Stefan Darda „Nie zawiedź mnie, tato” Czarna Owca

Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy.

 

Mały Ryków w centralnej Polsce i ciąg tragicznych zdarzeń, które miały tam miejsce, pozostawiły trwały ślad w Zdzisławie Mokrynie, emerytowanym funkcjonariuszu Biura Spraw Wewnętrznych. Przeprowadzka w Bieszczady to pierwszy krok do osiągnięcia wewnętrznej równowagi. Dom po Sokalskiej, na który natrafił w Nowej Żernicy, jest idealny do zapuszczenia korzeni w nowym miejscu. Kupił go od ekscentrycznego malarza Eugeniusza Marii Nowakowskiego za naprawdę niewielkie pieniądze. Teraz problemem mogą być zasypane drogi albo brak zasięgu telefonii komórkowej, co przy poprzednich kłopotach wydaje się być pestką.

 

Los jednak chciał inaczej. „Mokry” otrzymuje wiadomość z Czemian na Podlasiu, gdzie mieszka jego wujenka Emilia. Zlepek niejasnego przekazu wskazuje, że wujenka zmarła, a to oznacza jedno: pilny powrót do Czemian. To początek perypetii bohatera, bo wszystko wskazuje na to, że wujenka nie zmarła naturalną śmiercią i, co gorsze, Zdzisław jest podejrzany o związek z tym zabójstwem.

 

„Czasem długi zaciągnięte w jednym miejscu spłaca się zupełnie gdzie indziej i komuś całkiem innemu.”

 

Czemiany nad Wydrą to szereg wspomnień z młodzieńczych lat. Retrospekcje przychodzą nieproszone, a senne wizje dają wyraźne znaki. Spotkanie starych przyjaciół: Olgi „Olo” Jastrzębskiej i Piotra „Lasso” Lasoty okazuje się brzemienne w skutki. Mokryna chyba długo zabawi na Podlasiu, bo nieformalne śledztwo  w sprawie wstrząsających zdarzeń w miasteczku gmatwa się coraz bardziej. Ambiwalentne emocje i uczucia wezmą górę nad rozsądkiem, a chęć dotarcia do prawdy przyćmi wewnętrzny głos szepczący, by trzymać się z daleka od kolejnych kłopotów.

 

„Szkoda, że wtedy, jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy jak pień.”

 

„Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy”. Miej oczy szeroko otwarte, bo w codzienności i drobnych zdarzeniach może się kryć znacznie więcej, niż przewidywalność i proza życia. Nie zawsze to, co w ocenie innych jest oczywiste, naprawdę takim było. Czasem wystarczy się pochylić po nic nieznaczący drobiazg, który może zmienić dalsze życie wielu osób.

 

Wyrzuty sumienia, wahanie, niepewność, chęć naprawienia zła, tkwienie w wyidealizowanym obrazie własnej przeszłości i starcie z brutalną rzeczywistością. Przemyślenia, emocje, niespieszne tempo akcji, pierwszoosobowa narracja. Do tego siedem epilogów rozpoczynających (tak, rozpoczynających, nie pomyliłam się!) kolejne odsłony historii, opowiedzianych z perspektywy trzecioosobowej, gdzie poznajemy postać emerytowanego nauczyciela Adama „Wieszcza” Mackiewicza, którego rola w sprawie jest nieodgadniona.

 

„Słowa ulatują, a uwięzione w wyrazach litery zostają.”

 

To kolejny po „Zabij mnie, tato” thriller kryminalno-psychologiczny ze Zdzisławem Mokryną w roli głównej. Pojawia się pytanie, czy można te książki czytać odrębnie, bez zachowania ciągłości? Zapewne można, ale polecam zachować chronologię, choćby z uwagi na samego „Mokrego”, którego rys psychologiczny ewoluuje pod wpływem zdarzeń w jego otoczeniu. Nie sposób w pełni zrozumieć jego przemyśleń w Nowej Żernicy tuż po przeprowadzce, czy niecodziennych zainteresowań małego Kazika Porabczuka, gdy nie wie się, co wydarzyło się w Rykowie.  

 

Stefan Darda w absolutnie doskonałej formie! Niech nie zmyli Was brak pośpiechu i mnóstwo przemyśleń bohatera, bo właśnie w tym tkwi klucz do prawdziwych chwil grozy i niepokoju czającego się tuż za plecami. Niezdecydowanie bohatera, zarówno w drobnych, jak też w całkiem ważnych sprawach, stanowi tu o jego naturalności, bliskości i autentyczności. Tak łatwo wejść w jego skórę lub stać tuż obok. Stefan po raz kolejny udowadnia swój kunszt w przekonującym budowaniu portretu postaci.

