Katarzyna Grabowska „Miłość wbrew regułom” Replika

W spirali nieoczekiwanych uczuć.

 

Sabina i Kinga, przyjaciółki ze szkolnej ławki. Od lat mogą na siebie liczyć, bez względu na porę dnia czy nocy. Przyjazne ramie zawsze czeka, by przytulic, wysłuchać, pomilczeć, zrozumieć, wesprzeć. Czy taka przyjaźń może nie przetrwać próby, którą los niespodziewanie postawi na ich drodze?

 

Sabina jest adwokatem i matką dorastającego syna Dawida. Stłamszona przez męża Adriana, u którego wszystko musi chodzić idealnie jak w zegarku, zapomniała czym jest spontaniczność. Kinga żyje w cieniu bogatego i sławnego męża celebryty Mariana. Jej aktywność zawodowa ogranicza się do działalności w fundacji dobroczynnej. Kiedy jeden sms wywraca jej świat do góry nogami, może liczyć tylko na Sabinę. Nie patrzy na to, że jest środek nocy, jedzie do przyjaciółki, by wypłakać się na jej ramieniu. Od tej chwili życie kilku osób już nie będzie takie samo, a przyjaźń zostanie wystawiona na poważną próbę.

 

W książce Grabowskiej nie brakuje emocji i ambiwalentnych uczuć. Wahanie, wybory i ich konsekwencje grają tu pierwsze skrzypce. Jak w życiu, nie brakuje namiętności, które przyćmiewają rozsądek. Rozterki, wątpliwości i problemy mieszają się z ciepłem, humorem i lekkością. Autorka prowokuje i stawia pytanie, czy warto walczyć o swoje szczęście mimo wszystko. A może lepiej posłuchać głosu rozumu? Czytelnicza ciekawość dalszego ciągu tej barwnej historii z cyklu „Kolory przyjaźni” jest pobudzona. I o to chodzi!

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-6786-723-8
Premiera: 14 listopada 2023

Stefan Darda „Zabij mnie, tato” Czarna Owca

Krzyk bezsilności wobec dewiacji.

 

Nie potrzeba metafizyki i szalonej wyobraźni literackiej, by przerażać fabułą, bo realne życie przynosi znacznie więcej grozy, niż fantastyka.

 

Mistrz horroru w nowej przerażająco realistycznej odsłonie. Faktycznie, nie ma tu wampirów, duchów czy istot z pogranicza światów, jest za to bestia. W ludzkiej skórze. Ale po kolei…

 

Mały Ryków w pobliżu Miasta Wojewódzkiego, gdzieś w Polsce, bliżej nie wiadomo gdzie, bo opisane wydarzenia mogły mieć miejsce praktycznie wszędzie. W Rykowie mieszka rodzina Szykowiaków, zwyczajna, żyjąca z dnia na dzień, ciesząca się z drobiazgów i zmagająca z prozaicznymi problemami. Dramat, który ja dotyka, jest niewyobrażalny i pociąga za sobą bolesne skutki. Dwie córki Kamila i Izy znikają w tajemniczych okolicznościach. Kto za tym stoi? Dlaczego tak trudno odnaleźć jakikolwiek ślad? W śledztwo angażuje się Zdzisław Mokryna, emerytowany policjant, który szuka w Rykowie bezpiecznej przystani i spokoju, przyjaciel rodziny Szykowiaków. Odkrywając kolejne zagadkowe punkty zniknięcia dziewczynek szuka sprawiedliwości na własną rękę, a ta świerzbi go do jej wymierzenia na oprawcy.

 

Realizm wydarzeń oddany jest w tak zaangażowany i emocjonalny sposób, że głos głównego bohatera ostatecznie staje się wyrazem buntu przeciw błędom systemowym. Po lekturze chce się krzyknąć: „nie!” i przyłączyć do tego buntu.

