Tag Dziewczyna o kruchym sercu

Wywiad z Elżbietą Rodzeń

045

„Warto dać sobie szansę…”.

 

Nie boi się Pani trudnych tematów. Przyciągają Panią jakimś wewnętrznym magnesem?

 

Obawiam się, że tak. A tak serio, to wydaje mi się, że trudne tematy są czymś, o czym warto mówić i pisać. Czasem sama się ich boję, bo wyobrażam sobie jak by to było, gdyby mnie coś takiego spotkało. Wczuwam się w swoich bohaterów i przez to niemal czuję to, co oni. To bywa trudne i czasem powoduje niezłe zamieszanie w głowie i w sercu. Ale przeczytałam kiedyś taki cytat: „Książka powinna w duszy czytelnika wywoływać obrażenia” i musiałam się z tym zgodzić. Nie potrafiłabym pisać o czymś błahym.

 

Pisanie powieści to proces, przez który lubi Pani przechodzić sama, czy wręcz przeciwnie, szuka dialogu, kontaktu, potwierdzenia swoich wizji wśród np. bliskich?

 

Główną oś historii zawsze układam sama. Często jednak potrzebuję pomocy przy szczegółach, pojedynczych wątkach, czy scenach i tu sprawdzają się moi bliscy. Najczęściej potrzebuję potwierdzenia, czy wszystko jest wiarygodne lub czy nie skupiłam się za bardzo na jakimś nieistotnym wątku. Bywa też, że ktoś ma nieświadomie wpływ na historię, którą tworzę. Pożyczam od ludzi, których spotykam, powiedzonka, sposób zachowania, albo jakąś manierę.

 

W powieści „Przyszłość ma twoje imię” dużą rolę odgrywa dążenie do realizacji marzeń, spełniania pasji. Jest jakiś szczególny powód, dla którego tak Pani to podkreśla?

114

 

Pasje są czymś niezwykle istotnym w życiu, bo czasem są jedyną rzeczą, która nadaje mu sens i koloryt. Ktoś poradził mi kilka lat temu, że powinnam znaleźć sobie pasję, aby przetrwać to, co wtedy działo się w moim życiu i posłuchałam tej rady, a ona się sprawdziła.  Realizacja marzeń jest już czymś trudniejszym i zdaję sobie sprawę z tego, że czasem jakieś marzenie może być wręcz nieosiągalne. Ale jeśli nie spróbujemy, to praktycznie od razu mamy gwarancję, że nic nam się nie uda. Warto dać sobie szansę, choć czasem to wiele kosztuje.

 

Kalejdoskop zdarzeń i emocji w „Dziewczynie o kruchym sercu” długo kołacze się w głowie po lekturze. Skąd pomysł na taką książkę?

 

Pomysł na tę książkę zrodził się w mojej głowie dawno temu. Zawsze trochę przerażało mnie to, że można żyć z perspektywą śmierci w młodym wieku. Później miałam okazję poznać kilka takich osób i zaskoczyło mnie to, jak bardzo strach ich najbliższych utrudnia im te ostatnie miesiące. Ludzie szukają cudownych leków, uzdrowicieli z drugiego końca świata, każą swoim cierpiącym bliskim walczyć. Większość nie chce rozmawiać o śmierci z kimś, kto odchodzi, nawet gdy ta osoba tego potrzebuje, gdy pragnie już się pożegnać. Postanowiłam stworzyć bohaterów, którzy pokażą, jak ważne jest akceptowanie tego, co się w naszym życiu dzieje, nawet gdy to naprawdę boli. Chciałam, żeby ci bardzo młodzi ludzie pokazali czytelnikowi, że śmierć jest nieodzownym elementem życia, a nie tylko niepowodzeniem w leczeniu.

 

Wrócę też do „Zimowej miłości”, w której pierwsze skrzypce gra uczucie, które nie ulega presji upływu czasu. Stara miłość faktycznie nie rdzewieje?

 

Wydaje mi się, że jeśli naprawdę się kogoś kocha, to to uczucie zostaje z nami na zawsze. W przypadku Anny i Michała ta miłość nigdy się nie skończyła, oni tylko ją zamrozili, kazali jej zapaść w długi zimowy sen. Anna przerwała ich związek, ale nie zrobiła tego z powodu braku uczucia, tylko wręcz przeciwnie – kochała Michała tak bardzo, że zdecydowała się odejść. To nie było zwykłe zauroczenie, tylko coś wielkiego, a przez to i trwałego.

 

Pisarz zwykle kojarzy się z przytulnym fotelem w domku daleko od miejskiego zgiełku. Czy tak to wygląda u Pani?

 

Trochę tak. Mój dom stoi przy lesie, ale mieszkam niedaleko miasta. I nie mam takiego fotela z prawdziwego zdarzenia, bo dopiero próbujemy umeblować nasz dom. Wygląda to tak, że najczęściej piszę na kanapie, którą przywieźliśmy ze sobą jeszcze z małej kawalerki, gdzie służyła nam za łóżko, więc już tam na niej siedziałam, kiedy pisałam. Ostatnio pisuję też w kuchni, ale też siedząc na małej, czerwonej sofie (właśnie po to wstawiłam sofę do kuchni).

 

Najbliższe plany zawodowe?

 

Takie prawdziwe zawodowe plany, to zrobić awans na nauczyciela dyplomowanego i wtedy będę już ważną (i mądrą, mam nadzieję) panią pedagog. A jeśli chodzi o pisanie, to marzy mi się, aby mieć szansę napisania scenariuszu do filmu. Myślałam nawet kiedyś o studiowaniu scenariuszopisania, ale niestety brak mi na to funduszy i czasu. Chciałabym też móc kiedyś, w odległej przyszłości, uczyć pisania, ponieważ wydaje mi się, że mogłoby to być ciekawe doświadczenie.

 

Życzę spełnienia tych i wielu innych marzeń! Dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję i serdecznie pozdrawiam czytelników :)