 

Zakończenie tej części „Nie zawiedź mnie, tato” pozostawia czytelnika ze słowami: „ale, jak to?”, pustką i oczekiwaniem na więcej. Zagadka, zagadka, zagadka… I nauka cierpliwości. Cały Darda! Cóż, niezmiennie uważam, że można w ciemno sięgać po kolejne historie spod pióra Stefana. To gwarancja doskonale spędzonego czasu, wejścia w intrygującą opowieść, wielu życiowych, przydatnych przemyśleń i niepodrabialnych emocji. Krótko mówiąc, dardyzm wciąga!

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-8252-047-7
Premiera: 15 maja 2024

Aleksandra Muraszka „Swallow. Nadzieja matką głupich” Jaguar

Odkrywając prawdę.

 

Nie da się ciągle uciekać przed rzeczywistością. Przychodzi czas, ze trzeba się z nią zmierzyć. To wyzwanie, ale warte zachodu, bo tylko w ten sposób można uwolnić  się od jarzma bolesnej przeszłości.

 

Haelyn po bolesnych zdarzeniach z Rionem, wciąż przeżywa to, co się zdarzyło. Wspomnienia są żywe, ogniste, realne. Nie sposób wyzwolić się z tych obrazów. W retrospekcji tak wiele miejsca na realną tęsknotę. Nadzieja matką głupich, ale to ona dodaje okruchów sił do walki. Nostalgia wprowadza dziewczynę w dziwny stan, który trzyma ją marazmie. Frustracje, wątpliwości, ulotne radości i przyjaźń pozwalają utrzymać się na powierzchni. Rola Jamesa,  Miley i Travisa w tym trudnym procesie jest nie do przecenienia. Tylko co zrobić, gdy zaskoczenie odbiera powietrze, którym dotąd tak łatwo się oddychało?

 

„Życie bez Riona okazało się trudniejsze niż przypuszczałam. Ciężko mi się oddychało, gdy o nim myślałam, jakby to on swoją osobą do tej pory dawał mi powietrze.”

 

Nie brakuje tu emocji, sekretów i nieodkrytych kart, których powolne odkrywanie jest jak kręta, wyboista droga pod górę. Im bliżej szczytu, tym więcej prawd, które wcale nie prosiły się by je odkrywać. Szereg wspomnień składają się w całość, która ostatecznie zaskakuje i budzi apetyt na więcej. Muraszka wie, jak stopniować napięcie i sprawić, czy już chciałoby się trzymać w ręku trzecią odsłonę serii.

 

Seria „Swallow” to coś więcej nić powieści obyczajowe z wątkiem psychologicznym w tle. To podróż do młodzieńczych serc i umysłów, w których kryje się tak wiele niewiadomych, że aż zapiera dech w piersiach. Bo młodość tonie tylko stereotypowa beztroska, ale również cały wachlarz przeżyć, z którymi nie tak łatwo żyć.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 592
ISBN: 978-83-8266-389-1
Premiera: 15 maja 2024

Ernest Hemingway „Wyspy na Golfsztromie” Marginesy

Opowieść o stracie.

 

Rzecz dzieje się na karaibskiej wyspie, gdzie Hemingway rzeczywiście mieszkał między 1935 a 1937 rokiem. Bajecznie spokojna zatoka o krystalicznie czystej wodzie kontrastuje ze stałym poczuciem zagrożenia, rychłej straty, katastrofy, która niebawem może nastąpić. Rajska wyspa ma bowiem ambiwalentny wymiar, zupełnie jak ludzkie życie. Piękno, spokój, bezpieczeństwo mogą być ulotne, a w ich miejsce tak szybko może wejść lęk, realne zagrożenie, smutek.

 

Głównym bohaterem jest Thomas Hudson, malarz żyjący spokojnie na wyspach Bimini. Kiedy przybywają do niego trzej synowie, powracają wspomnienia i niegdyś podjęte decyzje. Hudson dotąd żył spokojnie, zgodnie z rytmem przyrody i naturalnych zjawisk. Kiedy chłopcy przybywają na wyspy, znów pojawia się strach. Atmosfera ulega diametralnej zmianie. Niby jest radośnie, beztrosko, rodzinie, ale gdzieś z tył, tuż za plecami czuć oddech straty.

 

Powieść podzielona jest na trzy części: Bimini, Kuba i Na morzu. W każdej z tych części pojawia się motyw straty. Rychłe zmiany są wyczuwalne, a niepokój kreuje kolejne zdarzenia. Przejmujące są emocje, które zawarł w tej książce Hemingway. Co ciekawe, nie ma tu elementu kobiecego. Każda z części to kolejne etapy życia bohatera, który ewoluuje od refleksyjnego artysty do mężczyzny, który ogarnięty jest poczuciem straty i bolesnych decyzji.

 

„Wyspy na Golfsztromie” to ostatnia książka Hemingwaya, która została wydana dziewięć lat po jego samobójczej śmierci. Czy można ja odczytywać jako swoistego rodzaju rozliczenie z życiem? Nowy przekład zasługuje na uznanie. Jak każde dzieło Hemingwaya zasługuje na niespieszne czytanie, bo tak wiele treści można odnaleźć między słowami.