 

Książka bezlitośnie obnaża nielogiczność polskiego ustawodawstwa i sądownictwa, luki w prawie, nieudolność organów ścigania spowodowana dławieniem umiejętności funkcjonariuszy rygorystycznymi procedurami niesprzyjającymi ofiarom oraz ugruntowanie psychicznych dewiacji skazanych, którzy przed czasem opuszczają mury zakładów karnych, co zwykle kończy się kolejnym dramatem. Dreszcz przerażenia przechodzi po plecach…

 

Wielowymiarowość powieści mogę porównać do podróży psychicznym rollercoasterem – rozedrgane emocje towarzyszące bohaterom w pełni udzielają się czytelnikowi. Wyrzuty sumienia, bezsilność, psychika ludzka wystawiona na poważną próbę, przez którą nie każdy jest w stanie przejść, wspomnienia z przeszłości wpływające na postrzeganie świata i ta okrutna powtarzalność, jakby miało miejsce specyficzne dziedziczenie cierpienia. Bezsilność jednostki wobec ogromu bólu jest dramatyczna.

 

Autor podkreśla też obecność tzw. lokalnego społeczeństwa, które stoi z boku wydarzeń, bo ich to nie dotyczy. Chwilowa empatia, wyrażona zwykle krótką wymianą zdań i westchnień, znika równie szybko, jak się pojawiła. Jest podobna do ulotnych newsów, które przewijają się w programach informacyjnych i nie warto zbyt długo się nad nimi pochylać, bo zło, owszem, gdzieś tam jest, ale nie u nas, nie tutaj, daleko. Jakże to złudne…

 

Długo mogę pisać o stylu Dardy, spójnej i nieprzewidywalnej fabule oraz umiejętnym stopniowaniu napięcia, które w finale doprowadza do eksplozji wulkanu nagromadzonych emocji. Wchodząc do świata wykreowanego przez tego Autora, podejmuje się pewne ryzyko, bo można się w nim zatracić, zapomnieć o codzienności i do ostatniej strony tkwić w tym niezwykłym uzależnieniu. Osiągnięty efekt jest tradycyjnie celujący, więc nie ma większego znaczenia czy to horror, thriller, czy kryminał, bo fenomen Dardy pozostaje niezmienny.

 

„Zabij mnie, tato” na długo pozostaje gdzieś z tyłu głowy, trudno się otrząsnąć i powrócić do codzienności. Lektura tej książki odblokowuje ostrzegawcze światełko w umyśle, a oczy i uszy są otwarte nieco szerzej niż dotąd.

 

To doskonałe w formie studium ludzkiej bezsilności wobec dewiacji i stanowczy wyraz buntu wobec niedociągnięć systemowych. Chapeau bas! Cóż mogę dodać, to nie perełka, a raczej diament na księgarskich półkach. Stanowczo stawiam wśród ulubionych, a Wam gorąco polecam!

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 432
ISBN: 978-83-8252-925-8
Premiera: 28 lutego 2024

Wojciech Wójcik „Jęk zamykanych bram” Zysk i S-ka

Szukając odpowiedzi.

 

Niebezpieczne związki, ukryte relacje, sekrety, mroczne zakamarki stolicy i zagadki, które skrywa ciemność.

 

Warszawski klub Trzynastka to popularne miejsce nie tylko dla amatorów dobrej zabawy, ale także warszawskiego półświatka. To tu przecinają się drogi zarówno studentów, jak też osób mających sporo za uszami. Klubem kieruje Mecenas, nietuzinkowa i dość tajemnicza postać.

 

Kiedy Arek Maj, ochroniarz Trzynastki, zostaje brutalnie pobity i trafia do szpitala, zaczyna się ciąg nieprzewidywalnych zdarzeń. Niebawem inny pacjent znajduje Maja z poderżniętym gardłem. Dyżurująca lekarka postanawia zawiadomić bliskich pacjenta, ale okazuje się, że jedyna z osoba z kontaktu zaginęła jakiś czas temu. Zagadki się mnożą, do głosu dochodzą przez lata skrywane lęki i sekrety. Kim był Arek Maj? Co ukrywa Mecenas? Jak dotrzeć do prawdy? W śledztwo angażuje się policjant Mateusz Krysiak. Do bliskich Arka próbuje dotrzeć Edyta, kelnerka z Trzynastki, której Maj tuż przed śmiercią powierzył sporą ilość gotówki.

