Recenzje

Paullina Simons „Sześć dni w Leningradzie” Świat Książki

szesc dni
Sentymentalny powrót do kraju dzieciństwa. Chciała odzyskać dziecko w sercu. Czy to się udało?

 

Simons napisała tę książkę podczas przygotowań do pracy nad „Jeźdźcem Miedzianym”, na którego czekali wydawcy na całym świecie. Pragnęła, by przedstawione w jej książce realia odpowiadały tym prawdziwym, więc zdecydowała się na podróż do Rosji, co po latach mieszkania w Stanach wcale nie było takie proste. Sentymenty, odkurzenie zakamarków pamięci, mnóstwo wzruszeń i wewnętrznych rozterek przynosi ta sześciodniowa wyprawa do kraju korzeni. Czy wspomnienia z dzieciństwa widziane dorosłymi oczami znaczą to samo?

 

Leningrad i Szepielewo, gdzie Simons spędziła swe najwspanialsze, bo beztroskie lata, pachną podobnie jak niegdyś. Tak, tak, pachną, bo Rosję definiują przede wszystkim zapachy. Różne. Te piękne i te ohydne, łącznie ze specyficznym zapachem komunizmu. Fizyczne dotykanie i odczuwanie klimatu zapamiętanych miejsc jest dla autorki niezwykłą podróżą w głąb siebie, sentymentalnym odtworzeniem pięknych, a zarazem przerażających chwil. To brutalne starcie z krajem, w którym nie ma miejsca na logikę. Sentymenty i wspomnienia to jedno, a drugie – głód, brud, więzienie ojca, szukanie perspektyw, błądzenie, jak we mgle.

 

Kiedyś porzuciła Rosję na rzecz Stanów, gdzie znalazła szczęście i wewnętrzny spokój, nosząc w sobie wewnętrzne pragnienie bycia Amerykanką. Jej dusza pozostała jednak rosyjska. Tam wszystko jest zwyczajne, prawdziwe, prostolinijne, bez maniery nowoczesności, tak szalenie naturalne i bliskie. Smaki, zapachy, zachowania ludzi, życie zgodne z rytmem natury. Rosja, nawet po latach, sprawia wrażenie jakby czas się zatrzymał, a świat, szalenie pędzący do przodu, zapomniał o tym miejscu.

 

Paullina Simons przyznaje, że podświadomie bała się starcia z własnymi emocjami, bo powrót do kraju przeszłości mógł okazać się kapitulacją, która pozbawi ją aury melancholii. Odarcie z uroczych wspomnień może być bolesne. Czy warto wywracać zewnętrzną powłokę, by dać dojść do głosu wnętrzu?

 

Niezwykle emocjonalna i realna książka, odkrywająca sporo bolesnej prawdy historycznej, która dotknęła również rodzinę autorki. Melancholijna, z wewnętrznym rozdarciem, wręcz krzycząca między słowami o przepaści dzielącej życie w Rosji od tego, co po drugiej stronie oceanu. Symboliczne zamknięcie wspomnień w szufladach, by otwierać je tylko wtedy, gdy nie będzie dużo pracy i stwierdzenie, że „na szczęście jest jej dużo” mówi wszystko. Trudno wymazać przeszłość z serca. Dzieciństwo, sentymenty i proste emocje stale towarzyszą człowiekowi, ale czasem trzeba dokonać tego „odarcia ze wspomnień” i zmierzyć się z tym, co było, by móc z podniesioną głową iść do przodu w realiach zdecydowanie mniej paradoksalnych od tych, które od wieków serwuje Rosja. Książka w mocnym przekazem. Polecam!

 

 Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-7943-889-1
Premiera: 7 października 2015

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.

Małgorzata Połeć-Rozbicka, Agnieszka Pilichowska „Ile prawdy w powiedzonkach o zwierzątkach” Prószyński i S-ka

Ile.prawdy.w.powiedzonkach
Frazeologizmy pod lupą.

 

Powszechnie ich używamy, ale nader rzadko zastanawiamy się nad ich merytorycznym wyjaśnieniem. Frazeologizmy, czyli związki wyrazów, których nie należy rozumieć dosłownie.

