do tego zmusić, ale przecież mogę spróbować.

– Na Brackiej jest taki mały antykwariat. Prowadzi go Leon Bralczyk. Wejdziesz i zapytasz o Cierpienia młodego Wertera Goethego. On wskaże ci miejsce, gdzie spotkasz mojego człowieka. – Jakub doszedł do wniosku, że nie ma sensu dłużej protestować.

 

Hanka nie zastanawiała się zbyt długo. Opuściła mieszkanie i szła w kierunku Brackiej, czując wciąż na twarzy uderzenie kolby. Wiedziała, że jutro pojawi się ogromny siniak i będzie musiała to jakoś wytłumaczyć kierownikowi lokalu. Postanowiła, że najpierw się z nim spotka, przesunie występy, a przy okazji uprzedzi Alicję o gościu w ich domu. Skierowała swoje kroki w stronę Café Club. Był to przestronny, elegancki lokal, który przed wybuchem wojny często odwiedzała ze swoim mężem, Tomaszem. Stanęła przed kamienicą, zadarła głowę, jakby nie dowierzając, że teraz to miejsce będzie należało do Niemców, po czym popchnęła ciężkie szklane drzwi i weszła do środka. Zapytała portiera o kierownika i chwilę potem zaprowadzono ją do niewielkiej salki, gdzie siedziały jakieś kobiety, a wśród nich kręcił się łysiejący około pięćdziesięcioletni mężczyzna. Był to Adolf Krüger, Niemiec od lat mieszkający w Polsce.

 

– Pani kto jest? – zapytał po polsku z twardym akcentem.

– Hanna Lewin – powiedziała niepewnie, nieco przestraszona ostrym tonem kierownika.

– Spóźniłaś się – warknął. – Myślisz, że wielka gwiazda jesteś i możesz się spóźniać? Tu nie jesteś wielka gwiazda. Jesteś zwykły pracownik i ty nie będziesz się spóźniać, a jak ci się nie podoba, to weg von hier.

 

Już od bardzo dawna Lewinówna nie została potraktowana w taki sposób. Odkąd znalazła się na pierwszych stronach gazet, nikt nie ośmieliłby się odezwać do niej tak obcesowo. Zaczęło do niej docierać, że jednak coś się zmieniło i nowych gospodarzy nie interesuje ani jej sławne nazwisko, ani doskonały głos. Stała jak wryta i zaczęła się zastanawiać, czy bez słowa opuścić lokal, czy jednak pozostać i spróbować przystosować się do nowej rzeczywistości. Pomyślała, że ten klub nie będzie wyjątkiem i wszędzie będzie tylko polskim śmieciem na usługach okupanta.

 

– Pobito mnie! I zrobili to niemieccy żołnierze! – krzyknęła ze złością. – Dlatego się spóźniłam. Jutro moja twarz będzie miała jagodowy kolor, więc raczej w najbliższym czasie nie wystąpię.

– To możesz wcale nie przychodzić. Wielka dama, soein Mist! – Kierownik także zaczął krzyczeć.

– Co tu się dzieje? Co to za krzyki, panie Krüger? Goście na sali, a pan awantury robi. – W drzwiach stanął oficer SS.

– Przepraszam najmocniej, Obersturmbannführer Gross, zdenerwowałem się. Ta pieśniarka się spóźniła i jeszcze twierdzi, że została zaatakowana przez nasze patrole. Polskie ścierwo! – zaczął tłumaczyć się Krüger.

Gross rozsiadł się na krześle i powiedział stanowczo:

– Chcę posłuchać, jak śpiewa…

– Tak jest, tak jest, Obersturmbannführer. Pani Lewin, proszę tu podejść, tu jest mikrofon, proszę zaśpiewać… – Krüger zmienił ton, bo nie wiedział, jak zareaguje Gross na jego obcesowy sposób wyrażania się.