 

Wielowątkowość i mnogość postaci nieźle mieszają w głowach czytelników, ale finalnie wszystko trafia na swoje miejsce i zdecydowanie zaskakuje nićmi powiązań. Bohaterowie są skrajnie różni i mają różne motywacje w docieraniu do prawdy, co dodaje fabule niewątpliwego kolorytu. Doświadczenie miesza się tu z naiwnością, a nieoczywistość z emocjonalną głębią. Czego chcieć więcej od kryminału? Nie brakuje napięcia, dreszczu niepokoju i tajemnic odkrywanych po wielu latach. W opisach możecie liczyć na sugestywność, więc niejednokrotnie wchodzi się w duszną atmosferę miejsc i zdarzeń.

 

„Jęk zamykanych bram” zapewnia dobrze spędzony czas. Intryguje, wciąga i zastanawia. Porusza ciekawe wątki zarówno społeczne, jak też psychologiczne. Szukając odpowiedzi natkniecie się na błędne tropy, ślepe uliczki i zakamarki ludzkiej psychiki, która może zaskakiwać. Tak to już jest, że zwykle najciemniej pod latarnią.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-8335-206-0
Premiera: 23 kwietnia 2024

Stefan Darda „Nie zawiedź mnie, tato” Czarna Owca

Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy.

 

Mały Ryków w centralnej Polsce i ciąg tragicznych zdarzeń, które miały tam miejsce, pozostawiły trwały ślad w Zdzisławie Mokrynie, emerytowanym funkcjonariuszu Biura Spraw Wewnętrznych. Przeprowadzka w Bieszczady to pierwszy krok do osiągnięcia wewnętrznej równowagi. Dom po Sokalskiej, na który natrafił w Nowej Żernicy, jest idealny do zapuszczenia korzeni w nowym miejscu. Kupił go od ekscentrycznego malarza Eugeniusza Marii Nowakowskiego za naprawdę niewielkie pieniądze. Teraz problemem mogą być zasypane drogi albo brak zasięgu telefonii komórkowej, co przy poprzednich kłopotach wydaje się być pestką.

 

Los jednak chciał inaczej. „Mokry” otrzymuje wiadomość z Czemian na Podlasiu, gdzie mieszka jego wujenka Emilia. Zlepek niejasnego przekazu wskazuje, że wujenka zmarła, a to oznacza jedno: pilny powrót do Czemian. To początek perypetii bohatera, bo wszystko wskazuje na to, że wujenka nie zmarła naturalną śmiercią i, co gorsze, Zdzisław jest podejrzany o związek z tym zabójstwem.

 

„Czasem długi zaciągnięte w jednym miejscu spłaca się zupełnie gdzie indziej i komuś całkiem innemu.”

 

Czemiany nad Wydrą to szereg wspomnień z młodzieńczych lat. Retrospekcje przychodzą nieproszone, a senne wizje dają wyraźne znaki. Spotkanie starych przyjaciół: Olgi „Olo” Jastrzębskiej i Piotra „Lasso” Lasoty okazuje się brzemienne w skutki. Mokryna chyba długo zabawi na Podlasiu, bo nieformalne śledztwo  w sprawie wstrząsających zdarzeń w miasteczku gmatwa się coraz bardziej. Ambiwalentne emocje i uczucia wezmą górę nad rozsądkiem, a chęć dotarcia do prawdy przyćmi wewnętrzny głos szepczący, by trzymać się z daleka od kolejnych kłopotów.

 

„Szkoda, że wtedy, jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy jak pień.”

 

„Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy”. Miej oczy szeroko otwarte, bo w codzienności i drobnych zdarzeniach może się kryć znacznie więcej, niż przewidywalność i proza życia. Nie zawsze to, co w ocenie innych jest oczywiste, naprawdę takim było. Czasem wystarczy się pochylić po nic nieznaczący drobiazg, który może zmienić dalsze życie wielu osób.

 

Wyrzuty sumienia, wahanie, niepewność, chęć naprawienia zła, tkwienie w wyidealizowanym obrazie własnej przeszłości i starcie z brutalną rzeczywistością. Przemyślenia, emocje, niespieszne tempo akcji, pierwszoosobowa narracja. Do tego siedem epilogów rozpoczynających (tak, rozpoczynających, nie pomyliłam się!) kolejne odsłony historii, opowiedzianych z perspektywy trzecioosobowej, gdzie poznajemy postać emerytowanego nauczyciela Adama „Wieszcza” Mackiewicza, którego rola w sprawie jest nieodgadniona.

 

„Słowa ulatują, a uwięzione w wyrazach litery zostają.”

