Kinga Dębska „Moje córki krowy” Świat Książki

Wewnętrznie skruszeć i kochać aż do emocjonalnego bólu.
Przejmująco prawdziwa opowieść o poszukiwaniu dialogu z bliskimi. Zanim jednak do tego dialogu dojdzie, trzeba wydobyć uczucia z głębi samego siebie i uruchomić te pokłady, które skrywane przed światem mogą świadczyć o słabości. Dlaczego dopiero trauma pozwala na ich odkrycie?
Kinga Dębska w doskonałym stylu przedstawiła emocje dwóch sióstr związane z ciężką chorobą i śmiercią najbliższych. Skrajne bieguny wrażliwości powodują, że różne są sposoby przeżywania zaistniałej sytuacji, a jednocześnie wyzwalają niezwykłe poczucie łączności odmiennych nici w kołowrotku życia, który beznamiętnie przędzie codzienność.
Autorka ujmuje szczerością, refleksyjnością i humorem, bez cienia egzaltacji. Nie ma tu przesłodzonych wątków i poetyckiego odkrywania emocji, jest za to zwyczajne życie, z jego ciemnymi, a czasem nawet mało eleganckimi stronami. Prawdziwe, bez patosu, udawania i nadęcia. Ciągła rywalizacja, ambicje i frustrująca niedoścignioność ideału stają się śmieszne, gdy ogląda się je przez pryzmat przemijania i kruchości życia. Stawanie okoniem wobec śmierci mija się z celem, ale dojrzewanie do uniesienia jej ciężaru z podniesionym czołem to długotrwały proces, często najeżony procedurami, nijakością i brakiem empatii.
Lektura tej powieści to również bolesne doświadczanie polskiego systemu opieki medycznej, przesiąkniętego mechanizmem „odfajkowywania” kolejnych przypadków, gdzie nie ma miejsca na profilaktykę, bo w TYM kraju nie marnotrawi się pieniędzy. Zgroza! Niestety prawdziwa.
Gorzką prawdę zdecydowanie łatwiej przełknąć ze słodką osłonką, więc bohaterki wciąż spotykają się z komicznymi sytuacjami, które owszem bawią, ale przez łzy. Tragikomizm powoduje, że czytelnik ciągle znajduje się na huśtawce emocji, często bliskich im samym.
To książka, dzięki której wewnętrznie się kruszeje, bo trudno pominąć fakt, że porusza najczulsze struny emocji i obezwładnia siłą przekazu. I gdy już się tak leży, rozłożonym psychicznie na łopatki, to przychodzą do głowy myśli: czy tak trudno o normalność na co dzień? Czy tak dużo kosztuje radość z sukcesów bliskich, pocieszanie ich w chwilach zwątpienia i wyzbycie się niezrozumiałej zazdrości, która drzemie sobie, niby cichutko, by nagle uderzać z mocą godną cyborga? Czy życie musi być ciągłą rywalizacją i pogonią? Czy siostrzane relacje muszą być napięte jak postronki, bo wciąż funkcjonuje defekt z dzieciństwa, że „ona jest bardziej kochana i ma lepiej”? I w końcu, czy dopiero strata uświadamia, jak wiele się miało?
Druzgocąca i zarazem podnosząca na duchu książka. Zdecydowanie polecam i stawiam wśród ulubionych.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 254
ISBN: 978-83-8031-260-9
Premiera: 7 stycznia 2016
Gorąco dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.
