Natasza Socha „Rosół z kury domowej” Wydawnictwo Pascal

rosol z kuryRecenzja przedpremierowa

 

Czy grozi mi ukurzenie? Takie pytanie rodzi się w głowie po lekturze tej powieści. Współczesnej kobiecie ponoć daleko do kury domowej (czyżby?) ale gdy już wpadnie w sidła mężczyzny, który ją tresuje, tfu! chciałam powiedzieć kreuje na takie hodowlane i udomowione „cudeńko” natury to jest bardzo źle! Stereotypowe myślenie może brać górę, bo mężczyzna jako typ zdobywcy całymi dniami przebywa na „polowaniu”, a kobieta w tym czasie powinna dwoić się i troić, aby zapewnić mu godny (!), smaczny (!), wygodny (!) i błogi (!) wypoczynek w domu.

 

Wiktoria wpadła w sidła zastawione przez Tymona. Miłość zaślepiła ją dosadnie, a może nawet przesadnie (pierwszy objaw ukurzenia – kurza ślepota!), bo schowała do kieszeni ambicje zawodowe i wybrała los domowej kury. Owszem głaskanej i chwalonej, ale jednak kury! Doszła w tym do perfekcji, bo na zawołanie mogła podać recepturę na pozbycie się kamienia ze słuchawki prysznicowej albo plamy ze szpinaku z ulubionej bluzki. Tylko, że za nic w świecie nie mogła mieć większych ambicji. Bo po co? Kura? Wystarczy, żeby nie oddalała się od domu… Tymon za to się oddalał i w efekcie tak przyzwyczaił się do swojej kury, że nawet nie zauważył, kiedy stała się mu zbędna. W sumie z cateringiem nie ma problemu, a „Anna o oczach wzburzonego piwa dębowego” ma w sobie taki magnes, że na jej rzecz może jeść cokolwiek i skądkolwiek, niekoniecznie z domowego garnuszka.

 

Powieść napisana jest z ogromnym poczuciem humoru, choć prawda, która wypływa z morału jest okrutna. Kobieto! Zanim wpadniesz w sidła udomowienia pomyśl dwa razy! Rozumem, a nie sercem!

 

Niektórzy mogą z zacietrzewieniem cietrzewia zarzucić, że to typowa feministyczna książka. Hmm… tylko, że takich książek kobietom potrzeba! Niestety, większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z własnego ukurzenia, bo domowe obowiązki to przecież chleb powszedni!

Stereotypy grają w książce role główne, bo oprócz skrajnego ukurzenia Wiktorii jest tu również mowa o fobiach Polaka do Niemca. Może faktycznie czas się zastanowić? Skąd to się w nas bierze? Dlaczego tak łatwo powielamy schematy? Czemu stawiamy znak równości między słowami: „Niemiec” i „zły”?

 

Styl autorki wciąga, bo jest lekko i z inteligentnym pazurem (bynajmniej nie kurzym!). Niech Was nie zwiedzie ta lekkość, bo problem jest ważny i nie znający granic terytorialnych. Kurę domową można bowiem spotkać w każdym kraju. Wiktoria dość szybko znalazła kolejne trzy kury w Niemczech, swej nowej przystani. Judith, Lea i Mara mają w sobie siłę i osobowości, ale są stłamszone przez swoich mężczyzn. Czy mężczyźni jednak pragną takich właśnie kur?

 

Na szczęście z każdej kury można powyrywać pióra i sporządzić z niej rosół, a potem przeistoczyć się w kobietę z krwi i kości. Oby tylko nie w kolejne ptaszysko, tym razem z piórem gdzieś z tyłu, bo każda skrajność ma w sobie coś niepokojącego! W każdym razie Wiktoria i trzy inne kury domowe swe upierzenie zrzucają. Do zera! I odkrywają w sobie pokłady smakowitej kobiecości.

 

Autorka bawi się słowem i z nieskrywaną ironią mówi prawdę prosto w oczy. Nam, kobietom! Czas się ocknąć! Myśleć pozytywnie! Pozbyć się piór! Nawet, jeśli są wielobarwne, gęste, wypielęgnowane i błyszczące!

Oprawa: miękka
Ilość stron: 304
Premiera: 29.07.2015

Za możliwość przeczytania dziękuję autorce – Nataszy Socha.

2 komentarzy

  1. kinga pisze:

    ukurzeniu mówmy STOP :)
    świetny tekst!

    pozdrawiam,
    kinga