Kryminał

Bożena Mazalik „Złodziejski spadek” Zysk i S-ka

Komu ufać, a komu nie.

 

Ratsel u podnóża Alp. Spokój, który jest fasadą tajemnicy i niepewności. Zniknięcie będące początkiem lawiny dziwnych zdarzeń. Wspomnienia czające się za każdym rogiem.

 

Zastępczyni burmistrza Ratsel, Hilda Mainwolf, jest kobietą o wielu twarzach. Szanowana i lubiana przez mieszkańców, ceniona za pomoc wojennym sierotom, a z drugiej strony obracająca się w co najmniej podejrzanym towarzystwie. Co takiego skrywa przed światem ta kobieta? Dlaczego znika w tak ważnym dla niej momencie zawodowym?

 

Dzień po zniknięciu Hildy, w wypadku samochodowym ginie jej córka. Śledztwo rozpoczyna Carla, była policjantka i bliska krewna Hildy. Jej bystry umysł i umiejętność dedukcji pomagają dostrzec to, co pozornie ukryte. Przypadek zaczyna mieć zupełnie inne znaczenie. Tajemnice piętrzą się z każdą stroną, a mrok przeszłości zalewa teraźniejszość gęstą mazią wspomnień.

 

Bożena Mazalik zadbała o rozbudowaną fabułę i niejednoznaczne postacie. Nic dziwnego, że książka tak mocno trzyma w napięciu. Zagadki, mylne tropy i niepewność nie pozwalają tak łatwo wpaść na właściwy trop. Intryga i mnożące się pytania sprawiają, że czas spędzony z powieścią jest intensywny i w pełni satysfakcjonujący.

 

„Złodziejski spadek” z pewnością spodoba się miłośnikom kryminałów z rozbudowana warstwą psychologiczną. Narracja prowadzona z punktu widzenia trójki bohaterów daje czytelnikowi szerszą perspektywę i wzmacnia poczucie niepewności. Potężny ładunek emocji dodaje smaczku całości. Odkryjcie wieloznaczność tej książki. Serdecznie polecam.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-8335-244-2
Premiera: 21 stycznia 2025

Krzysztof Bochus „Kamień tunguski” Skarpa Warszawska

Zło zawsze jest szybsze od dobra.

 

Kiedy dobro styka się z czystym złem trzeba wielkiej siły, aby odnaleźć prawdę. Odkrywanie tajemnicy klejnotu, który zgubił się w ludzkich kolejach losu, to gwarancja wielu niecodziennych zdarzeń. Gotowi na niezwykłą literacką podróż?

 

„Życie nie jest zerojedynkowe ani z góry zdeterminowane. Najwięcej w nim szarości i zwykłych przypadków.”

 

Daniel Ohm zadzwonił do Adama Berga, by poinformować go o szczątkach meteorytu odnalezionych przez jego dziadka po wybuchu w 1908 roku nad Podkamienną Tunguzką. Meteoryt był skarbem, życiowym osiągnięciem, pamiątką z czasów chwały, choć sam dziadek Otto zderzył się z rzeczywistością, w której zlekceważono jego znalezisko. Może teraz, po latach, czas to zmienić? Meteoryt został oprawiony w stare złoto i taki diadem z cząstką kosmosu trafił do rąk babci. Stał się jej amuletem szczęścia, skalnym odłamkiem zabłąkanym w czasie. Po latach diadem zniknął. Ohm jest na tyle zdesperowany, że będzie go szukał, zwłaszcza że niedawno oferta z diademem pojawiła się w jednym z domów aukcyjnych. Tylko dlaczego jego zainteresowanie ofertą wywołało o oferenta wycofanie diademu z aukcji? Gdzie leży prawda, jaką ma cenę i czy na pewno wyzwala?