 

Hanka podeszła do mikrofonu i w pierwszej chwili, pod wpływem złości, chciała zaśpiewać polski hymn, ale zrezygnowała, dochodząc do wniosku, że nie chciałaby kolejny raz poczuć na twarzy kolby karabinu. Wybrała Ich bin von Kopf bis Fuß auf Liebe eingestellt Marleny Dietrich. Krüger stał osłupiały i kątem oka obserwował reakcję Grossa. Ten z przymkniętymi powiekami słuchał Hanki, jakby delektował się jej głosem i być może wspominał jakieś piękne chwile, które kojarzyły mu się z tym utworem. Gdy skończyła, na sali zrobiło się cicho, a wszystkie oczy zwrócone były w stronę Grossa. On nagle jakby ocknął się z odrętwienia i zaczął klaskać. Wstał z krzesła i podszedł do Hanki. Ucałował szarmancko jej dłoń i zwrócił się do dyrektora lokalu:

 

– Panie Krüger, nie rozpoznałbyś pan prawdziwego talentu, nawet gdyby pana kopnął w dupę. Pani Lewin zostanie. Jeśli potrzebuje kilku dni na rekonwalescencję, otrzyma je. Czy chce pan otrzymać to na piśmie? Swoją drogą należałoby ukarać tych prostackich żołnierzy, którzy ośmielili się podnieść rękę na panią Lewin – mruknął Gross.

– Dziękuję panu – powiedziała cicho Hanka i wyszła z lokalu.

Czuła satysfakcję, że znalazł się ktoś, kto sprowadził na ziemię tego obrzydliwego Krügera. Gross był wysoko postawionym oficerem i miała nadzieję, że wystarczająco mocno wystraszył dyrektora, aby ten nigdy więcej nie próbował jej szykanować.

 

Gdy Hanka opuściła Café Club, Alicja zaczęła badawczo przyglądać się Grossowi. Nie był takim prostakiem jak inni. Poza tym emanował pewnością siebie i nawet jeśli był znienawidzonym Niemcem, Alicja doszła do wniosku, że jest bardzo przystojny. Gdyby tylko mogła go uwieść, z pewnością byłby w stanie ułatwić jej wyjazd za granicę. Obawiała się jednak, że on właśnie został porażony zarówno niesamowitym śpiewem Hanki, jak i jej wyglądem. Przez chwilę zastanawiała się, czy jej przyjaciółka pomogłaby jej, ale te rozważania zostawiła sobie na później, gdy obie dotrą do domu.

 

Hanka Lewinówna szła w kierunku Brackiej i zaczęło do niej docierać, że sytuacja jest dramatyczna. Najpierw pobicie jej i Jakuba, a teraz jakiś cham traktujący ją jak szmatę. Przecież nie zawsze będzie miała tyle szczęścia, żeby trafić na kogoś, kto będzie mógł stanąć w jej obronie. Ona, jeszcze niedawno podziwiana i szanowana, teraz przekonała się, jak sytuacja nagle może ulec zmianie. Dzisiaj była w Warszawie nikim, musiała się cieszyć, że w ogóle znalazła miejsce, gdzie mogła śpiewać, i to w dodatku tylko wybrany przez obecne władze repertuar. Zastanawiała się, jak można najechać czyjś kraj i obdzierać ludzi z godności. W ich własnym domu. Kto dał prawo innym, żeby panoszyć się w państwie, które do nich nie należy? Jak można niszczyć domy, mordować ludzi, grabić cudzą własność? Co siedzi w głowach takich osób, które wydają rozkazy i planują takie rzeczy? Wojna… tragedie milionów ludzi, niszczenie niczym żywioł wszystkiego, co stoi na drodze. Co musi siedzieć w tych chorych umysłach, że decydują o życiu i śmierci?”…

 

Kolejny fragment powieści „Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu” już jutro na blogu Nie teraz, właśnie czytam

Joanna Jax „Zemsta i przebaczenie. Narodziny gniewu” Videograf

narodziny-gniewu

Wyboista droga przez emocje.

 

Gdy miłość i przyjaźń nabierają zupełnie innego znaczenia w obliczu trawiącego trzewia gniewu, świat staje się bezbarwny i nieprzewidywalny. Gdy do głosu dochodzi wojna, która zmienia ludzi, emocje ulegają przewartościowaniu. Dramatyczne koleje losu, ciężar odkrytej tajemnicy, niemoc i heroizm, zdrada, złość, ucieczka i wszechogarniający gniew, który zawładnął umysłem i przenosi się na serce, to wszystko znajdziecie w pierwszej części niezwykle plastycznej i wzruszającej sagi „Zemsta i przebaczenie”. Czy „Narodziny gniewu” to początek wyboistej drogi przez emocje?

