„Wiejskie gryzmołki pana Pierdziołki” Zysk i S-ka

Niewinne gryzmołki odkrywające sporo ludzkich wad i niedociągnięć.
Pan Pierdziołka ma swój styl. Prosty i bez konwenansów. Wpadające w ucho rymowanki traktują o rzeczach pozornie nieistotnych i błahych, ale przyglądając się tematowi z bliska i bardziej wnikliwie… Zastanawiająca jest ta książka.
Pierdziołka wyjeżdża z rodziną na wieś, gdzie podgląda to i owo, a potem spisuje swe gryzmołki i podaje światu w takiej nieuczesanej formie. Ot, po prostu, swój chłopina, który hamulców ni ma, bo niby po co, skoro świat jest, jaki jest i może czas zrzucić maski „ochów” i „achów”, by skupić się na meritum, czyli prostocie egzystencji.
„Wybór jest prosty jak kita lisa,
Macie mnie wybrać na sołtysa.
Zrobię ja dla was cokolwiek chcecie,
Gdy na sołtysa mnie wybierzecie…”
Czyż to nie oczywiste? Albo:
„Gdzie drwa rąbią, wióry lecą
Jak są dzieci, no to śmiecą…”
Ot, co! I jeszcze tak:
„Nie będziemy orać pola
Tylko leżeć do wieczora” lub:
„Kto na bąki więc poluje
Niepotrzebnie czas marnuje…”
I już! Są tu powtarzanki, rymowanki, albo jak kto woli śpiewanki, grzeczne, ale są też nieco bardziej wymagające cenzury, zwłaszcza, gdy po książkę sięgną dzieci.
W subiektywnej ocenie książka dość niecodzienna, ale jakoś tak swojsko prawdziwa i wywołująca niekłamany uśmiech, ze sporą dawką nonszalancji. Cóż, zachęcam więc do wesołego, gryzmołkowego pierdziołkowania odkrywającego nagą prawdę o ludziach, ich wadach, skłonnościach i przyzwyczajeniach.
Oprawa: twarda
Liczba stron: 56
ISBN: 978-83-7785-712-0
Premiera: 2 listopada 2015
Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz recenzencki.
