Wywiady

Wywiad z Agatą Sawicką

received_187783882305115~2

 „Zawsze mam coś do zrobienia…”

 

Niedawno recenzowałam książkę Agaty Sawickiej „Niespokojne serca. Dwór w Zaleszycach”. Spodobała mi się przedstawiona w niej historia, spontaniczność i entuzjazm bohaterki. Pomyślałam, może konkurs? Pani Justyna z Wydawnictwa Dragon odpowiedziała: czemu nie? A potem wpadłam na pomysł, aby uczestnicy zadawali pytania autorce. I tak powstała istna skarbnica wiedzy o Agacie Sawickiej :) Zapraszam do lektury.

 

Maria Krak: Jako pisarka pewnie nieraz zarywa Pani noce. Dziś dzień spania w miejscach publicznych. W jakim najdziwniejszych miejscu ucięła sobie Pani drzemkę?

 

Odp. To bardzo ciekawe pytanie. Przyznam szczerze, że najdziwniejszym miejscem, w którym ucięłam sobie drzemkę było jakieś gruzowisko w lesie. Byłam wówczas na ćwiczeniach wojskowych i podczas przerwy zdrzemnęłam się właśnie w takim miejscu. Byłam tak zmęczona, że nie zauważyłam nawet, że położyłam się na jakimś kamieniu. Kiedy się obudziłam, okazało się, że miałam zdrętwiałe nogi i ledwo chodziłam. Ale to mimo wszystko bardzo pozytywne wspomnienie.

 

Joanna Apis: Skąd Pani czerpie pomysły do tak wyjątkowo pięknych historii?

 

Odp. Inspiracją jest dla mnie samo życie; zasłyszane gdzieś historie, które stają się impulsem do stworzenia większego wątku oraz obserwowanie ludzi i otaczającego nas świata. Często też takim impulsem do tworzenia jest jakaś spotykająca mnie sytuacja czy przeżywane emocje. Warto też dodać, że inspiracją do napisania wątku Wiktora i Emilii była historia mojej prababci Mili i jej pierwszego męża. Ona pochodziła z biednej rodziny, on przeciwnie, z bogatej, jego rodzice bardzo sprzeciwiali się temu związkowi. Prababcia i jej ukochany wzięli jednak ślub, ale nie dane im było długo cieszyć się wspólnym życiem, gdyż on został wywieziony na przymusowe roboty do Rzeszy, a ona przeszła przez tragiczne doświadczenia obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.

 

Renata Kozłowska: Czy lubi Pani czytać taki historie rodzinne, ciągnące się przez pokolenia, opowieści nawiązujące do przeszłości?

 

Odp: Uwielbiam takie powieści! Najlepiej, żeby był w nich wątek historyczny i jakaś tajemnica rodzinna. Moją ulubioną autorką tworzącą właśnie tego typu powieści jest Lucinda Riley.

 

Monika Koźlik: Gdyby miał się Pani znaleźć jako główna bohaterka w jednej ze swoich ulubionych książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

 

Odp: Myślę, że chciałabym znaleźć się w wielu powieściach. Za każdym razem, kiedy czytam jakąś książkę, to czuję się, jakbym przenikała do tamtego świata i była czynnym uczestnikiem wydarzeń. Jednak gdybym miała wskazać konkretną bohaterkę i powieść, to może byłaby to Tatiana z „Jeźdźca miedzianego”, ponieważ ta niesamowita powieść bardzo poruszyła moje serce. Natomiast jeżeli miałabym wybrać postać z własnej książki, to chciałabym być Julianną.

 

Patrycja B-ska: Czy Pani powieść jest wyłącznie tworem wyobraźni, czy też czerpie Pani jakieś historie/bohaterów z prawdziwego życia bądź zasłyszanych historii?

 

Odp: „Niespokojne serca” są wytworem mojej wyobraźni, aczkolwiek inspiracją do powstania wątku Emilii i Wiktora była dla mnie historia mojej prababci Mili. Lubię szukać inspiracji  w autentycznych historiach, a potem pisać im moje własne zakończenie.

 

Iwona Dąbrowska i Wioletta Wawrzyniak-Sosnowska:: Skąd taki tytuł książki??? Czy to ,,niespokojne serce” to niespełniona miłość, czy gorąca?

 

Odp: Przyznam szczerze, że roboczy tytuł powieści brzmiał: „Miłość zaklęta we dworze”, jednak w drodze pracy nad książką został on zmieniony. Tytuł „Niespokojne serca” zawdzięczam zespołowi wydawniczemu, z którym wiele czasu zastanawialiśmy się nad odpowiednimi określeniami. Niespokojne serca oznaczają zarówno tą niespokojną, zakazaną, pełną rozterek i ciężkich prób miłość, jak i owe gorące i namiętne uczucie, które rozpala bohaterów i następnie determinuje ich historie.

 

Iwona Krakowiak: Skąd czerpie Pani pomysły do napisania książki i czy pisząc książki wkłada Pani w nie cząstkę siebie? Ciekawa jestem odpowiedzi.

 

Odp: Pomysły czerpię zarówno ze swojej wyobraźni, jak i otaczającego nas świata. Często mam tak, że jakaś historia pojawia się w moim sercu, zaczyna kiełkować i coraz bardziej się układać, aż w końcu czuję, że muszę ją spisać.

1_IMG-20200111-WA0008

Emilia Walczak: Gdyby Pani życie zamieniło się w książkę jaki byłby jej tytuł i gatunek? Zapewne nie wszystkim podoba się Pani twórczość bo nawet przy najlepszej książce znajdą się osoby którym ona nie przypadnie do gustu jak Pani na to reaguje. Jaka jest Agata Sawicka. Jeśli w przyszłości doszło do ekranizacji Pani książki kogo by Pani widziała w obsadzie ról?

 

Odp: Gdybym miała określić moje życie jako książkę, to myślę, że byłaby to powieść obyczajowo-przygodowa. U mnie ciągle się coś dzieje, uważam, że mam ciekawe życie i jestem z niego zadowolona. Myślę, że jestem optymistką przyjaźnie nastawioną do życia, lubię dostrzegać niezwykłość w zwykłych punktach codzienności. Uwielbiam podróżować, czytać książki i pisać. Jeżeli chodzi o moją reakcję na negatywne komentarze dotyczące powieści, to przyjmuję je ze spokojem i staram się nie przejmować. Pisanie jest moją pasje i robię to przede wszystkim dla siebie. Ogromnie się cieszę z każdej pozytywnej opinii, ale te negatywne są dla mnie równie ważne. Przyznam szczerze, że ciężko mi na dzień dzisiejszy dopasować aktorów do postaci z mojej książki, chyba musiałabym zrobić casting 😀 Wolę, żeby na razie każdy wyobrażał sobie bohaterów po swojemu.