 

Akcja powieści toczy się w latach 1915-1940. Sielankowy początek w bogatym ziemiaństwie Chełmickich to furtka do świata skrajności wynikających z pochodzenia i kontrastów między realiami biednych i bogatych. Okazuje się, że jest nić łącząca te światy. Historia przyrodnich braci, Juliana Chełmickiego i Emila Lewina, z których pierwszy, zrodzony z prawowitego łoża, opływa w dostatki i lśni w blasku swego pochodzenia, a drugi, syn służącej, skrywającej przez lata swój sekret, nabiera niepokojących rumieńców w chwili, gdy prawda wychodzi na jaw. W Emilu rodzi się gniew, silniejszy od huraganu, choć równie gwałtowny. Dodatkowo, odrzucenie przez ukochaną kobietę, Adriannę Doleszyńską, która w swej dumie i próżności wybiera Juliana, wzmaga w nim siłę do zemsty. Nawet wojna nie jest w stanie zdławić gniewu, a co gorsze, rodzi jeszcze więcej złych emocji. Równolegle śledzimy losy Hanki Lewinówny, siostry Emila, damy warszawskich scen i żony wpływowego hrabiego Niechowskiego oraz Alicji Rosińskiej, która w obliczu wojny ucieka do odległej Casablanki zatracając się w niepokojących emocjach.

 

Wielowymiarowość, ogromna plastyczność akcji i wielobarwność postaci przyciągają czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Skrajność zachowań, heroizm i słabości, nieprzewidywalność uczuć, zgubność namiętności, podążanie do wytyczonego celu i chęć zemsty silniejsza od miłości, zdominowały fabułę powieści, która niewątpliwie jest jedną z bardziej rozbudowanych czytelniczych podróży po zakamarkach ludzkich uczuć, ale także po odległych zakątkach świata ogarniętego wojną. Godna polecenia i Waszej uwagi książka, której jestem dumną ambasadorką.

 

Moja rekomendacja:

 

„Odbieranie rzeczywistości przez pryzmat gniewu, zrodzonego z ludzkiej niemocy i dramatycznych kolei losu, to wyboista droga przez emocje. Joanna Jax po raz kolejny pokazuje, że miłość może mieć niszczącą siłę, gdy idzie w parze z bezwzględnością wojny. Tułaczka, zniewolenie,  kolaboracja, ucieczka i zdrada, ułożone w kalejdoskopie pozbawionym barw, są jak piach rzucony prosto w oczy czytelników. Nic dziwnego, że w trakcie lektury mogą pojawić się łzy.”

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-7835-537-3
Premiera: 22 listopada 2016

Serdeczne podziękowania dla Videograf

Natasza Socha „Biuro Przesyłek Niedoręczonych” Pascal

biuro-przesylek-niedoreczonych

Ujrzeć tajemnicę…

 

Niezwykła historia o zwykłych ludziach, którzy nieustannie pragną szczęścia i miłości, zatracając się w pomyłkach, przypadkach i niedopowiedzeniach. Bo czasami można być blisko drugiego człowieka i nie wiedzieć o nim nic. Można też marzyć o miłości idealnej będąc o krok od jej spełnienia. Nieporozumienia, przeszkody, niedoręczone przesyłki i przypadki bywają solą w oku ludzi oczekujących szczęścia. Czy jest sposób na rozplątanie zagmatwanych ludzkich losów? Jaki finał może mieć odrobina zainteresowania i upór w działaniu?

 

Zuzanna rozpoczyna pracę w niecodziennym miejscu. Biuro Przesyłek Niedoręczonych to dla jednych bałagan i skład nikomu niepotrzebnych rzeczy, a dla drugich miejsce niezwykłe, z duszą i całą masą niespełnionych nadziei. Listy i paczki, które nie trafiły do adresatów i trzeba je skatalogować oraz uporządkować to dla Zuzanny świat tajemnic i ludzkich historii. Świat, który niejednokrotnie stanął dla kogoś w miejscu i czeka na pomoc w wejściu na właściwy tor. Wystarczy otworzyć kopertę, by ujrzeć tajemnicę…

 

Magiczna historia o niespełnionej miłości, trosce, błędnym odczytywaniu ludzkich intencji, pomyłkach i cierpliwości w oczekiwaniu na szczęście. Opowieść o idealizowanym i wyczekiwanym uczuciu Tekli i Gaspara cudownie ogrzewa serce, daje nadzieję i umacnia w wierze w przeznaczenie, któremu czasem trzeba pomóc. Upór Zuzanny w dotarciu do drugiego człowieka jest obficie nagradzany, a wsparcie Mili, wręcz emanującej dobrocią, to coś, czego potrzebujemy w życiu.