 

Książka wyjaśnia piętnaście najbardziej popularnych powiedzeń, a kluczem ich wyboru było umiejscowienie w nich zwierząt. Jest tu więc o czarnej owcy, kreciej robocie, płaczącym bobrze, papużkach nierozłączkach, psie z kotem, białym kruku, kociej muzyce, pawim ogonie, samotnym wilku, skaczącej kozie, musze i rybie, efekcie motyla, kraczącym kuku, pazurze kury i myszy pod miotłą. Brzmi imponująco, prawda? I tak jest, bo każdy frazeologizm to interesująco opowiedziana historia z życia wzięta. Zabawnie, refleksyjnie i ciekawie. W każdej opowiastce tkwi morał, który może być przedmiotem do dalszej rozmowy z dzieckiem na ten temat.

 

Książka z dużym walorem edukacyjnym. Dla młodszych i starszych. Daleko od sztampy, z powiewem nowoczesności, ale uroczo tradycyjnie. Polecam!

 

Oprawa: twarda
Liczba stron: 128
ISBN: 978-83-8069-182-7
Premiera: 24 listopada 2015

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

Olga Rudnicka „Diabli nadali” Prószyński i S-ka

Diabli.nadali_OK
Kryminał i komedia w doskonałych proporcjach.

 

Pachnie Chmielewską, ale to akurat na plus dla powieści, bo trzeba talentu, by zbudować taki klimat.

 

Przewrotność fabuły, bohaterowie z charakterem, zagadka skrywająca drugie dno i humorystyczne dialogi to mocne strony książki, co jest gwarancją dobrej lektury.

 

Intryga osnuta jest wokół postaci Dagmara Różyka, dyrektora w pewnej firmie, bożyszcza kobiet, diabelsko przystojnego i pewnego siebie faceta z krwi i kości. Jego sekretarka Monika, zwana Ewa, jest blisko różnych sekretów dyrektora i znosi je z pokorą godną mistrza, choć sam Dagmar wywołuje w niej skrajne emocje, bo w końcu ciacho z niego nieprzeciętne.

 

Pewnego dnia Różyk, czyli Diabeł, zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie. Kto zabił? Ilu wrogów mógł mieć Różyk? Gdzie ich szukać? Czy wicedyrektorka, zwana Zdzirą, ma coś wspólnego z tą zbrodnią? A może znienawidzony wazeliniarz Filip maczał w tym palce? Właściwie każdy jest podejrzany, choć policja ma swoją wersję wydarzeń. Do kogo doprowadzą ścieżki dochodzenia?

 

Konstrukcja książka od początku do końca jest świetna. Miłośnicy kryminałów okraszonych komedią i absurdem będą usatysfakcjonowani. Wszystko jest na swoim miejscu, czyli absolutnie niczego nie można przewidzieć aż do finału, a postacie, pozornie dalekie od siebie, są połączone tajemniczą nicią zdarzeń. Zagadka ma tu tendencję do zwielokrotniania, a dialogi aż kipią doskonałym poczuciem humoru. Współcześnie, z charyzmą i niebywałą wyobraźnią skonstruowana historia, która nieraz wywołuje uśmiech na twarzy. Brawo!

Oprawa: miękka
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-8069-147-6
Premiera: 6 października 2015

 

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za egzemplarz recenzencki.

Peter Ackroyd „Londyn. Biografia” Zysk i S-ka

459447-londyn-dodruk-biografia
Miasto z charakterem w wyjątkowej biografii.

 

Londyn od wieków zachowuje magiczny charakter. Jest tajemniczym, niemal irracjonalnym miejscem, gdzie nawet przebieg ulic spełnia nadnaturalną funkcję. Miasto labiryntów, w których można się zatracić. Pulsujący życiem, barwami, zapachami i dynamizmem, z czającą się zewsząd brutalnością i ciemną stroną, spowitą mgłą tajemnicy i niewytłumaczalną ponurością.

