23 lutego 2018

Fragment 2 książki Anety Krasińskiej „Pragnienia Elżbiety”

Pragnienia_Elzbiety-504x776

Lena

 

Spojrzała na stojące na biurku zdjęcie, na którym stała obok ojca, gdy po raz pierwszy przyjechał ją odwiedzić w Warszawie. Obejmo­wali się, uśmiechając się do siebie. Miała wtedy dziesięć lat. W tle widać było fragment szarej budowli, którą doskonale zapamiętała od pierw­szej chwili, gdy przybyła do stolicy z Otwocka. Wtedy Pałac Kultury przerażał ją swą wielko­ścią; dzisiaj jakby zmalał, a może po prostu przyzwyczaiła się do jego widoku. Lecz choć minęły cztery lata, odkąd zabrano ją od rodzi­ców, wciąż za nimi tęskniła i wierzyła, że kiedyś znowu wróci do Otwocka.

Gdy usłyszała, że obiad jest gotowy, podnio­sła się z łóżka i poszła do kuchni. Pozostałe dzieci, które mieszkały razem z nią w rodzinie zastępczej, właśnie wróciły z półkolonii, organi­zowanych przez jedną z pobliskich szkół, i roze­mocjonowane opowiadały o dzisiejszej wyprawie na basen. Lena zdawała się nie słuchać ich pa­planiny. Przyzwyczaiła się do hałasu, który po­jawiał się wraz z ich powrotem do domu, dlatego tym bardziej doceniała chwile, gdy zostawała sama i mogła wsłuchać się w ciszę.

– Lenko, może w czwartek przyjdziesz do mnie do pracy i razem pojedziemy do ośrodka na pierwszą rehabilitację? – zaproponowała Halina, nakładając na swój talerz sałatkę z pomidorów.

Lena kiwnęła głowa, nie podnosząc wzroku znad talerza. Nabijała na widelec ziemniaki na zmianę z kotletem.

– Jak spędziłaś dzień? – włączył się do roz­mowy Jacek, oblizując wąsy. Od niedawna był ich dumnym posiadaczem.

– Trochę ćwiczyłam – odparła Lena bez entu­zjazmu, mając nadzieję, że w końcu przestaną skupiać na niej uwagę.

Z pomocą przyszły jej młodsze dzieci, które po chwili zdominowały rozmowę.

Kiedy skończyli jeść, Lena pomogła przy sprzątaniu ze stołu, a następnie wróciła do swo­jego pokoju. Położyła się na łóżku i spróbowała skupić na czytaniu, jednak nie była w stanie. Jej wzrok znowu spoczął na zdjęciu ojca. Tak bardzo chciałaby się teraz do niego przytulić i usłyszeć, że wszytko będzie dobrze. Takie mia­ła wyobrażenie prawdziwej rodziny, tyle że nie jej. Nerwowo zacisnęła pięści i na nowo rozpro­stowała palce, jakby zbierała się w sobie, prze­konując się do pomysłu, który nagle jej zaświtał.

Pospiesznie złapała telefon i wybrała numer.

– Halo – odezwał się ojciec zaspanym głosem.

– Cześć, tato – zaczęła, uśmiechając się do siebie. – Dawno nie dzwoniłeś.

– Tak? – spytał zaskoczony. – Wydawało mi się, że dopiero co rozmawialiśmy.

– W ubiegłym tygodniu – przypomniała, choć nie chciała robić mu wyrzutów z tego powodu, dlatego zmieniła temat: – Jak się czujesz?

– Raz lepiej, raz gorzej, ale dramatu nie ma – oświadczył, jakby chciał ją uspokoić.

– Dawno się nie widzieliśmy. – Lena nie potrafi­ła ukryć smutku. – Może mógłbyś mnie odwiedzić?

– Tylko jak mam się dostać do Warszawy? – gderał. – Na wózku trudno mi się poruszać po mieście, a bez niego sobie nie poradzę.

Doskonale znała tę wymówkę i za każdym razem podsuwała to samo rozwiązanie.

– Mogłabym poprosić pana Jacka, żeby po cie­bie pojechał – zaproponowała, nerwowo skubiąc rozdwojone końcówki ufarbowanych włosów.

