Wywiad ze Zbigniewem Zborowskim

IMG_55110

Książki „Trzy odbicia w lustrze” i „Pąki lodowych róż” autorstwa Zbigniewa Zborowskiego są… niezwykłe. Tak, właśnie to jest odpowiednie określenie. Rzadko zdarzają się powieści, które napisane są tak sugestywnym językiem, a proporcje między charakterem postaci, akcją i wątkiem tajemnicy są wyważone idealnie, niczym na aptekarskiej wadze. Dla mnie zdecydowanie autor, którego książki umieszczam na półce „Ulubione”… Zapraszam do przeczytania wywiadu, a zatytułowałam go:

 

Niepewność zmusza do działania…

 

Aneta Kwaśniewska: – Skroić dobrą sagę na miarę wymagań żądnych nowych wrażeń czytelników to niezwykła sztuka. Panu się to udało! Zachwycająco plastyczny, sugestywny język z pewnością ma głębsze podłoże…

 

Zbigniew Zborowski: – Długo się przygotowywałem do pisania tej książki. Wprawdzie wcześniej ułożyłem sobie dość szczegółowy plan fabuły, ale musiałem dopracować szczegóły. Przecież przeciągam swoich bohaterów przez Lwów, potem Okręg Swierdłowski na Uralu, Moskwę, Berlin, Czeczenię i Afganistan. I to w różnych czasach – raz współcześnie, innym razem w latach 40., 60., 80. Musiałem więc wiele o tych miejscach poczytać. A także przypomnieć sobie, co o zesłaniu za Ural opowiadał mi Ojciec i co sam widziałem, kiedy we wczesnych latach 90. podróżowałem przez Pakistańsko-Afgańskie pogranicze, nad którym latają teraz bojowe drony. Te lektury – opracowania historyczne, wspomnienia i pamiętniki – otworzyły mi na wiele spraw oczy. Na przykład zakochałem się w przedwojennym Lwowie. Co to było za miasto! Ile się tam działo. A potem przyszła wojna i wszystko diabli wzięli. Myślę, że to z tej sympatii za miejscami, których często już nie ma, albo stały się karykaturą samych siebie, wziął się ten plastyczny język powieści. Pisząc, czułem się jakbym tam był i widział swoich bohaterów.

 

O wojnie i emocjach ludzkich w okrutnych nieludzkich czasach powstaje obecnie dość dużo powieści. Nie bał się Pan porównywania, zgubienia w gąszczu takiej prozy…

 

– W ogóle o tym nie myślałem. Z nikim się nie porównywałem, do nikogo nie odnosiłem. Miałem swoją wizję książki i starałem się ją atrakcyjnie przedstawić Czytelnikom.

IMG_55700

 

Współcześnie to siła ma znaczenie, jednak u Pana punkt skupienia jest raczej na niepewności i strach. Borykanie się z niepokojem bohaterów nadaje swego rodzaju napięcia…

 

– Siła często wypływa ze strachu. Boimy się o swoje dzieci, więc jesteśmy gotowi o nie walczyć na kły i pazury. Wielu mężczyzn boi się utraty twarzy i obnażenia swoich słabości, dlatego są gotowi nawet zabijać. Niektóre kobiety z kolei lękają się podporządkowania facetom, więc wkraczają do świata samców i bez pardonu sięgają po władzę nad stadem. Przykłady można mnożyć. Strach nierzadko nas napędza. Niepewność zmusza do działania. Pytanie więc nie brzmi: kto się nie boi? ale: kto potrafi pokonać swój strach i uczynić go własną bronią?

 

Coś w tym musi być, skoro po raz kolejny wplata Pan do akcji książki wątek nurkowania…

 

– Nostalgia i tyle. Kiedyś nurkowałem dość dużo i dość głęboko. Pod wodą widziałem stare kopalnie, fortyfikacje, jaskinie, wraki, na których obok koła sterowego wciąż leżą zetlałe mapy i dokumenty. Albo po prostu bąble powietrza rozbiegające się jak rtęć pod powłoką lodu. Kiedy jednak na świat przyszli synowie, dałem sobie z tym spokój. Inne priorytety. Nigdy nie żałowałem, taką już mam naturę, ale wspomnień z głowy przecież nie wyrzucę.

 

Co dalej literacko u Zbigniewa Zborowskiego?

IMG_55950

 

– Przyznam się, że napisałem książkę. Opowiada o facecie, któremu zostało do końca pół roku życia. Przynajmniej zdaniem lekarzy. Po usłyszeniu diagnozy, chciałby się rzucić do naprawiania wszystkiego, co przez ostatnie lata zawalił. A trochę się tego zebrało – jest alkoholikiem, jego relacje z rodziną są zrujnowane, w pracy też pozostawił po sobie zgliszcza. Ale już za późno na odkupienie win! Żona jeszcze przed ujawnieniem się jego choroby wystąpiła o rozwód, syn ma go w pogardzie. Postanawia więc rzucić wszystko i przenieść się z Warszawy do podhalańskiej wioski opodal Doliny Chochołowskiej. Planuje oddać się spokojnej kontemplacji przyrody, odejść cicho i z godnością. Tyle, że nic z tego nie wychodzi. Konfrontacja z wiejską społecznością, jej tajemnicami sięgającymi czasów 2. wojny i powiązaną z nimi zagadką sprawiają, że musi stawić czoła wielu problemom. A także zmierzyć się z własnymi demonami. Łatwo nie będzie… Cóż, rozgadałem się. Fajnie mi się tę historię pisało. Utrzymałem ją w tonie komediowym, zahaczającym chwilami wręcz o burleskę. Różni się więc mocno od moich dotychczasowych książek. I właśnie dlatego zastanawiam się, co z nią począć. Może po prostu zamknę w szufladzie i zobaczę, co będzie dalej?

 

Panie Zbyszku, mam nadzieję, że książka zbyt długo w tej szufladzie nie poleży i ujrzy światło dzienne, by cieszyć i intrygować czytelników. Czekamy! Bardzo dziękuję za rozmowę!

 

– Również dziękuję i pozdrawiam!

trzy-odbicia-w-lustrze-b-iext26919612Pąki z moją rekomendacją

Brak możliwości komentowania.