 

Gosia Królikowska: Z ilu części będzie składała się seria Dwór w Zaleszycach? Czy historia opisana w książce jest fikcyjna czy na podstawie historii życia Pani lub najbliższych?

 

Odp: Seria „Dwór w Zaleszycach” będzie się składać z trzech części. Opisana historia jest fikcją, aczkolwiek inspiracją do powstania wątku Emilii i Wiktora była dla mnie historia mojej prababci i jej pierwszego męża, których miłość była równie zakazana.

 

Kinga Grabowska: Zdradzi nam Pani co sprawiło największą trudność podczas pisania książki?

 

Odp: „Niespokojne serca” pisałam z ogromną pasją i przyjemnością, chociaż oczywiście były również trudności. Czasami ciężko mi było walczyć ze zmęczeniem, kiedy po całym dniu pełnym obowiązków zasiadałam jeszcze do pisania. Oprócz tego trudność sprawia mi również odrywanie się od pisania i powrót do codziennych obowiązków. To bardzo rozstraja mnie i sprawia, że później ciężko mi na nowo wdrożyć się do pisania.

0_IMG-20200118-WA0125

 

Katarzyna Makuła: Co lubi Pani robić w wolnej chwili? Czy jest pasja, której oddaje się Pani bez końca?

 

Odp: Taką moją pasją jest właśnie pisanie, robię to w wolnej chwili. Oprócz tego uwielbiam czytać książki i podróżować. Wyjazdy często przynoszą mi natchnienie i nowe pomysły. Interesuje się też historią Kresów i dziejami mojej rodziny, które staram się dokumentować dla przyszłych pokoleń. Przyznam szczerze, że nigdy się nie nudzę, zawsze mam coś do zrobienia.

 

Dorota Krajewska Komarek: Co pani zdaniem tak naprawdę oznacza „niespokojne serce”?

 

Odp: Moim zdaniem określenie „niespokojne serce” oznacza serce pełne uczuć i pasji życia. Serce, które rwie się do walki o swoje marzenia, które poznaje siebie, dąży do odkrycia własnego miejsca na ziemi.

 

Kinga Grzejszczyk: Czy od zawsze marzyła Pani o pisaniu? Co się podoba Pani najbardziej w pracy? Czym zajmuję się Pani w wolnej chwili, oprócz pisania?

 

Odp: Od dziecka lubiłam pisać i w różnych okresach swojego życia tworzyłam J W pisaniu najbardziej podoba mi się to, że wszystko zależy ode mnie. Mogę poprowadzić fabułę i swoich bohaterów według własnego uznania. W wolnej chwili czytam książki i podróżuję.

 

Ewa Warcholińska: W jakim miejscu i o jakiej porze dnia najlepiej się Pani pisze?

 

Odp: Jako że na co dzień pracuję, to najczęściej piszę wieczorami. Zdecydowanie bardziej wolę jednak tworzyć rano, kiedy umysł jest świeży i wypoczęty. Wieczorami natomiast lepiej pisze mi się przy nastrojowej lampce i zapachowych świeczkach.

 

Marzena Gackowska: Nurtuje mnie pytanie czy tytułowe niespokojne serca są autentyczne czy wymyślone?

 

Odp: „Niespokojne serca” są fikcją literacką, aczkolwiek inspiracją do powstania wątku Emilii i Wiktora była dla mnie historia miłości mojej prababci Emilii i jej pierwszego męża.

 

Anna Krasnodębska: Czy przeżyła Pani kiedyś właśnie taką miłość, która nie powinna się wydarzyć?

 

Odp: Nie przeżyłam takiej miłości osobiście, ale tworząc bohaterów mojej powieści przeżywałam z nimi ich rozterki i emocje. Myślę, że miłość nie zna granic, a pojawienie się jej właśnie tam, gdzie nie powinna się wydarzyć, jest jej triumfem.

 

Karolina Jagiello: Czy w dzieciństwie marzyła Pani o zostaniu pisarką?

 

Odp: Chyba nie miałam takich marzeń, ale zawsze ciągnęło mnie do pisania, które jest moją największą pasją.

 

EmiLia: Co Panią mobilizuje kiedy nie ma Pani weny?

 

Odp: Staram się być systematyczna i zorganizowana. Do działania mobilizuje mnie myśl o bohaterach, którzy żyją w mojej głowie i czekają, aż spiszę ich historię oraz to, że  nie mogę się doczekać, kiedy wezmę do ręki własną wydaną książkę.

 

Edyta Sawicka: Czy kiedykolwiek interesowała się Pani etymologią swojego nazwiska?

 

Odp: To bardzo ciekawe pytanie. Ja ogólnie interesuję się historią i pochodzeniem mojej rodziny. Etymologią nazwiska już trochę mniej, ale orientuję się, skąd pochodzi. Jeżeli wie Pani na ten temat coś więcej, to chętnie porozmawiam prywatnie.

 

Barbara Gruszczyk: Jak wygląda Pani otoczenie podczas tworzenia, co Pani lubi mieć, co przeszkadza itp.?

 

Odp: Moje idealne otocznie do tworzenia, to: przyciemniony pokój, nastrojowe lampki i zapachowe świeczki! Plus oczywiście pyszna herbatka albo gorąca czekolada z bitą śmietaną. Przeszkadza mi natomiast bałagan, zawsze muszę mieć porządek w pokoju, zanim zasiądę do pisania.

 

Jolanta Ostaszewska: Czy myślała kiedyś Pani o odpowiedzialności autora, która wiąże się z decyzjami czytelnika podjętymi na podstawie przeczytanej książki? Mam na myśli sytuację, kiedy czytelnik postanawia diametralnie zmienić swoje życie po przeczytaniu jakiejś historii. Chce, podobnie jak bohater lektury, zacząć wszystko od nowa i kierowany impulsem podejmuje decyzje, które nie zawsze są korzystne w jego sytuacji.

 

Odp: Przyznam szczerze, że nigdy o tym nie myślałam, a faktycznie jest to bardzo ciekawy punkt widzenia. Wydaje mi się jednak, że każdy człowiek bierze odpowiedzialność za siebie i sam musi podjąć decyzję, której będzie pewien. Mam natomiast nadzieję, że moje powieści wnoszą do życia innych powiew pozytywnej myśli i nadziei. Staram się zachęcać do tego, żeby w każdym momencie swojego życia znaleźć coś pozytywnego i dobrego.