– Nie będę robił problemu obcym ludziom – oburzył się ojciec, jakby zaproponowała mu wyprawę na księżyc. – Wystarczy, że muszą się tobą zajmować.

Na chwilę zmilkła, usiłując zrozumieć, co miał na myśli. Zrobiło jej się przykro, że w tym, co mówił, zabrakło wdzięczności dla ludzi, któ­rzy starali się zapewnić jej opiekę i normalne życie, a przynajmniej jego namiastkę. Wiedzia­ła, że nigdy nie będzie mówić o normalności, dopóki nie będzie miała prawdziwej rodziny.

Nie miała na to szans w domu, który zapamię­tała z dzieciństwa.

Do dzisiaj pamiętała, jak matka wysłała ją na zakupy. Miała wtedy nie więcej niż sześć lat, a na długiej liście sprawunków znalazły się pa­pierosy. Sklepowa doskonale wiedziała, że to dla matki, ale uparła się i nie chciała sprzedać. Kie­dy Lena wróciła do domu, matka natychmiast spytała o papierosy. Lena pamiętała jej niena­wistny wzrok, który mógłby przestraszyć nie­jednego dorosłego, i wściekłość, gdy wyzywała ją od nieudaczników. Dziewczynka schowała się pod stołem w kuchni i z całych sił przycisnęła dłonie do uszu, ale krzyk matki i tak przenikał do jej umysłu. Drżała nawet wtedy, gdy ojciec wrócił do domu i wyciągnął ją spod stołu. Nie była wówczas w stanie wydusić z siebie ani jed­nego słowa. Bała się cokolwiek zrobić czy powie­dzieć, by nie narazić się na gniew matki. Stała przed ojcem ze spuszczonym wzrokiem, a tuż za nim sterczała rozjuszona matka, skarżąc się na nią i nie przebierając w słowach. Do Leny do­cierało głównie jedno słowo: nieudacznik… Tak bardzo wierzyła wtedy matce, że wreszcie sama zaczęła tak o sobie myśleć.

Wreszcie zebrała się w sobie i udając, że nie słyszała poprzednich słów ojca, powiedziała:

– Niedługo zaczyna się szkoła i nie będziemy mieli okazji się spotkać aż do świąt…

– Przecież to szybko zleci i nawet się nie obej­rzysz, kiedy do mnie przyjedziesz – oświadczył, a Lena natychmiast wyczuła w jego głosie igno­rancję, której tak bardzo nienawidziła.

Wstała i zaczęła kuśtykać po pokoju. Usiło­wała znaleźć argumenty, które mogłyby skłonić ojca do zmiany decyzji, jednak podświadomie zdawała sobie sprawę, że to nierealne.

Ojciec od dawna był więźniem we własnym domu. Zamiast wyjść, porozmawiać z sąsiada­mi, iść na spacer, zasiadał przed telewizorem i całe dnie oglądał coraz bardziej ogłupiające programy telewizyjne. Odkąd zaczęła do niego przychodzić pracownica z ośrodka pomocy spo­łecznej i robić mu zakupy, nie wyściubił nosa z domu. Wyjątkiem były wizyty u lekarza, choć ostatnio wspominał, że i z tym sobie poradził, zamawiając wizyty do domu.

W jaki sposób miała go przekonać, by przy­jechał? Powinna powiedzieć, że czuje się samot­na, że oddałaby wszystko, by móc zamieszkać z nim w Otwocku? Być może zrozumiałby, jak bardzo za nim tęskni, gdyby zobaczył swoje zdjęcie, które stało na jej biurku? Może gdyby się przyznała, że jakiś mężczyzna ją prześladu­je i nęka telefonami, ojciec przestałby być taki nieprzejednany?

Przegrała.

Straciła nadzieję.

Samotność była jej przeznaczeniem.

 

Kolejny fragment książki już jutro. Zapraszam.

 

Fragment książki Anety Krasińskiej „Pragnienia Elżbiety”

 

Za pięć dni premiera książki „Pragnienia Elżbiety” autorstwa Anety Krasińskiej. Aby pobudzić literacki apetyt na tę książkę, zapraszam do zapoznania się z fragmentami. Dziś pierwszy z nich 🙂 Miłej lektury.