 

Oprawa: twarda
Liczba stron: 568
ISBN: 978-83-6799-694-5
Przekład: Jakub Jedliński
Premiera: 17 kwietnia 2024

Gabriela Gargaś, Alina Adamowicz „Nie czekaj już dłużej” W.A.B

Przepis na życie.

 

 Czasem bywa tak, że za dużo daje się życiu, a nic nie bierze się w zamian. To przytłacza, wywołuje marazm i obojętność. Również w związku dwojga ludzie nie ma wtedy miejsca na euforię. Zapytacie, ale po co euforia w codzienności? Może po to, żeby nie zwariować? Czy prawdziwa miłość opiera się na motylach w brzuchu i niegasnącym pożądaniu? Może jednak mała stabilizacja to klucz do uczucia?

 

„Miłość nie potrzebuje wcale wzniosłych słów, zapewnień, tych wszystkich wyładowań. Może miłość faktycznie przychodzi ze spokojem, z uporządkowaniem.”

 

Laura, Beata i Edyta. Kobiety na rozdrożu. Toksyczny związek, wygasły ogień miłości i podporządkowanie innym. Codzienne życie, które może przytłoczyć. Szarość wchodząca do życia w miejsce pięknych barw. Rutyna, nuda, zależność, powtarzalność  rozmów, gestów, zachowań. Podjęcie decyzji o przewartościowaniu życia to pierwszy krok do lepszej przyszłości. czy konieczne są zmiany? A może w rutynie tkwi prawdziwy smak uczucia? Kiedy trzy przyjaciółki postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce, ich świat się zmienia. Mogą liczyć na siebie i wzajemne zrozumienie, ale czy udźwigną ciężar odpowiedzialności za własne decyzje?

 

Ta powieść jest bliska naszej codzienności, dlatego tak łatwo wejść do świata bohaterek. Ich rozterki, to nasze rozterki. Ich wybory, to decyzje, których tak często się boimy. Warto przeczytać, przemyśleć i przejrzeć się w losach postaci jak w lustrze. Autorki doskonale wykreowały postacie i włożyły w ich ręce odwagę, której tak często brakuje. Tak, to opowieść o zwykłym życiu, które często może być kanwą scenariusza do niejednego filmu obyczajowego. Polecam tę książkę Waszej uwadze.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-8319-523-0
Premiera: 13 marca 2024

Aneta Kisielewska „Widmo przeszłości” Zysk i S-ka

Recenzja patronacka

 

W mackach strachu.

 

Obezwładniający strach może być głównym prześladowcą codzienności. Ten strach bierze się z niewiadomej, a niewiadoma z domniemań. Stąd już tylko krok od szaleństwa.

 

Klara miała zaledwie szesnaście lat, gdy została zupełnie sama. Jedna kłótnia, jeden późniejszy powrót z suto zakrapianej alkoholem imprezy, jedna złość na rodziców, którzy wciąż chcieli mieć nad nią kontrolę. Jedno zniknięcie, które przez lata nie znajduje wyjaśnienia i jedna trauma nie dająca się wyleczyć.

 

Minęło szesnaście długich lat, a Klara wciąż nie wie, co stało się z jej rodzicami i siostrą. Pozornie jest szczęśliwa u boku męża. Mała córeczka Tosia i piękny dom dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Tak naprawdę Klara wciąż tkwi w mackach strachu, który ją obezwładnia, rozkłada na łopatki, paraliżuje. Terapia nie daje oczekiwanych rezultatów, a nawiedzające ją koszmary zapędzają do ślepego zaułka. W dodatku ktoś stale obserwuje ich dom, a wewnątrz pojawiają się pamiątki z przeszłości. Jak ułożyć układankę z nieistniejących elementów?

 

Tajemnice z przeszłości, niewiadoma, śledztwo prowadzone drobnymi kroczkami i wizje, które naprowadzają na właściwy trop. Oto debiut Kisielewskiej. Autorka zdecydowanie pochyliła się nad warstwą psychologiczną fabuły, ale troszkę zabrakło doświadczonego pazura, który wodzi czytelnika za nos. Za to jest drugie dno i napięcie, które daje o sobie znać. Każda z postaci ma coś do powiedzenia, więc łatwo wciągnąć się w wir zdarzeń.

 

Problem traumy wyniesionej z wczesnej młodości i pytania pozostające przez lata bez sensownych odpowiedzi kładą się cieniem na życiu bohaterki i trudno się temu dziwić. Tu ukłony w stronę Autorki, której nie zabrakło charyzmy, by poprowadzić psychologiczne wątki do końca. Podobnie jak Klara z determinacją kroczy przed siebie, by wreszcie odkryć całą prawdę. Wciągająca lektura, która mimo drobnej przewidywalności jest bardzo przyjemna w odbiorze. Macie odwagę wejść do świata strachu i ciemnych plam przeszłości?

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-8335-242-8
Premiera: 14 maja 2024

« Starsze wpisy Recent Entries »