 

Joanna Kowalska: Czy ma Pani swoje ulubione miejsce, w którym zawsze dobrze się pisze. Czy też pomysły rodzą się spontanicznie w różnych miejscach. Czy zdarzyło się, że przypadkowo spotkany człowiek okazał się na tyle ciekawy, że wykorzystała pani jego cechy lub zachowanie w powieści ?

 

Odp: Moim ulubionym miejscem do pisania jest dom i mój pokój. Czasami piszę też w innych miejscach: w ogrodzie, czy w pociągu. Pomysły rodzą się spontanicznie, niezależnie od miejsca, w którym przebywam. Oczywiście zdarzyło się, że inspiracją do jakiegoś fragmentu czy postaci w mojej powieści były rzeczywiste wydarzenia albo napotkane przeze mnie osoby. Pisząc powieść właśnie na to liczę: że pomysły stopniowo będą do mnie przychodzić i układać się w całą historię.

 

Renata Prejs: Skąd czerpie Pani inspirację do pisania książek?

 

Odp: Inspiracją jest dla mnie również życie, przeżywane sytuacje i emocje. Część pomysłów czerpię z własnej wyobraźni, a cześć z otaczającej mnie rzeczywistości czy zasłyszanych historii.

0_IMG-20200118-WA0055

Martyna Stachulec: Książki zajmują szczególne miejsce w moim życiu. Lubię mieć je w pobliżu, lubię chodzić do księgarni i patrzeć. Chciałbym wiedzieć co Pani czuła, gdy zobaczyła swoją książkę na półce w księgarni?

 

Odp: Ja również uwielbiam otaczać się książkami, widzieć je i czuć ich zapach J Marzy mi się osobista biblioteczka z mnóstwem książek. Przyznam, że to niesamowite uczucie zobaczyć i wziąć do ręki książkę własnego autorstwa. To duma, wdzięczność i poczucie, że spełniło się moje marzenie. Często śmieję się, że moja książka to moje dziecko. Lubię mieć ją przy sobie.

 

Bogdan Kocham Psy: Czy była by Pani skłonna napisać powieść o człowieku uzależnionym od alkoholu, gdyby opowiedział swoją historię życia?

 

Odp: Myślę że aby napisać taką historię, musiałabym najpierw poznać ją i poczuć w sercu. Życie i autentyczne historie ludzi są dla mnie inspiracją, a do każdej z nich można ułożyć ciekawą fabułę. Lubię, kiedy powieść jest wartościowa i wnosi do życia coś autentycznego i prawdziwego.

 

Dorota Falęcka: Czy byłaby Pani gotowa, tak jak bohaterka książki „Niespokojne serca”, postawić wszystko na jedną kartę i porzucić swoje dotychczasowe życie, udając się w nieznane, tam gdzie nogi poniosą, a głos serca zaprowadzi?

 

Odp: Podoba mi się to pytanie. Cóż… myślę, że tak. Gdyby życie doprowadziło mnie do takiego momentu jak Juliannę, to byłabym w stanie rzucić wszystko i wyjechać w nieznane. Uwielbiam przygody i nie boję się wyzwań, więc wydaje mi się, że byłabym do tego zdolna.

 

Moje Laszki: Zastanawiam się, ile (możesz określić w procentach) w tej opowieści jest Twoich własnych losów, doświadczeń i uczuć?

 

Odp: Przyznam szczerze, że ciężko mi wskazać to w procentach. Każda z głównych postaci tej powieści ma coś ze mnie, za każdą z nich kryją się jakieś moje uczucia. Może byłoby to 50%, bo moich losów w tej powieści nie ma, ale uczuć bardzo dużo.

 

Renata Kozłowska: Czy lubi Pani czytać taki historie rodzinne, ciągnące się przez pokolenia, opowieści nawiązujące do przeszłości?

 

Odp: Uwielbiam czytać tego typu powieści. Moją ulubioną autorką jest Lucinda Riley.

 

Katarzyna Makuła: Co lubi Pani robić w wolnej chwili? Pasja której oddaje się Pani bez końca?

 

Odp: W wolnych chwilach uwielbiam czytać, pisać, podróżować i spędzać czas z bliskimi mi osobami.

 

Agnieszka Piszczatowska: Obecnie wszystko wokoło pędzi, świat pełen hejtu, brutalności, obojętności, sztuczność, coraz mniej czasu na zwyczajną rozmowę- czy pisząc tę książkę chciała Pani nam właśnie pokazać inne życie, inny klimat, zwrócić uwagę na pewne sprawy, dać myśl , przesłanie dla nas, co jest tak naprawdę ważne, w co wierzyć, jakie drogi wybierać, co Pani dla nas tam ukryła?

 

Odp: Zgadzam się z Panią. Obecnie świat nieubłaganie pędzi do przodu, a ludzie wielokrotnie pozwalają, żeby życie uciekało im przez palce. Pisząc tą powieść pragnęłam zatrzymać się na chwilę, przeżyć przygodę, odpocząć… Chciałam aby ta książka była wartościowa i wnosiła do życia coś więcej, jakąś prawdę, emocje, refleksje… pragnęłam zachęcić do tego, żeby żyć pełnią życia, podążać za swoimi marzeniami, dostrzegać w codzienności niezwykłe szczegóły, doceniać chwilę. Życie jest jedno, warto je przeżyć w zgodzie z samym sobą i jak najlepiej.

 

Bożena Osowiecka: Spokojne serce, które czy nie zna uniesień, czy niespokojne serce targane tysiącem pragnień i wzruszeń? – które by Pani wybrała, gdyby mogła decydować o swoim losie?

 

Odp: Wybrałabym niespokojne serce pełne pragnień, marzeń oraz uczuć. Takie serce, jakie miały bohaterki mojej powieści.

 

Eugenia Bondaruk: Czy jeszcze ktoś z Pani rodziny pisze ? A może jest fotografem?

 

ODP: Tak. Dwie moje kuzynki również piszą książki. Jedną z nich jest Oliwia Tybulewicz – autorka powieści fantasy. Ostatnio wymieniłyśmy się naszymi autorskimi książkami wraz z dedykacją.

 

Ewa Całuch: W czym odnajduje Pani szczęście?

 

ODP: Kocham życie i w każdym dniu staram się odnaleźć jakieś szczęście. Jestem szczęśliwa, kiedy tworzę nowe rozdziały powieści, spędzam czas z bliskimi mi osobami, czy podróżuję. Uwielbiam jeździć w różne miejsca, zwiedzać i szukać inspiracji. Podróżując czuję, że żyję. Cieszę się również z najprostszych rzeczy, z codzienności.