 

Pragnienia_Elzbiety-504x776

Kalina

 

W kuchni nastawiła wodę na herbatę i za­brała się za krojenie chleba. Jak każdego dnia nie miała ochoty na śniadanie, ale przestała walczyć z Kamilem, który wciąż jej powtarzał, że musi jeść.

Kiedy kilka minut później wszedł do kuchni ubrany w popielaty garnitur i śnieżnobiałą ko­szulę, śniadanie już na niego czekało. Kalina usiadła naprzeciwko i obserwowała, jak nad­gryza pierwszą kromkę chleba.

– Nie będę jadł sam – ponaglił ją.

– Wiem – odparła z wyraźną rezygnacją w głosie.

– Smacznego.

– Nawzajem. – Sięgnęła po kanapkę.

Uszczknęła niewielki kęs i przez chwilę żuła go, zupełnie nie czując smaku.

– Może wyjdziesz na spacer? – zaproponował Kamil, patrząc na nią z troską. – Zapowiada się ładny dzień.

– Może – rzekła bez przekonania.

– Spróbuj spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu – zachęcił, choć w jego głosie po­brzmiewała nutka rezygnacji.

– Postaram się – obiecała niechętnie.

– Biegnę, kochanie, żebym się nie spóźnił – oświadczył, próbując odzyskać spokój ducha. – Jeszcze tylko cztery dni, a później nie będę już musiał przed nikim się tłumaczyć.

– Zasłużyłeś na to. – Podniosła głowę znad talerza. – Będziesz świetnym szefem, mę­żem już jesteś, tylko masz beznadziejną żonę – dokończyła.

– Jeśli jeszcze raz coś takiego usłyszę, to obiecuję, że…

– Zostawisz mnie? – spytała natychmiast, a jej dolna warga zaczęła lekko drżeć.

– Nie licz na to. – Ukląkł przed nią i ukrył jej dłonie w swoich. – Nigdy tak o mnie nie myśl, bo sprawiasz mi ogromną przykrość.

– Przepraszam – zaczęła. – Ostatnio tylko to potrafię.

– Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie, że mógłbym cię stracić. Nie­ważne, co się stanie, jesteśmy razem i wspólnie przez to przejdziemy. – Mocno ją objął i pocało­wał w czubek głowy.

Szybko przywarła do jego ciała. Nawet przez koszulę i marynarkę poczuła ciepło i na­pięte mięśnie. Chciała tak trwać jak najdłużej, jednak czas ponaglał, dlatego po chwili bez słowa się odsunęła i podeszła do zlewu, by umyć naczynia.

– Do zobaczenia wieczorem!

– Cześć – odparła, nie odrywając wzroku od łyżeczki, którą właśnie płukała.

Kiedy drzwi trzasnęły, zapanowała komplet­na cisza. Kalina przyzwyczaiła się do samotno­ści. Mogła wtedy odpoczywać, choć nigdy tego nie robiła, mogła przemyśleć swoje położenie, choć nie dawało jej to nowych perspektyw. Mo­gła też snuć plany na przyszłość, choć nie wi­działa w tym celu.

Od momentu, gdy wyszła ze szpitala, myśla­ła o tym, by spotkać się z dwoma ofiarami wy­padku. Wiedziała od policjantów prowadzących śledztwo, że starsza kobieta w ciężkim stanie wciąż przebywa w szpitalu na ulicy Banacha w Warszawie, nastolatka zaś po kilkudniowym pobycie na oddziale ortopedycznym ze złama­niem kości piszczelowej w lewej nodze i kilkoma otarciami opuściła szpital i powróciła do opie­kunów. Właśnie ta ostania informacja nie da­wała jej spokoju. Zastanawiała się, ile musiała znieść tak młoda osoba w swoim krótkim życiu, a teraz jeszcze wypadek.

Kalina wiedziała, że nie ma prawa burzyć spokoju którejkolwiek z kobiet, ale czuła, że dłużej nie zdoła się przed tym bronić. Jej serce drżało, gdy wyobrażała sobie, ile bólu im spra­wiła. Wiedziała, że dopóki nie stawi temu czoła, nie odzyska spokoju.

