Kaganek erotycznej oświaty.
Jak to ze „Sztuką kochania” było? Ciężko było. Komunistyczna władza i mało liberalny Kościół nie mogli się pogodzić z nowatorskim przewodnikiem po seksualności autorstwa Michaliny Wisłockiej. Obie strony robiły wszystko, by zepchnąć pomysł lekarki na margines.
Zepsucie, ziarno wszelkiego zła, amoralność, powód do potępienia. Seks. Owiany zasłoną milczenia był znacznie bardziej bezpieczny, niż ten, o którym mówiło się otwarcie. Każdy obywatel powinien milczeć o tym, co dzieje się pod jego kołdrą. Nie powinien też pod nią szaleć, więc pozycja „po bożemu” była wskazaną. Tymczasem, pojawiła się innowacyjna Michalina Wisłocka, która nauczona własnym doświadczeniem, chciała nauczyć naród, a zwłaszcza stłamszone kobiety, dobrego i przynoszącego satysfakcję seksu. Paradoksalnie, choć była ginekologiem i doświadczoną mężatką, Wisłocka o pożyciu mogła powiedzieć niewiele dobrego. Tym bardziej, obrała sobie za cel, by coś w tej sferze zmienić. Udowodnić, że może być lepiej.
Stała się figurantką stale obserwowaną przez władze. Jak wiemy, w końcu udało się wydać „Sztukę kochania” i pierwszy nakład wcale nie okazał się ostatnim, jednak droga na półki w księgarniach była długa i okupiona pasmem udręk, wyrzeczeń i uporu.
Warto sięgnąć po tę książkę, bo czyta się ją świetnie. Wiele faktów z życia Wisłockiej daje obraz, jak trudno było jej się przebić ze swą innowacyjnością przez mur dławiącego komunizmu. Klimat epoki został oddany bardzo dobrze. Tytułowa bohaterka zachwyca niezłomnością i zdrowym uporem, który prowadzi do upragnionego celu. Brak lęku przed władzą oraz cywilna odwaga, by zrobić coś więcej, niż tylko to, co narzucają inni, to świetny przykład do naśladowania. Bardzo dobra książka. Polecam.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-8031-586-0
Premiera: 11 stycznia 2017
Podziękowania dla Świata Książki.