 

Alicja Irena Mrozowska: Czy nadając imiona bohaterom powieści wzoruje się Pani na osobach z najbliższego otoczenia, kojarząc je z konkretną osobowością, charakterem, wyglądem?

 

Odp: To zależy, ale raczej nie wzoruję się na osobach z mojego otoczenia. Wolę raczej tworzyć nowe postacie i ich wzorce. Zanim nazwę nowego bohatera to najpierw wertuję w Internecie bazę imion i szukam tego odpowiedniego, które najbardziej pasuje mi do kreowanej postaci. Oczywiście są też wyjątki i na przykład imię Emilia nadałam postaci z „Niespokojnych Serc” na cześć mojej prababci.

 

Anna Bednarek: Czy przeżyła Pani kiedyś „miłość, która nie powinna się wydarzyć”?

 

Odp: Osobiście nie doświadczyłam takiej miłości, ale pisząc „Niespokojne serca” przeżywałam wraz z moimi bohaterami towarzyszące takiej miłości emocje i uczucia.

 

Kinga Salamon: Czy jest Pani osobą, która postępuje zgodnie z rozsądkiem czy jednak kieruje się pani w swoich życiowych wyborach wyłącznie głosem serca?

 

Odp: Cóż… jestem bardziej romantyczną niż rozważną. Głos serca jest dla mnie bardzo ważny, jestem emocjonalna i nieco szalona. Jednak kiedy podejmuję jakąś życiową decyzję, to biorę pod uwagę również rozsądek.

 

Maria Gwiazda: Czy książka „Niespokojne serca” była łatwa do napisania?

 

ODP: Napisanie „Niespokojnych serc” było dla mnie wielką przyjemnością i nie odczuwałam tego jako coś męczącego czy trudnego. Z drugiej jednak strony pisanie wcale nie było takie łatwe, często rezygnowałam z różnych rzeczy, aby móc pisać. Poza tym nie zawsze towarzyszyła mi wena twórcza i często bardzo musiałam się natrudzić, żeby znaleźć odpowiednie słowa.

 

Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom za udział w konkursie. Dzięki Wam, moi mili, dowiedzieliśmy się więcej o autorce :) Agacie Sawickiej dziękuję za udział w tym przedsięwzięciu i odpowiedzi na wszystkie pytania. Wydawnictwu Dragon dziękuję za entuzjazm co do pomysłu na konkurs. Pozdrawiam :)

Zaczęło się od trzęsienia ziemi – wywiad z Małgorzatą Klunder

MK_Dnz3

Już niebawem w Wydawnictwie Replika ukaże się wznowienie sagi „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej”. Nowa szata graficzna i te same piękne wartości. To historia rodziny, w której każdy może odnaleźć cząstkę swojej własnej przeszłości, wspomnienia z wychowywania dzieci i wydarzenia z życia codziennego. Ciekawa, mądra, ciepła i ozdobiona poczuciem humoru opowieść, w której wartości takie jak przyjaźń, miłość, rodzina, lojalność, godność, miłosierdzie, wiara – jeszcze coś znaczą. Zapraszam do lektury wywiadu z Autorką, Małgorzatą Klunder.

 

„Zaczęło się od trzęsienia ziemi…”.

 

Czy saga cieszy się zainteresowaniem ze strony czytelników?

 

Cóż, mam nadzieję, że tak. Spotykam się z cudownymi, rozczulającymi wręcz reakcjami czytelników na wiadomość, że będzie piąta część cyklu, a całość zostanie wznowiona. Piszą do mnie obcy ludzie na Facebooku, dzieląc się swoimi przemyśleniami, a także – tak myślę – radością czytania, satysfakcją ze spotkania z sympatycznymi bohaterami, których można pokochać. Proszę pozwolić, że zacytuję: „To jak odwiedziny u przyjaciół, kiedy słuchamy nowinek, anegdot i historii z życia i nie chce nam się odjeżdżać”. „Z Niziołkami było trochę tak jak u Hitchcocka, zaczęło się od trzęsienia ziemi, ale to była tylko przygrywka, bo z każdą kolejną stroną było lepiej”.

 

A pewien ksiądz napisał, że powinna być to lektura obowiązkowa w każdym seminarium. Ja bym się nie ośmieliła, ale skoro sam ksiądz…

Robert_i_Roza-504x712


Jak pisze się o pozytywnych wartościach w tak lekki i humorystyczny sposób?

 

Bardzo przyjemnie. Joanna Chmielewska kiedyś powiedziała, że ona oczywiście umiałaby napisać rozdzierająco smutną powieść obyczajową, ale po co? – dodała rozsądnie. No właśnie, po co, żeby dołować siebie i czytelnika? To ja tak samo. Przyznam się, że kiedy pisząc piątą część cyklu Dokąd nas zaprowadzisz uderzałam momentami w poważniejsze nuty, za każdym razem potężnie to odchorowałam, fizycznie i psychicznie.

 

Chociaż z drugiej strony pisanie o dobru w sposób atrakcyjny jest chyba trudniejsze, niż pisanie o czarnych stronach ludzkiej duszy. Bo zło jest atrakcyjne (albo tak się ludziom wydaje), że przywołam choćby Kler Smarzowskiego. A jak sprawić, żeby czytelnik pokochał księdza, który nie łajdaczy się, przestrzega ślubów i na dodatek otwartym tekstem mówi, że jest szczęśliwy w kapłaństwie? Spróbowałam właśnie poprzez żart, humor, uśmiech. Dlaczego wszyscy tak lubią świętego Franciszka? Bo był pogodny i radosny. A dlaczego Savonarola zaginął w niepamięci, chociaż przecież był uczciwy i bardzo pryncypialnie wytknął papieżowi Borgii jego wszeteczeństwa? Bo w swojej pryncypialności był ponury i nie umiał się uśmiechnąć, jak Jorge z Imienia róży, więc ludzie mieli go w pewnym momencie dosyć.

Droga_do_Achtoty_Tom_2-504x712

 

Czy pozytywny wizerunek bohaterów, ich wiara, przekonania i system wartości są na miarę naszych czasów?

