Beata Kiecana „Układy prawie idealne” Novae Res

uklady

Poszukiwanie partnera idealnego.

 

Młodość. Szaleństwo. Życie chwilą. Czy jest tu miejsce na odpowiedzialność?

 

W książce Kiecany życie toczy się szybko. I szaleńczo. Próżno szukać ładu i składu. Zgodnie z zasadą carpe diem nieważne jak będzie, ważne by cieszyć się chwilą. Może tak wygląda życie młodego pokolenia i współczesny związek idealny?

 

Beti przekroczyła trzydziesty rok życia. Jest samotną matka Meli, bo Roman, facet po pięćdziesiątce, okazał się skrajnie nieodpowiedzialny i nawet po rozwodzie trudno zmusić go do płacenia alimentów. Beti ma własną działalność, ale oddaje się swej pracy, powiedziałabym, spontanicznie, czyli wtedy, gdy ma na to ochotę. Czytelnik właściwie niewiele informacji uzyskuje na ten temat, bo zasypywany jest miłosnymi perypetiami Beti, która ma skłonność do nawiązywania szybkich i przypadkowych znajomości. Na ulicy. Pytając o drogę. Co ciekawe, nawet w ten sposób można trafić na miłość swego życia. Szkoda tylko, że ta idealna miłość ma już swoje życie. Z inną kobietą…

 

Śledzenie losów Beti nie przypadło mi do gustu. Trudno wyciągnąć z tej historii rzeczowe wnioski. Rozbudowana warstwa dialogowa sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Niestety, równie szybko się o niej zapomina.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 252
ISBN: 978-83-8083-057-8
Premiera: 26 lutego 2016

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res

Brak możliwości komentowania.