 

To kolejny po „Zabij mnie, tato” thriller kryminalno-psychologiczny ze Zdzisławem Mokryną w roli głównej. Pojawia się pytanie, czy można te książki czytać odrębnie, bez zachowania ciągłości? Zapewne można, ale polecam zachować chronologię, choćby z uwagi na samego „Mokrego”, którego rys psychologiczny ewoluuje pod wpływem zdarzeń w jego otoczeniu. Nie sposób w pełni zrozumieć jego przemyśleń w Nowej Żernicy tuż po przeprowadzce, czy niecodziennych zainteresowań małego Kazika Porabczuka, gdy nie wie się, co wydarzyło się w Rykowie.  

 

Stefan Darda w absolutnie doskonałej formie! Niech nie zmyli Was brak pośpiechu i mnóstwo przemyśleń bohatera, bo właśnie w tym tkwi klucz do prawdziwych chwil grozy i niepokoju czającego się tuż za plecami. Niezdecydowanie bohatera, zarówno w drobnych, jak też w całkiem ważnych sprawach, stanowi tu o jego naturalności, bliskości i autentyczności. Tak łatwo wejść w jego skórę lub stać tuż obok. Stefan po raz kolejny udowadnia swój kunszt w przekonującym budowaniu portretu postaci.

 

Zakończenie tej części „Nie zawiedź mnie, tato” pozostawia czytelnika ze słowami: „ale, jak to?”, pustką i oczekiwaniem na więcej. Zagadka, zagadka, zagadka… I nauka cierpliwości. Cały Darda! Cóż, niezmiennie uważam, że można w ciemno sięgać po kolejne historie spod pióra Stefana. To gwarancja doskonale spędzonego czasu, wejścia w intrygującą opowieść, wielu życiowych, przydatnych przemyśleń i niepodrabialnych emocji. Krótko mówiąc, dardyzm wciąga!

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-8252-047-7
Premiera: 15 maja 2024

Aleksandra Muraszka „Swallow. Nadzieja matką głupich” Jaguar

Odkrywając prawdę.

 

Nie da się ciągle uciekać przed rzeczywistością. Przychodzi czas, ze trzeba się z nią zmierzyć. To wyzwanie, ale warte zachodu, bo tylko w ten sposób można uwolnić  się od jarzma bolesnej przeszłości.

 

Haelyn po bolesnych zdarzeniach z Rionem, wciąż przeżywa to, co się zdarzyło. Wspomnienia są żywe, ogniste, realne. Nie sposób wyzwolić się z tych obrazów. W retrospekcji tak wiele miejsca na realną tęsknotę. Nadzieja matką głupich, ale to ona dodaje okruchów sił do walki. Nostalgia wprowadza dziewczynę w dziwny stan, który trzyma ją marazmie. Frustracje, wątpliwości, ulotne radości i przyjaźń pozwalają utrzymać się na powierzchni. Rola Jamesa,  Miley i Travisa w tym trudnym procesie jest nie do przecenienia. Tylko co zrobić, gdy zaskoczenie odbiera powietrze, którym dotąd tak łatwo się oddychało?

 

„Życie bez Riona okazało się trudniejsze niż przypuszczałam. Ciężko mi się oddychało, gdy o nim myślałam, jakby to on swoją osobą do tej pory dawał mi powietrze.”

 

Nie brakuje tu emocji, sekretów i nieodkrytych kart, których powolne odkrywanie jest jak kręta, wyboista droga pod górę. Im bliżej szczytu, tym więcej prawd, które wcale nie prosiły się by je odkrywać. Szereg wspomnień składają się w całość, która ostatecznie zaskakuje i budzi apetyt na więcej. Muraszka wie, jak stopniować napięcie i sprawić, czy już chciałoby się trzymać w ręku trzecią odsłonę serii.

 

Seria „Swallow” to coś więcej nić powieści obyczajowe z wątkiem psychologicznym w tle. To podróż do młodzieńczych serc i umysłów, w których kryje się tak wiele niewiadomych, że aż zapiera dech w piersiach. Bo młodość tonie tylko stereotypowa beztroska, ale również cały wachlarz przeżyć, z którymi nie tak łatwo żyć.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 592
ISBN: 978-83-8266-389-1
Premiera: 15 maja 2024

« Starsze wpisy