 

Najmocniej przepraszam, ale czy w tym pytaniu zawarte jest a priori, że powinniśmy zrezygnować z wartości, bo świat tego oczekuje? To ja odpowiem zupełnie niekościelnym tekstem, a mianowicie zacytuję piosenkę Leszka Wójtowicza Ważne dwa słowa:

 

Nie, choćby piekło, szatani
Nie, choćby walił się dach
Nie, choćby pękały ściany
Nie, choćby wszyscy na tak

 

I potem:

 

Tak, choćby piekło, szatani
Tak, choćby dach walił się
Tak, choćby pękały ściany
Tak, choćby wszyscy na nie

 

A jeżeli tego za mało, to raz jeszcze zacytuję słowa czytelniczki Niziołków:

 

„Pokazuje, jak bardzo atrakcyjna może być wiara w dzisiejszych czasach. Jak bardzo pomaga nam żyć. Jak pomaga poukładać nam wiele spraw. Pozwala, aby nasze zagmatwane czasami życie mogło znowu wyjść na prostą. Pokazuje, że każdy ma szansę. Pokazuje, że na Dobro nigdy nie jest za późno. Sumienie człowieka potrafi powywracać  na wszystkie strony. Przewietrzyć, wyprać i wysuszyć , aby na koniec, na to biedne, sfatygowane sumienie położyć plaster miłości i dobra . Nie zostawia czytelnika samego. Daje mu konkretne wskazówki. Niczego nie narzuca. Do niczego nie zmusza. Pokazuje drogę. Daje alternatywę wyboru.”


Jakie pytania słyszy Pani najczęściej podczas spotkań autorskich?

 

Czy naprawdę mam syna księdza. I widzę zawód w oczach, kiedy wyjaśniam, że nie, że to fikcja literacka. Wtedy rozpoczynam opowieść o dwóch klerykach z Krakowa, których spotkałam na pogrzebie Jana Góry i tak się zaczęła nasza znajomość i przyjaźń. Jeden z nich jest już kapłanem, drugi diakonem, tacy moi synowie duchowi.

 

Często pada oczywiste dość pytanie, skąd biorę pomysły do książek. Wtedy z kolei spotykam się z niedowierzaniem, kiedy opowiadam, że moi bohaterowie sami do mnie przychodzą, a ja tylko mogę spisywać ich dzieje, oni zaś robią to, co chcą, czasami wbrew moim inklinacjom. Przykład najświeższy: w ostatnim tomie księdzu Niziołkowi zadano trudne pytanie duszpasterskie. Ja to miałam zaplanowane zupełnie inaczej. A ten łobuz pojechał tak, że teraz będę musiała za niego świecić oczami na lewo i na prawo, przed „Deonem” i „PCh24”…

 

Raz ktoś zapytał, czy naprawdę moi bohaterowie zachowują celibat. Z całą powagą przedstawiłam świadka obiektywnego: kota Gingera, który swoim znakomitym kocim węchem wyczuł, że księża Wieczorek i Niziołek pachną jakoś inaczej, niż Mężczyzna Małej Kobiety, czyli David. Ja mogłabym oszukiwać dla dobra literatury, ale przecież nie kot.

 

No i oczywiście, regularnie jestem pytana, czy będą następne części. Będą!

 

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

 

Dziękuję i pozdrawiam Czytelników!

 

Wywiad z Małgorzatą Klunder 2015

 

Jestem osobą konkretną… Rozmowa z Izabellą Frączyk

28167789_1695695370496033_7881549472518564251_n

„Jestem osobą konkretną…”

 

W związku ze wznowieniem książki „Kobiety z odzysku”, w Wydawnictwie Prószyński i S-ka, zapraszam do lektury wywiadu z Izabellą Frączyk.

 

Ostatnio rozmawiałyśmy we wrześniu 2015 roku. Co od tego czasu zmieniło się w Pani życiu zawodowym?

 

Poważnie? To było aż tak dawno? Myślałam, że maksymalnie półtora roku temu :) W moim życiu niewiele się zmieniło poza tym, że dzieci urosły, przybyło mi trochę nowych zmarszczek, kilka nowych tytułów pojawiło się na półce, przejechałam mnóstwo kilometrów i trochę okrzepłam w tej mojej robocie.

 

Pisanie jest dla Pani sposobem na życie, pasją czy odskocznią od codzienności?

 

Cóż, chcąc w miarę regularnie pisać książki, prędzej czy później trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, w jaki sposób traktujemy całe to nasze pisanie. Czy jest to jedynie hobby uprawiane w chwilach wolnych od zawodowych zobowiązań, czy też pisanie w pewnym momencie stanie się zawodem uprawianym na poważnie. W moim wypadku mamy już do czynienia z tą drugą opcją. Chcąc pisać regularnie, już nie można się rozdrabniać. Dwie premiery rocznie to nie są przelewki. Do tego żaden normalny pracodawca, nie przymknąłby oczu na moje rozliczne wyjazdy. Zatem nie mam już wyjścia.

 

Pisze Pani o kobietach i raczej dla kobiet. Trzeba przyznać, że to wymagająca grupa odbiorców…

 

Ależ ja wcale nie piszę dla kobiet :) Mam całkiem spore, wierne grono fanów wśród mężczyzn. Już dawno temu utarło się przekonanie, że jeśli książkę napisze kobieta, w dodatku o kobietach, i jeszcze na okładce znajdzie się kobieta, to na bank mamy romans. Nic bardziej błędnego. Tak naprawdę  w naszej branży  mało kto pisze romanse. Obyczajówki z ukłonem w stronę komedii- to moja bajka. A czytelnicy wysoko stawiają poprzeczkę, zatem trzeba się starać, żeby sprostać oczekiwaniom.42494621_2028816440514989_3831709765516394496_n

 

Proza obyczajowa nieodmiennie cieszy się popularnością, zwłaszcza wśród czytelniczek. Jak Pani sądzi, skąd się to bierze? Dlaczego kobiety częściej sięgają po tego typu książki?

 

Istotnie, kobiety czytają dużo więcej niż mężczyźni. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia z czego to wynika. Może z większej wrażliwości? Może z nieco bardziej skomplikowanej sfery psychologicznej. Naprawę nie wiem…

 

Książki spod Pani pióra są dynamiczne i ze sporą dawką humoru. Gdy sięgam po kolejny tytuł wiem, że spędzę miłe chwile. Znak rozpoznawczy autorki?

 

Wygląda na to, że chyba już tak… Na początku mojej przygody z pisarstwem nawet nie marzyłam, że uda mi się wypracować własny rozpoznawalny styl. Tymczasem coraz częściej słyszę, że moją twórczość ma już własną markę. Że się wyróżnia. Niedawno przeczytałam w recenzji, żeHumor to jakby ślad linii papilarnych autorki w jej powieściach – jedyny, niepowtarzalny. To jak pieczęć lakowa na dawnym dokumencie – nie do podrobienia.”. To była dla mnie ogromna radość. Może faktycznie coś już jest na rzeczy.