 

Zło zawsze jest szybsze od dobra. Dlatego droga do odkrycia prawdy jest taka długa. Krzysztof Bochus prowadzi czytelników krętymi ścieżkami i dzięki temu tak wiele można doświadczyć podczas lektury tej powieści. Od wybuchu meteorytu nad Syberią w 1908 roku, przez początek drugiej wojny światowej, zbrodnię w Piaśnicy, Bitwę o Anglię, wielka ucieczkę ze Stalagu Luft III w Żaganiu i frankistowską Hiszpanię aż po włoskie Grosseto i rajskie jezioro Como. Różne miejsca, różne zdarzenia, różne czasy i los, który nie szczędzi trudów. Te zdarzenia stara się ułożyć w całość niezawodny Adam Berg. Występuje tu w podwójnej roli: dziennikarza tropiącego bezcenny artefakt i świadka historii rodziny Ohmów. Zło rodzi kolejne perturbacje, ale dobro wciąż walczy o rację bytu. Gdzieś w tym wszystkim jest sporo miejsca na uniwersalne prawdy o człowieku.

 

Jestem pod wrażeniem umiejętności Autora do kreowania tak barwnych, realnych postaci i fabuły, która pięknie układa się w imponującą całość, choć jej poszczególne elementy niejednokrotnie mogą wydawać się zupełnie niespójne. Brawo za język narracji, doskonałe dialogi i mądrości życiowe, które można stąd czerpać garściami. Powiem szczerze, lektura tej książki to prawdziwa literacka przygoda złożona z wielu historii, które zastanawiają i kołaczą się w głowie długo po ostatniej kropce. Gorąco polecam.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 432
ISBN: 978-83-8329-628-9
Premiera: 9 października 2024

Iwona Banach „Szczęśliwy pech” Dragon

Reginaldowy pech.

 

Reginalda Kozłowska, Rafał Markowski i Carlo Antonio vel Tonino. A, jest jeszcze Mirella, czyli Mirka, Barciakowa, posterunkowy i listonosz. No i oczywiście Szatan, bo bez niego cała historia nie byłaby taka sama. Stary dom, mroczne piwnice z kościotrupami i cała masa perypetii powodowanych przez Reginaldę. Cóż, ta dziewczyna ma to już we krwi, że gdzie się nie pojawi, od razu są kłopoty. Życie autorki kryminałów musi być barwne, bo przecież większość akcji fabularnych opartych jest na samym życiu. Jeśli chcesz mieć szczęście, omijaj Reginaldę szerokim łukiem. Ot taki wniosek. Hm, są też tacy, którzy lubią dwa w jednym, więc biorą i szczęście i reginaldowego pecha. Ale to już zupełnie inna opowieść.

 

Tymczasem… wieś Dębogóra zachwyca spokojem, więc Reginalda właśnie tam wyszukała pensjonat, aby spędzić tam najbliższe miesiące. Reset się przyda, a tu będzie miała doskonałe warunki do tworzenia. Wydawca już zaciera ręce, więc nie ma co, trzeba iść za ciosem. Dobra, wiemy, że Reginalda ma mały kryzys twórczy, ale przecież go pokona. Tyle nowych możliwości przed nią stoi. Choćby sam fakt, że drzwi pensjonatu zamknięto na głucho i nic nie wskazuje na to, by właściciele śpieszyli się z jego otwarciem.

 

Rafał Markowski mieszka tu sam i wcale nie tęskni za była żoną. A, przepraszam, nie sam, bo ma psa Szatana. Nie marzy o lokatorce, choć tą znajduje pod drzwiami. Kto mu zrobić tego psikusa? Jak zniechęcić tę dziewczyną od zamieszkania w jego domu? W dodatku, Reginalda ma niebywałą wręcz skłonność od pakowania się w kłopoty i każda godzina to ryzyko dla niego i jego domu.

 

Nie mija wiele czasu, gdy do duetu dołącza Carlos Antonio vel Tonino. Włoch tutaj? Skąd? Dlaczego? I po co? Dość ekscentryczny z niego gość i nieco trudno go zrozumieć, bo po polsku mówi po swojemu. Bądźcie pewni, że wyniknie stąd wiele zabawnych sytuacji. Co najlepsze, cała trójka na poważnie zabierze się za odnalezienie skarbu dziadka, bo już obcy zacierają na niego ręce.

