Tag święte niemcy recenzja

Konrad Witkowski, Janusz Grażyński „Święte Niemcy” Poligraf

swiete-niemcy

By wybrać mądrze.

 

Przeżył własną egzekucję. Adam Utkowski. Zwyczajny trzydziestolatek. Lechita. Brak cech szczególnych. Nie wyróżnia się w tłumie. A jednak jest wyjątkowy, bo udało mu się przechytrzyć los, został poddany temporacji po nieodkrytej czasoprzestrzeni i poznał ciemną stronę księżyca. Ponadto mógł znowu pokochać, czuć pożądanie i uwielbienie dla kobiety. Hannah Sznajfer była urocza. Ech… po prostu, alles klar!

 

„Dlaczego jest tak trudno, gdy dla większości jest tak łatwo?”

 

Święte Niemcy to IV Rzesza, która powstała w efekcie udanego planu Walkiria. Adolf Hitler został zabity, a władzę przejął Claus Stauffenberg. W granicach Świętych Niemiec znalazł się Lechistan, czyli nasza Polska, która znów straciła niepodległość. Władza niby dba o swoich obywateli, a tak naprawdę trzyma naród pod opresją. Podział na Obywateli, Rezydentów i Zajmujących wskazuje na rozpad demokracji i ferment społecznych relacji. Święto Lechistanu obchodzone jest tu pierwszego września i Polacy, a raczej Lechici żyjący w świętych Niemczech traktują ten dzień jako nieoficjalne święto niepodległości, bo wciąż mają nadzieję na wolność.

 

Właśnie w takiej rzeczywistości znaleźli się bohaterowie tej książki, czyli Adam Utkowski i Hannah Sznajfer. Ona, stażystka tajemniczej organizacji DEiP, dawna Zajmująca, Żydówka. On, Lechita i Rezydent, człowiek gorszego sortu. Jak przyszłość czeka tych dwoje w granicach Świętych Niemiec? Czy w ogóle mają przed sobą jakąś przyszłość?

 

Zmienić historię na lepsze, taki cel postawił sobie główny bohater, bo zastany świat okazał się innym niż ten zapamiętany i wyobrażony.

 

„Władza korumpuje, a władza całkowita korumpuje całkowicie.”

 

Znajdziecie tu wiele podobieństw do współczesnych wydarzeń. I wcale nie trzeba ich wypatrywać między słowami, bo są widoczne jak na dłoni. Chociażby opustoszałe ulice, zachowywanie dystansu od innych w Litzmannstadt, telewizja rządowa/propagandowa i rządy partii SiP, czyli Solidarności i Postępu w Świętych Niemczech. I, co ważne, autorom nie brakuje ironii, dzięki której wiele rzeczy, dziejących się tu i teraz, mogli przedstawić w lekkostrawnej, ale bardzo zastanawiającej formie.

 

Są odwołania do historii, co świadczy o dogłębnym researchu autorów przed napisaniem tej powieści. Można więc zakwalifikować „Święte Niemcy” do prozy science-fiction, lecz z dużym ładunkiem non-fiction. Wytrawny czytelnik niejednokrotnie uśmiechnie się pod nosem podczas lektury. Ilustracje Joanny Proszak nasuwają skojarzenia z „Procesem” Kafki i sądzę,  że to świadomy zabieg, bo klimat powieści też jest porównywalny.

 

A może to tylko sen, który warto przemyśleć? Niech zapali się w nas światełko alarmowe, by fikcja nigdy nie stała się prawdą. Ku refleksji.

 

Oprawa: twarda
Liczba stron: 566
ISBN: 978-83-8159-412-7
Premiera: 22 listopada 2021