 

W wydawnictwie Prószyński i S-ka właśnie ukazała się książka „Kobiety z odzysku”, a właściwie pierwszy tom tej powieści. Ten tytuł już znamy z Pani twórczości. To wznowienie z rozszerzeniem treści?kobiety.z.odzysku

 

„Kobiety z odzysku” to druga powieść w mojej karierze. Wydałam ją sama, dawno temu i  za własne pieniądze. W słabym wydawnictwie. To były koszmarne chwile, okupione ogromnym stresem. Na szczęście książka sprzedała się fantastycznie, ale mimo kilku dodruków, po wyczerpaniu nakładu, postanowiłam zaproponować ponowne wydanie u mojego obecnego wydawcy.  Szczególnie że niedawno napisałam kontynuację losów moich trzech bohaterek „Kobiety z odzysku- TRUDNE WYBORY”, która ukaże się w maju. Będzie to druga część przygód Zuzki, Felicji i Gośki. Stare „Kobiety z odzysku” w nowej odsłonie otrzymały profesjonalną korektę  oraz nową okładkę, ale to w dalszym ciągu ta sama książka. Osobiście uważam, że dopisywanie na siłę nowych scen, czy rozdziałów to wyłącznie sztuczny marketingowy wybieg. Ja jestem osobą konkretną, wolałam napisać cały tom drugi 😀

 

Jak to jest z tym pisarstwem? Im więcej książek na koncie, tym większa energia do pisania i więcej kolejnych pomysłów? A może przychodzą też chwile, kiedy kompletnie brak inspiracji do dalszego pisania?

 

Na szczęście nie wiem, co oznacza brak weny. Oczywiście zdarzają się chwile, kiedy bezmyślnie gapię się na migający kursor i słowa nie płyną, ale to zwykle chwilowy „korek” twórczy. Nawet po wydaniu wielu książek, pisanie sprawia mi mnóstwo radości. Poza tym, uważam że dorobek zobowiązuje. Im więcej książek na koncie, tym bardziej staram się, by nie obniżyć lotów, by nie sprawić czytelnikom zawodu.

 

Jakie są Pani ulubione formy spędzania wolnego czasu?40252612_1995330793863554_6188141356263669760_n

 

To nie tajemnica. Mam dwie  wielkie pasje. Motoryzację oraz gotowanie. Współtworzę także bloga Świeżo Napisane, gdzie poza przepisami publikujemy z przyjaciółką także zabawne felietony. Oczywiście poza sterczeniem w kuchni i tłuczeniu się quadem po błocie,  sporo czasu poświęcam remontowi czterdziestoletniej corvetty. To latem. Za to zimą mogłabym zamieszkać na wyciągu. Kocham narty i snowboard.

 

Spotkania autorskie to ważna część życia pisarza. Bezpośredni kontakt z czytelnikami z pewnością daje obraz tego, jak odbierana jest Pani twórczość. Można z nich wyciągnąć wnioski i czegoś się nauczyć?32737085_2466753433350473_5779800192454754304_n

 

Często jeżdżę na spotkania z czytelnikami. Czasem w miejsca, które ciężko znaleźć na mapie. Wszędzie jest naprawdę świetnie. Czytelnicy każdorazowo dosłownie zasypują mnie pytaniami. To, poza pisaniem, drugi najfajniejszy aspekt mojej pracy. A wnioski? Każdy wyciąga własne, nieraz bywam zdziwiona, jakież to mądrości uważny czytelnik potrafi wyłuskać z moich historii. Jako że jestem jak najdalsza od moralizowania, prawienia kazań i mówienia komuś jak ma żyć. Jeżeli faktycznie w moich książkach da się znaleźć wartościowy przekaz, bardzo jest mi z tego powodu miło.

 

A teraz o czym Pani pisze? Jakie plany wydawnicze?

 

O czym piszę? Prawdę mówiąc, to jeszcze nie wiem. Mam dopiero 30 stron i nawet bladego pojęcia, co to będzie :) Jak napiszę to się dowiem, ponieważ jak zwykle nie mam planu ani nawet mglistego pomysłu na fabułę. Na razie jestem na etapie, kiedy poznaję moich bohaterów, a już co wymyślą… to jeszcze nie wiem. Natomiast w temacie planów wydawniczych mam więcej konkretów. Jak już wcześniej wspomniałam, w maju ukaże się kontynuacja „Kobiet z odzysku”. W 2019 planujemy również kilka wznowień.  Jesienią natomiast ujrzy światło dzienne moja kolejna powieść o roboczym tytule „Spełniony sen”. Zapewne niektórzy moi czytelnicy pamiętają, jak na potrzeby tej historii zatrudniłam się na stacji benzynowej, aby lepiej poznać branżę. Część znajomych myślała, że naprawdę zmieniłam pracę :) No i tak oto moja kolejna bohaterka, Beata wylądowała w takim miejscu. A dzieje się tam, oj dzieje…

 

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję i pozdrawiam!

Wywiad z Adamem Węgłowskim

adam w

„Szukam nowych rozwiązań”

 

„Krew Habsburgów” czyta się z dużym zaangażowaniem i nie sposób poddać się procesowi przeniesienia do książkowych realiów, gdy jest tak sugestywnie. Co daje taki efekt? Doskonały warsztat, zainteresowania scenopisarskie, a może pasja historyczna, która właśnie w takiej formie znajduje swoje ujście?

 

Cieszę się, że ”Krew Habsburgów” Pani się spodobała. Kocham historię, to prawda. Stąd lubię wyszukiwać ciekawostki, anegdoty, fakty z dawnych epok. To zawsze urozmaica akcję. Poza tym mam już sporą praktykę jako dziennikarz i autor książek. To na pewno pomaga przy konstruowaniu wciągającej i zrozumiałej fabuły. Każda taka książka to rodzaj gry z Czytelnikiem. Jeśli uda się go wciągnąć – narracją, akcją, bohaterami, otoczką historyczną – to już połowa sukcesu. Potem trzeba jeszcze nie stracić tego zaufania Czytelnika, utrzymać jego zainteresowanie do ostatniej strony. Z jednej strony staram się pisać książki tak, żebym sam chciał ją przeczytać. Z drugiej zaś – staram się wczuć w oczekiwania fanów tego typu prozy.

 

Dlaczego akurat przełom XIX-XX wieku i Austro-Węgry?