 

Jak ja lubię takie klimaty! Zabawnie, z przytupem i odrobiną ciepłych emocji tam, gdzie nikt by się ich nie spodziewał. W tym szaleństwie jest metoda! Również na Reginaldę. Z tą powieścią będziecie się świetnie bawić, a ekspresja zdarzeń nie pozostawi złudzeń – skarb tu jest! Mega pozytywna książka z mnóstwem perypetii, nieprzewidzianych akcji i błędnych tropów. Dobra rozrywka murowana! Jak zwykle zresztą, bo u Iwony Banach nie ma miejsca na smutki.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-8274-408-8
Premiera: 5 lipca 2024

Wojciech Wójcik „Jęk zamykanych bram” Zysk i S-ka

Szukając odpowiedzi.

 

Niebezpieczne związki, ukryte relacje, sekrety, mroczne zakamarki stolicy i zagadki, które skrywa ciemność.

 

Warszawski klub Trzynastka to popularne miejsce nie tylko dla amatorów dobrej zabawy, ale także warszawskiego półświatka. To tu przecinają się drogi zarówno studentów, jak też osób mających sporo za uszami. Klubem kieruje Mecenas, nietuzinkowa i dość tajemnicza postać.

 

Kiedy Arek Maj, ochroniarz Trzynastki, zostaje brutalnie pobity i trafia do szpitala, zaczyna się ciąg nieprzewidywalnych zdarzeń. Niebawem inny pacjent znajduje Maja z poderżniętym gardłem. Dyżurująca lekarka postanawia zawiadomić bliskich pacjenta, ale okazuje się, że jedyna z osoba z kontaktu zaginęła jakiś czas temu. Zagadki się mnożą, do głosu dochodzą przez lata skrywane lęki i sekrety. Kim był Arek Maj? Co ukrywa Mecenas? Jak dotrzeć do prawdy? W śledztwo angażuje się policjant Mateusz Krysiak. Do bliskich Arka próbuje dotrzeć Edyta, kelnerka z Trzynastki, której Maj tuż przed śmiercią powierzył sporą ilość gotówki.

 

Wielowątkowość i mnogość postaci nieźle mieszają w głowach czytelników, ale finalnie wszystko trafia na swoje miejsce i zdecydowanie zaskakuje nićmi powiązań. Bohaterowie są skrajnie różni i mają różne motywacje w docieraniu do prawdy, co dodaje fabule niewątpliwego kolorytu. Doświadczenie miesza się tu z naiwnością, a nieoczywistość z emocjonalną głębią. Czego chcieć więcej od kryminału? Nie brakuje napięcia, dreszczu niepokoju i tajemnic odkrywanych po wielu latach. W opisach możecie liczyć na sugestywność, więc niejednokrotnie wchodzi się w duszną atmosferę miejsc i zdarzeń.

 

„Jęk zamykanych bram” zapewnia dobrze spędzony czas. Intryguje, wciąga i zastanawia. Porusza ciekawe wątki zarówno społeczne, jak też psychologiczne. Szukając odpowiedzi natkniecie się na błędne tropy, ślepe uliczki i zakamarki ludzkiej psychiki, która może zaskakiwać. Tak to już jest, że zwykle najciemniej pod latarnią.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-8335-206-0
Premiera: 23 kwietnia 2024

Stefan Darda „Nie zawiedź mnie, tato” Czarna Owca

Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy.

 

Mały Ryków w centralnej Polsce i ciąg tragicznych zdarzeń, które miały tam miejsce, pozostawiły trwały ślad w Zdzisławie Mokrynie, emerytowanym funkcjonariuszu Biura Spraw Wewnętrznych. Przeprowadzka w Bieszczady to pierwszy krok do osiągnięcia wewnętrznej równowagi. Dom po Sokalskiej, na który natrafił w Nowej Żernicy, jest idealny do zapuszczenia korzeni w nowym miejscu. Kupił go od ekscentrycznego malarza Eugeniusza Marii Nowakowskiego za naprawdę niewielkie pieniądze. Teraz problemem mogą być zasypane drogi albo brak zasięgu telefonii komórkowej, co przy poprzednich kłopotach wydaje się być pestką.

 

Los jednak chciał inaczej. „Mokry” otrzymuje wiadomość z Czemian na Podlasiu, gdzie mieszka jego wujenka Emilia. Zlepek niejasnego przekazu wskazuje, że wujenka zmarła, a to oznacza jedno: pilny powrót do Czemian. To początek perypetii bohatera, bo wszystko wskazuje na to, że wujenka nie zmarła naturalną śmiercią i, co gorsze, Zdzisław jest podejrzany o związek z tym zabójstwem.