 

Ciepła, optymistyczna i wzruszająca książka, która niezawodnie wprowadza w jedyny w sowim rodzaju klimat Świąt Bożego Narodzenia, kiedy bezinteresownie mamy ochotę podać rękę drugiemu człowiekowi, zajrzeć mu głębiej w oczy i rozgrzać serce uśmiechem bliskich. Czy Natasza Socha zaskakuje? Fabularnie może nie, ale stylem przyciąga uwagę czytelnika, a zakończenie wprowadza przyjemne uczucie nieprzewidzianego zachwytu i konsternacji. Polecam.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-7642-875-8
Premiera: 9 listopada 2016

Podziękowania dla Pascal

Helen Fielding „Dziennik Bridget Jones. Dziecko” Zysk i S-ka

dziecko-bridget-jones

Ciężarne szaleństwo.

 

Zwariowana singielka w zupełnie nowej, ciężarnej odsłonie. Czy niespodziewana ciąża nauczy Bridget Jones odpowiedzialności? A może hormonalna huśtawka sprawi, że w jej życiu będzie jeszcze bardziej chaotycznie? Jak zwykle u panny Bridget jest komicznie, energetycznie i z dystansem do słabości. Jedno jest pewne, dziecko zakończy samotność bohaterki.

 

Bridget Jones żyje w szaleńczym tempie i nie ma zamiaru go zwalniać, choć czasem doskwiera jej samotność. Zegar biologiczny tyka coraz głośniej, a ciężarne przewijają się w jej życiu z coraz większą częstotliwością. Bridget nadal wzdycha do mężczyzn swego życia, Daniela i Marka. Który z nich będzie ojcem jej dziecka? Hm, trudny wybór. Może obaj?

 

Niezawodna porcja uśmiechu od spontanicznej singielki gwarantowana. Tempo akcji i specyficzne, bezkompromisowe poczucie humoru sprawiają, że książkę połyka się błyskawicznie. Mnóstwo perypetii, niecodzienne wybory, próba uporządkowania codziennego chaosu w obliczu nowego wyzwania, którym jest nie byle co, bo macierzyństwo oraz solidna dawka zbiegów okoliczności i przeróżnych niezręczności, zdominowały tę odsłonę pamiętnika samotnej kobiety przed czterdziestką. Są też wzruszenia, a jakże. Przeczytajcie.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-65521-90-3
Premiera: 21 listopada 2016

Podziękowania dla Zysk i S-ka

Philip Roth „Everyman” Wydawnictwo Literackie

everyman

Oczekiwanie na nieuniknione.

 

Nieuchronna katorga schyłku życia. Historia straty, żalu, trwogi, izolacji i paniki. Bezgraniczna samotność w otoczeniu bliskich. Godzenie się z powolnym odchodzeniem w pustkę. Bo starość przestaje być walka o życie. Jest jałowym trwaniem  i oczekiwaniem na nieuniknione.

 

Pogrzeb głównego bohatera na początku powieści jest preludium dla retrospekcji i rozważań o życiu. Trzykrotny rozwodnik, wiecznie samotny, doświadczony umieraniem od dzieciństwa. Czy umarł w zapomnieniu? Przytłoczony wyrzutami sumienia i ograniczeniami, walczy z niedoskonałościami istnienia, fizycznym bólem i psychiczną udręką, nieuchronnie zmierzając ku nicości.

 

Uniwersalność „Everymana” wręcz przytłacza. Refleksje o przemijaniu, starości i ludzkich ułomnościach nasuwają się mimowolnie. Wręcz emanują żalem i poczuciem straty. Odchodzenie, godzenie się z przeznaczeniem i rychłą śmiercią to długi proces, w którym bohater dojrzewa, ewoluuje i wzrasta. Brak nadziei na odroczenie nieuniknionego przytłacza, a wyczekiwanie na promyk światła w tunelu życia, z którym czas się pożegnać, jest bezgłośnym wołaniem o pomoc. Samotność wśród ludzi, bezmiar słabości i osaczenie pustką przeraża. Powieść niewątpliwie inspiruje do przemyśleń, również filozoficznych. Pomaga zrozumieć i odnaleźć sens w przemijaniu, a nade wszystko uczy pokory wobec nieuchronności końca życia.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 168
ISBN: 978-83-08-06240-1
Premiera: listopad 2016

Podziękowania dla Wydawnictwa Literackiego

« Starsze wpisy