 

AdamWeglowski - Kopia

Prawie dziesięć lat temu bardzo chciałem napisać książkę o procesie rodzinny Ritterów, rozgrywającym się w Galicji, w zaborze austriackim, w latach 80. XIX wieku. Tak powstała powieść „Przypadek Ritterów”. Przy okazji zgłębiałem rozmaite inne kryminalne sprawy z tego okresu. No i zawsze byłem miłośnikiem Sherlocka Holmesa. To wszystko się zazębiło. Przychodziły mi do głowy pomysły na kolejne kryminały retro oparte na autentycznych wydarzeniach z końca XIX stulecia. A skoro w Austro-Węgrzech rozpoczęła się akcja serii i stamtąd pochodzą bohaterowie, więc często tam wracam na kartach powieści. Tym niemniej w „Nocy sztyletników” akcja przenosi się do Londynu, czasem zaglądamy do Paryża lub słyszymy wieści z Warszawy…

 

Kilka gatunków w jednej książce – to sposób na przyciągnięcie rzeszy czytelników czy raczej wszechstronność zainteresowań autora?

 

Po prostu szukam nowych rozwiązań! Moi Czytelnicy lubią zagadki i tajemnice, intrygi i pościgi. Ale czasem lubią się też wystraszyć albo pośmiać. Kochają zaskoczenia, więc warto ich zaskakiwać – także zmianą tonacji. Najważniejsze, żeby to nie wybiło Czytelnika z rytmu, a jeszcze bardziej rozbudziło jego ciekawość, co będzie działo się dalej.

 

DSC06227

Gdybym miała jednym słowem opisać Pańską książkę to brzmiałoby ono „dynamika”. Dużo się dzieje, wątki są spójne i nie zapomina Pan o ważnych detalach, które ilustrują opisywane realia. Jest filmowo, bo każda strona to dopracowana scena, którą można poddawać wnikliwej analizie. Do tego ten detektywistyczny pazur. Czy pisanie książki w takim stylu jest długim procesem? Mam wrażenie, że każdy książkowy obiekt był osobiście zatwierdzany…

 

To prawda, że chętnie opisuję rzeczy, które zobaczyłem na własne oczy albo widziałem na zdjęciach i rycinach. I to prawda, że inspiruje mnie język filmowy. Taki styl jest dla mnie naturalny. Oczywiście książki nie pisze się z dnia na dzień, wszystko trzeba przemyśleć, czasem wrócić się i poprawić. Albo przemontować, jak w filmie. Grunt to nie wybierać najłatwiejszych i najbardziej oczywistych rozwiązań. No i cały czas myśleć o Czytelnikach – o ich pragnieniu przeżycia fajnej przygody.

 

Plany na kolejne powieści?

 

Może wrócę do bohaterów „Krwi Habsburgów”, jeśli tylko Czytelnicy będą chcieli. Lecz mam też plany dotyczące kontynuacji powieści „Czas mocy”, rozgrywającej się na Mazurach w latach 80. To trochę takie polskie „Stranger Things”. Poza tym trzymam w zanadrzu kilka pomysłów, które pozwolę sobie zachować w tajemnicy. Mam nadzieję, że jeszcze niejeden raz zaskoczę Czytelników.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję i pozdrawiam Czytelników!

 

A dla wszystkich miłośników Sherlocka Holmesa (czyli dla mnie też!!!) mały quiz tematyczny. Zajrzyjcie koniecznie tutaj: Quiz

 

Wywiad ze Stefanem Dardą

Foto (S.D.)

 

W oczekiwaniu na drugą część „Nowego domu na wyrębach” zapraszam na wywiad ze Stefanem Dardą.

 

Jest taki literacki stan, w którym wprost uwielbiam przebywać. To „dardyzm”. Kto czytał choć jedną książkę Stefana Dardy, wie o czym mówię. Kto nie czytał, powinien szybko naprawić to czytelnicze niedopatrzenie. Bo Darda wciąga w swój literacki świat i nie pozwala z niego tak do końca wyjść, nawet po skończonej lekturze.

 

Panie Stefanie, to wielka sztuka pisać w taki sposób. Czy pomysły na kolejne książki rodzą się w Pana głowie spontanicznie, czy raczej to długi proces?

 

Chyba każdy pisarz marzy o tym, aby wciągać Czytelników w opowiadane przez siebie historie, więc jest mi ogromnie miło, że Pani zdaniem mi się to udaje.
Co do samego procesu pisania moich książek… cóż, zwykle zaczyna się od jakiegoś spontanicznego pomysłu, coś tam zaczyna się tlić – jakiś wątek, postać, miejsce albo wydarzenie. Wtedy zaczynam to sobie obracać w głowie na różne sposoby, próbując znaleźć słabe i mocne punkty, a także zakładając jakieś niezbyt szczegółowe zręby potencjalnego toku fabuły oraz jej punkt docelowy. Przeważnie trwa to dość długo i kiedy po tym okresie wciąż wydaje mi się, że idea ma w sobie potencjał, podejmuję decyzję o próbie przelania jej na papier. Wtedy to wszystko nabiera bardziej konkretnych kształtów, jednocześnie ewoluując w miarę potrzeby. Próbuję jednocześnie kreować narrację, jak również daję się jej prowadzić. To proces dość specyficzny, trudny do precyzyjnego opisania, przypominający nieco malowanie obrazu,  który sukcesywnie uzupełniany jest o nowe elementy.

 

Rozrastający się „Dom na wyrębach”, tetralogia „Czarny Wygon”, poruszający zbiór opowiadań „Opowiem ci mroczną historię” i wstrząsający „Zabij mnie, tato”. Książki różne, ale ze wspólnym mianownikiem – dotykają głębi psychiki ludzkiej i grają na emocjach w wyjątkowy sposób. Trudno opisać styl, który Pan prezentuje. To trzeba przeżyć. Skąd tak doskonała znajomość czułych strun czytelników?

CzW pakiet.1

 

Sam jestem czytelnikiem, więc piszę takie książki, jakie chciałbym przeczytać. Z pewnością jako autor bardzo wiele zawdzięczam własnej intuicji. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo co zrobić, w jaki sposób skonstruować fabułę i jak osadzić w niej bohaterów, aby odbiorca poczuł się usatysfakcjonowany. Może też część pozytywnego odbioru zawdzięczam temu, że nigdy nie staram się przypodchlebiać Czytelnikom. Po prostu mam do przekazania historię, uważam, że powinienem to zrobić tak a nie inaczej i możliwie najlepiej wykonuję swoją pracę. Wiąże się to z tym, że niektórym moje pisanie „nie podejdzie”, ponieważ lepiej wiedzą czego od danej książki oczekują. Świadomie godzę się na taki układ. Część osób sięgnie po jakąś moją książkę i będzie to pierwszy, a zarazem ostatni raz, a inni zostaną z moimi utworami na dłużej.