 

„Czasem długi zaciągnięte w jednym miejscu spłaca się zupełnie gdzie indziej i komuś całkiem innemu.”

 

Czemiany nad Wydrą to szereg wspomnień z młodzieńczych lat. Retrospekcje przychodzą nieproszone, a senne wizje dają wyraźne znaki. Spotkanie starych przyjaciół: Olgi „Olo” Jastrzębskiej i Piotra „Lasso” Lasoty okazuje się brzemienne w skutki. Mokryna chyba długo zabawi na Podlasiu, bo nieformalne śledztwo  w sprawie wstrząsających zdarzeń w miasteczku gmatwa się coraz bardziej. Ambiwalentne emocje i uczucia wezmą górę nad rozsądkiem, a chęć dotarcia do prawdy przyćmi wewnętrzny głos szepczący, by trzymać się z daleka od kolejnych kłopotów.

 

„Szkoda, że wtedy, jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy jak pień.”

 

„Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy”. Miej oczy szeroko otwarte, bo w codzienności i drobnych zdarzeniach może się kryć znacznie więcej, niż przewidywalność i proza życia. Nie zawsze to, co w ocenie innych jest oczywiste, naprawdę takim było. Czasem wystarczy się pochylić po nic nieznaczący drobiazg, który może zmienić dalsze życie wielu osób.

 

Wyrzuty sumienia, wahanie, niepewność, chęć naprawienia zła, tkwienie w wyidealizowanym obrazie własnej przeszłości i starcie z brutalną rzeczywistością. Przemyślenia, emocje, niespieszne tempo akcji, pierwszoosobowa narracja. Do tego siedem epilogów rozpoczynających (tak, rozpoczynających, nie pomyliłam się!) kolejne odsłony historii, opowiedzianych z perspektywy trzecioosobowej, gdzie poznajemy postać emerytowanego nauczyciela Adama „Wieszcza” Mackiewicza, którego rola w sprawie jest nieodgadniona.

 

„Słowa ulatują, a uwięzione w wyrazach litery zostają.”

 

To kolejny po „Zabij mnie, tato” thriller kryminalno-psychologiczny ze Zdzisławem Mokryną w roli głównej. Pojawia się pytanie, czy można te książki czytać odrębnie, bez zachowania ciągłości? Zapewne można, ale polecam zachować chronologię, choćby z uwagi na samego „Mokrego”, którego rys psychologiczny ewoluuje pod wpływem zdarzeń w jego otoczeniu. Nie sposób w pełni zrozumieć jego przemyśleń w Nowej Żernicy tuż po przeprowadzce, czy niecodziennych zainteresowań małego Kazika Porabczuka, gdy nie wie się, co wydarzyło się w Rykowie.  

 

Stefan Darda w absolutnie doskonałej formie! Niech nie zmyli Was brak pośpiechu i mnóstwo przemyśleń bohatera, bo właśnie w tym tkwi klucz do prawdziwych chwil grozy i niepokoju czającego się tuż za plecami. Niezdecydowanie bohatera, zarówno w drobnych, jak też w całkiem ważnych sprawach, stanowi tu o jego naturalności, bliskości i autentyczności. Tak łatwo wejść w jego skórę lub stać tuż obok. Stefan po raz kolejny udowadnia swój kunszt w przekonującym budowaniu portretu postaci.

 

Zakończenie tej części „Nie zawiedź mnie, tato” pozostawia czytelnika ze słowami: „ale, jak to?”, pustką i oczekiwaniem na więcej. Zagadka, zagadka, zagadka… I nauka cierpliwości. Cały Darda! Cóż, niezmiennie uważam, że można w ciemno sięgać po kolejne historie spod pióra Stefana. To gwarancja doskonale spędzonego czasu, wejścia w intrygującą opowieść, wielu życiowych, przydatnych przemyśleń i niepodrabialnych emocji. Krótko mówiąc, dardyzm wciąga!

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-8252-047-7
Premiera: 15 maja 2024

« Starsze wpisy