 

Peter Ackroyd w iście mistrzowskim stylu oddaje dualizm Londynu. Tu młotki rzemieślników i okrzyki przekupek mieszają się z dźwiękiem bijących dzwonów i szumem Tamizy. Miasto żebraków i bogaczy, zawiłości i chaosu, witalności i siły oraz przytłaczającego braku precyzji. Zadziwia wyjątkowością, a sposób jej opisania jest bajecznie piękny.

 

Dwa wieki niezwykłej historii, w której dramaty splatają się z triumfami, a na styku różnorodności powstają rzeczy niepowtarzalne. Poznanie historii Londynu można porównać do zażycia całej Anglii w pigułce.

 

Miasto herbaty, ginu, piwa, czerwieni i cockneyowskiego slangu. Tu nawet piwnice mają swoją historię. Widownia cudów i siedlisko pogaństwa. Subtelne połączenie ciszy i hałasu. Miasto dziwów, pośpiechu, strachu i irracjonalności. Z tej rzeczywistości wyrasta szczególna wrażliwość, a z niej angielski dramat i powieść, bo teatralność jest cechą Londynu. Tu fasady budynków są jak tytułowe strony spektakli, a ludzie to aktorzy noszący swą wyjątkową historię. Ducha miasta ocalał nawet z wielkiego pożaru, a magiczna energia Londynu przetrwała do dziś.

 

W stylu Ackroyda ujmuje mnie niezwykła lekkość opowieści, w której skrywa się tak wiele treści. Stawiając pierwsze kroki w lekturze wsiąka się w nią bez reszty, a wyobraźnia cudownie przenosi do opisywanych miejsc.

 

Gorąco polecam odwiedzenie Londynu widzianego oczyma Ackroyda i poczucie niepowtarzalnego klimatu miasta drapieżności i subtelności, obojętności i zaangażowania, tradycji i nowoczesności. Krótko mówiąc, w tej urzekającej i wciągającej biografii znajdziecie cudowny, nieskończony Londyn, kwintesencję Anglii.

 

Oprawa: twarda
Liczba stron: 792
ISBN: 978-83-7506-685-2
Rok wydania: 2015

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz recenzencki.

„Poczytaj mi, mamo. Księga szósta” Nasza Księgarnia

2247_poczytaj_mi_mamo_ksiega_6
Ciepłe wspomnienia z dzieciństwa i cudowna literacka alternatywa dla najmłodszego pokolenia.

 

Zawsze z sentymentem sięgam po kolejne wydania z serii „Poczytaj mi, mamo”, bo przypomina mi się dzieciństwo, gdy z wypiekami na twarzy niosło się do domu najnowszą książeczkę – gwarancję wspaniale spędzonych chwil z mądrą i ciepłą historią, zawsze w jakiś sposób bliską.

 

Powrót Naszej Księgarni do tych opowieści w zbiorczym wydaniu jest strzałem w dziesiątkę, bo uniwersalność przekazu pozytywnych treści, wymowne ilustracje i niezawodność w morałach przyciągają jak magnes. Dodatkowo twarda oprawa i kredowy papier sprawiają, że chwile z tą książką są jedyne w swoim rodzaju, piękne i niezapomniane.

 

Księga szósta to zbiór dziesięciu opowiadań o dzieciach i dla dzieci. Wnikliwe obserwacje świata, małe i większe problemy, radzenie sobie z kompleksami i multum przygód. Można dowiedzieć się dlaczego nie warto wyśmiewać się z innych, czego potrzebuje do szczęścia Ali Baba, czy szpital musi być nudny, na czym polega prawdziwa odwaga, czy młodszy brat musi być utrapieniem i powodem do zazdrości, kim jest Kuklik, czy na tęczy żyje się lepiej i jak to możliwe, że babcia też człowiek, który czasem miewa takie dni, gdy chce odpocząć, a nawet nie robić nic!

 

Polecam z pełną stanowczością! Nie zawiedziecie się! Łezka nieraz zakręci się w oku, a dzieci poznają nieco inny, bo zwyczajny, a nie komputerowy świat.

 

Oprawa: twarda
Liczba stron: 280
ISBN: 978-83-10-12967-3
Premiera: listopad 2015

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

« Starsze wpisy Recent Entries »