 

Wielu recenzentów wkłada Pana twórczość na półkę „horror”, „powieść grozy”. Według mnie to zły pomysł, bo pojawia się szufladkowanie do określonego gatunku i w ten sposób unikający horrorów nigdy nie zetkną się z książkami Pana autorstwa. A szkoda!

 

Już od dłuższego czasu nie zwracam większej uwagi na to, w jaki sposób szufladkowane są moje książki. Tak jak wspomniałem powyżej, robię swoje najlepiej jak potrafię. Nie zawrócę kijem Wisły, nie zmienię tego, że wielu recenzentów lubi (i jest to poniekąd zasadne) przyporządkować autora do konkretnego gatunku. Dopóki ktoś nie zechce przekonać się, czy faktycznie moja książka zalicza się do takiego horroru, jak ogólnie, często negatywnie, postrzegany jest ten gatunek, to się tego nie dowie. Nie jest moim zadaniem opowiadanie o swoich książkach, bo nigdy nie będę obiektywny, natomiast osobom, które dostrzegają w nich coś więcej niż to, co powszechnie określa się mianem horroru dziękuję i proszę o niesienie tej wieści dalej.

 

Jest Pan doskonałym obserwatorem otaczającego świata. To wielka sztuka by wpleść swe obserwacje w fabułę z pogranicza fantastyki i nadać jej znaczenia, które samoczynnie trafia do czytelnika, zmusza go do myślenia, nie pozwala o sobie zapomnieć, zmienia go. Znajomość psychologii, czy raczej intuicyjne działanie?

 

Zawsze zależy mi na tym, żeby Czytelnik w moich książkach mógł znaleźć coś więcej, niż tylko zgrabnie skonstruowaną, w miarę wciągającą oś fabularną, przy czym kładę tu nacisk na słowo „mógł”. Jeśli ktoś tego szuka i to odnajduje, to świetnie, natomiast jeśli są osoby, które chcą „podrapać głębiej” i ta czynność skutkuje odnalezieniem kolejnej warstwy, to jest mi tym bardziej miło. Staram się, aby moi bohaterowie byli wiarygodni, żeby otoczenie i to, co ich spotyka, wydawało się potencjalnie prawdopodobne. Być może dzięki temu łatwiej odbiorcy uwierzyć nawet w te mniej realistyczne wątki zahaczające o zjawiska nadprzyrodzone.

ndnwII

 

A teraz obrazek z mojego podwórka. Jednej z koleżanek w pracy pożyczyłam „Dom na wyrębach”. Już na drugi dzień,  z wypiekami na twarzy poprosiła o część drugą. Po dwóch tygodniach była po lekturze wszystkich Pana książek. Nie tylko ona. Trzy kolejne koleżanki również. Wszystkie są zgodne co do jednego: te książki się czyta! Jest mi niezmiernie miło, gdy dzielą się swymi emocjami po lekturze,  a potem odkrywają, że trudno znaleźć coś równie wciągającego. Niezwykłe i bardzo nobilitujące dla pisarza.

 

To prawda. Bardzo mnie cieszy, że gros zdeklarowanych Czytelników moich książek dotarło do nich nie dzięki akcjom promocyjnym, a właśnie dzięki poleceniu przez znajomych. Autentyczna i szczera zachęta do lektury zawsze jest najlepsza, a ponadto, co mogę stwierdzić na podstawie już prawie dziesięcioletniego doświadczenia na rynku wydawniczym, tacy czytelnicy, którym bezinteresownie i w dobrej wierze i skutecznie polecono twórczość danego autora, zostają z nim na dłużej, dając jednocześnie satysfakcję i radość, że to nie jest jakaś sezonowa, sztucznie nadmuchana fascynacja.

 

Jak mógłby Pan określić swój proces twórczy przy kolejnych książkach? Tych poprzednich i tych, na które czekamy.

 

Na pewno bardzo zazdroszczę autorom, którym pisanie przychodzi z wielką łatwością. U mnie jest to sprawa dość skomplikowana, wyczerpująca i trochę też stresująca. Na szczęście daje też wiele satysfakcji, w ogólnym rozrachunku wynagradzającej wszelkie niedogodności. Kiedy pracuję nad daną powieścią, praktycznie cały czas jestem gdzieś wokół niej myślami. Piszę zawsze od początku do końca, nie bardzo wyobrażając sobie (co ponoć się zdarza innym autorom) pracę nad wybranymi dowolnie fragmentami, a potem składanie całości jak puzzle. Cieszę się też, że każda nowa książka to wyprawa w nieznane, a jednocześnie utwór, nad którym chcę pracować. Nie wyobrażam sobie pisania czegoś ze świadomością, że to „chałtura” wykonywana tylko dlatego, że Czytelnicy domagają się kolejnej pozycji mojego autorstwa.
W tym roku, w październiku, będzie miał premierę „Nowy dom na wyrębach II”, czyli trzecia i zarazem ostatnia książka cyklu „Wyręby”. Jeśli chodzi o rok 2019, to plany wydawnicze mam tak ambitne, jak nigdy dotąd, a związane są one z premierą trzech książek (w tym jednej we współautorstwie). Sporo pracy przede mną (choć też już część za mną), ale to, co już napisałem dało mi sporo satysfakcji, a praca, która na mnie czeka, jest jak zwykle inspirującym wyzwaniem.

Zmt (rzut)

 

Co lubi czytać Stefan Darda?

 

Wspomniała Pani powyżej, że moje książki trudno poddają się prostym klasyfikacjom. Sądzę, że w dużej mierze jest to spowodowane faktem, iż jako czytelnik nie ograniczam swoich zainteresowań do jakiegoś określonego gatunku literackiego. Oczywiście, czytam sporo thrillerów i horrorów (trochę dla przyjemności, a trochę jakby „z obowiązku”), ale chętnie też sięgam po klasykę, kryminał i literaturę faktu. Ponieważ przygarnąłem jakiś czas temu psa rasy husky (którego porzuciło jakieś bydlę), ostatnio mam też za sobą kilka pozycji o wilkach. Ale, by rozwiać ewentualne, uzasadnione wśród Czytelników „Nowego domu na wyrębach” wątpliwości, pragnę tu wspomnieć, że „wilk” pojawił się w moim życiu dopiero po premierze wspomnianej powieści.

 

W oczekiwaniu na kolejne książki, serdecznie dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję bardzo i pozdrawiam Czytelników „Książek w eterze”.

 

« Starsze wpisy