Wyszła do przedpokoju. Na moment zawie­siła wzrok na swoim odbiciu w lustrze. Zbyt długie blond włosy bezładnie opadały na czo­ło, zasłaniając piwne oczy. Cera pozostawała blada mimo letnich upałów. Choć ostatnio się nie ważyła, to i bez tego potrafiła stwierdzić, że schudła kilka kilogramów. Kości policzkowe uwydatniły się, dodając jej twarzy kilka dodat­kowych lat. Odruchowo dotknęła brzucha, który wciąż był płaski.

Weszła do salonu i zaczęła nerwowo prze­szukiwać górną szufladę stojącej w rogu ko­mody. Po chwili odnalazła kopertę, która kilka tygodni temu była biała. Teraz jej kolor balan­sował pomiędzy beżowym z wyraźnymi ślada­mi odcisków palców a brunatnym od plam po kawie. Wysunęła z niej kilka połączonych ze sobą czarno-białych kartoników. Przez dłuż­szy czas się w nie wpatrywała. Niewielka sza­ra kropka w centralnej części wydruku przez niewprawionego obserwatora mogłaby nie zo­stać dostrzeżona. Ona jednak wiedziała, czym, a w zasadzie kim była. Doskonale pamiętała chwilę, gdy podczas badania USG doktor Sta­chlewski potwierdził to, o czym od pięciu lat marzyła. Wreszcie miała szansę poczuć się matką i ta myśl sprawiła jej nieopisaną ra­dość, której zdawało się, że nic nie jest w sta­nie przyćmić. Oczyma wyobraźni widziała, jak jej dziecko się do niej uśmiecha, zachłannie wyciąga swoje małe, pulchne rączki, by się przytulić. Chciała je objąć, osłonić przed całym światem, ale to marzenie nie miało już szans na spełnienie.

Nie czuła, gdy bezradnie osunęła się na podłogę. Z rąk wysunęły się wydruki ultraso­nografu, które były jedynym dowodem, że nie oszalała i nie wymyśliła sobie istnienia dziecka. Przez chwilę jej ciało drżało z zimna, a może z emocji, po czym poddało się konwulsjom, połączonym z coraz głośniejszym szlochaniem. Nie była w stanie zapanować nad uczuciami, które rozdzierały jej duszę na coraz mniejsze kawałki. Czuła się jak pogrążona w spazma­tycznym tańcu, napędzanym przez cierpienie, z którym nie potrafiła się uporać.

Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, ile minęło czasu. Starannie złożyła plik kartek i wsunęła je z powrotem do koperty. Całość ukryła w szu­fladzie pod obrusami. Nigdy nie przyznała się przed Kamilem, że posiada wydruki z ultraso­nografu. To było coś, co należało wyłącznie do niej, co sprawiało, że choć przez moment czuła, że jej życie nabrało znaczenia.

Kalina nie miała siły marzyć. W jej głowie panował chaos, a myśli podążały w dwóch kie­runkach: ku ofiarom wypadku i ku nienaro­dzonemu dziecku, jednak obydwie sprawy na końcu splatały się ze sobą w jedno słowo: ból.

 

Premiera książki Anety Krasińskiej „Pragnienia Elżbiety” z cyklu „Małe tęsknoty” 27 lutego 2018. Patronat medialny „Książki w eterze”.

Mari Jungestedt „Zawiedzione nadzieje” Bellona

zawiedzione-nadzieje

Gdzie jest klucz do rozwiązania sprawy?

 

Jak to możliwe, że ostatnie zdanie w powieści wbija w fotel? Zapraszam do literackiego świata Mari Jungestedt.

 

Rzecz dzieje się w Szwecji. W jednym z turystycznych bungalowów w miejscowości kurortowej zostaje znaleziona martwa kobieta. Pierwsze podejrzenie pada na jej męża, który nagle zniknął. Czy to on zabił? Po odnalezieniu, mężczyzna zupełnie nie pamięta zdarzeń z feralnego dnia. Był tak zamroczony alkoholem, że ostatnie wspomnienie o żonie dotyczy kłótni w taksówce, którą wracali do domu po imprezie. Co wydarzyło się później? Czy jest możliwe, by mąż brutalnie zamordował żonę i nic nie pamiętał? Były detektyw, Kristian Wede, próbuje rozwikłać te sprawę. W tropieniu wszelkich śladów pomocna jest dziennikarka Sara Moberg. Jeszcze większy znak zapytania pojawia się, gdy spokojną wyspą wstrząsają kolejne zabójstwa. Gdzie jest klucz do rozwiązania sprawy?

 

Fenomenalna powieść kryminalna z dużym ładunkiem emocji i psychologicznych zależności. Nie można być pewnym żadnego rozwiązania. Autorka genialnie myli trop i intryguje do ostatniego zdania. Ba! Właśnie w ostatnim zdaniu zasiewa totalny niepokój. Mówią, że Mari Jungestedt to mistrzyni szwedzkiego kryminału. Mają rację. Polecam.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 488
ISBN: 978-83-111-5286-1
Premiera: 18 stycznia 2018

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona.

Maz Evans „Kto wypuścił bogów?” Wydawnictwo Literackie

kto wypuscil bogow

Przedpremierowo

 

Prawdziwi bohaterowie.

 

Mityczni bogowie we współczesnych realiach plus Rada Zodiakalna prosto z gwiazd. A do tego dwunastolatek, nie do końca zwyczajny, bo z bagażem emocjonalnych doświadczeń.

 

Prawdziwi bohaterowie rodem z greckich mitów stykają się tu z nowoczesnością i całkiem nieźle sobie z nią radzą! Zodiakalne znaki też mają sporo do powiedzenia i działają według ściśle określonego planu. Elliot odnajduje się w tym towarzystwie wyśmienicie i przeżywa niezwykłe przygody. Tylko w tej książce spotkacie Charona prowadzącego firmę transportową, Afrodytę jako współczesną, prężną bizneswoman i wyluzowanego, ale bardzo uwodzicielskiego Zeusa.

 

To doskonała alternatywa dla współczesnych miłośników dobrej, klasycznej opowieści w wydaniu, które jest na tyle przystępne, że nie nudzi! Brawo dla autorki za pokłady wiedzy i udaną próbę przekazania młodym ludziom istotnej wiedzy dotyczącej mitologii oraz cech i atrybutów wyróżniających konkretnych bogów, a nawiązań do klasyków znajdziecie tu znacznie więcej. Element zagadki i rywalizacji dopełnia kielich z literacką ambrozją. Warto przeczytać. To książka inna niż wszystkie.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-08-06453-5
Premiera: 28 lutego 2018

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Hanna Greń „Wilcze kobiety” Replika

Wilcze_kobiety

Wentyl bezpieczeństwa.

 

Ryzykowne jest bycie dziewczyną gangstera, bo wcześniej czy później, ktoś dobierze się jej do skóry. Ale to nie powód, by się poddawać, gdyż właśnie wtedy trzeba szukać wygodnego wentylu bezpieczeństwa. Ato wymaga kilku trików stricte psychologicznych.

 

Praca nad zdekonspirowaniem grupy przestępczej jest mozolna i wymagająca. Komisarz Laszczak i komisarz Then wykazują sporo cierpliwości w odkrywaniu kolejnych tropów. Zatrzymanie szefa gangu to nie wszystko. Tylko uzyskanie konkretnych informacji od ogniw szajki, pomoże skazać przestępcę. Niestety, jeden z głównych świadków zostaje zamordowany, a przesłuchiwana Unisława Sarat, kochanka Pastora, czyli szefa gangu, znika bez śladu. Każdy dzień oddala od niezbędnych drobiazgów, które mogłyby przyczynić się do skazania Pastora. Czy to Una zabiła Sieradzkiego, by nie powiedział zbyt wiele? Czy stać ją na taką bezwzględność? A może jest jeszcze ktoś, komu zależy na prawdziwie przestępczym wyrównaniu rachunków? Podłoże działań bohaterów może mieć podwójne i znacznie głębsze dno, niż wskazują na to pozory.

 

Tę powieść autentycznie czyta się jednym tchem. Charakterni bohaterowie, wyśmienite tempo akcji i budowanie sensacyjnego napięcia aż do ostatniej strony, a na dodatek prawdziwie polskie realia stanowiące tło akcji. Są też wilki. Ale to już zupełnie inna historia…

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-7674-669-2
Premiera: 30 stycznia 2018

Podziękowania dla Wydawnictwa Replika.

« Starsze wpisy Recent Entries »