Kryminał

Wojciech Wójcik „Jęk zamykanych bram” Zysk i S-ka

Szukając odpowiedzi.

 

Niebezpieczne związki, ukryte relacje, sekrety, mroczne zakamarki stolicy i zagadki, które skrywa ciemność.

 

Warszawski klub Trzynastka to popularne miejsce nie tylko dla amatorów dobrej zabawy, ale także warszawskiego półświatka. To tu przecinają się drogi zarówno studentów, jak też osób mających sporo za uszami. Klubem kieruje Mecenas, nietuzinkowa i dość tajemnicza postać.

 

Kiedy Arek Maj, ochroniarz Trzynastki, zostaje brutalnie pobity i trafia do szpitala, zaczyna się ciąg nieprzewidywalnych zdarzeń. Niebawem inny pacjent znajduje Maja z poderżniętym gardłem. Dyżurująca lekarka postanawia zawiadomić bliskich pacjenta, ale okazuje się, że jedyna z osoba z kontaktu zaginęła jakiś czas temu. Zagadki się mnożą, do głosu dochodzą przez lata skrywane lęki i sekrety. Kim był Arek Maj? Co ukrywa Mecenas? Jak dotrzeć do prawdy? W śledztwo angażuje się policjant Mateusz Krysiak. Do bliskich Arka próbuje dotrzeć Edyta, kelnerka z Trzynastki, której Maj tuż przed śmiercią powierzył sporą ilość gotówki.

 

Wielowątkowość i mnogość postaci nieźle mieszają w głowach czytelników, ale finalnie wszystko trafia na swoje miejsce i zdecydowanie zaskakuje nićmi powiązań. Bohaterowie są skrajnie różni i mają różne motywacje w docieraniu do prawdy, co dodaje fabule niewątpliwego kolorytu. Doświadczenie miesza się tu z naiwnością, a nieoczywistość z emocjonalną głębią. Czego chcieć więcej od kryminału? Nie brakuje napięcia, dreszczu niepokoju i tajemnic odkrywanych po wielu latach. W opisach możecie liczyć na sugestywność, więc niejednokrotnie wchodzi się w duszną atmosferę miejsc i zdarzeń.

 

„Jęk zamykanych bram” zapewnia dobrze spędzony czas. Intryguje, wciąga i zastanawia. Porusza ciekawe wątki zarówno społeczne, jak też psychologiczne. Szukając odpowiedzi natkniecie się na błędne tropy, ślepe uliczki i zakamarki ludzkiej psychiki, która może zaskakiwać. Tak to już jest, że zwykle najciemniej pod latarnią.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-8335-206-0
Premiera: 23 kwietnia 2024

Stefan Darda „Nie zawiedź mnie, tato” Czarna Owca

Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy.

 

Mały Ryków w centralnej Polsce i ciąg tragicznych zdarzeń, które miały tam miejsce, pozostawiły trwały ślad w Zdzisławie Mokrynie, emerytowanym funkcjonariuszu Biura Spraw Wewnętrznych. Przeprowadzka w Bieszczady to pierwszy krok do osiągnięcia wewnętrznej równowagi. Dom po Sokalskiej, na który natrafił w Nowej Żernicy, jest idealny do zapuszczenia korzeni w nowym miejscu. Kupił go od ekscentrycznego malarza Eugeniusza Marii Nowakowskiego za naprawdę niewielkie pieniądze. Teraz problemem mogą być zasypane drogi albo brak zasięgu telefonii komórkowej, co przy poprzednich kłopotach wydaje się być pestką.

 

Los jednak chciał inaczej. „Mokry” otrzymuje wiadomość z Czemian na Podlasiu, gdzie mieszka jego wujenka Emilia. Zlepek niejasnego przekazu wskazuje, że wujenka zmarła, a to oznacza jedno: pilny powrót do Czemian. To początek perypetii bohatera, bo wszystko wskazuje na to, że wujenka nie zmarła naturalną śmiercią i, co gorsze, Zdzisław jest podejrzany o związek z tym zabójstwem.

 

„Czasem długi zaciągnięte w jednym miejscu spłaca się zupełnie gdzie indziej i komuś całkiem innemu.”

 

Czemiany nad Wydrą to szereg wspomnień z młodzieńczych lat. Retrospekcje przychodzą nieproszone, a senne wizje dają wyraźne znaki. Spotkanie starych przyjaciół: Olgi „Olo” Jastrzębskiej i Piotra „Lasso” Lasoty okazuje się brzemienne w skutki. Mokryna chyba długo zabawi na Podlasiu, bo nieformalne śledztwo  w sprawie wstrząsających zdarzeń w miasteczku gmatwa się coraz bardziej. Ambiwalentne emocje i uczucia wezmą górę nad rozsądkiem, a chęć dotarcia do prawdy przyćmi wewnętrzny głos szepczący, by trzymać się z daleka od kolejnych kłopotów.

 

„Szkoda, że wtedy, jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy jak pień.”

 

„Jak trzeba było widzieć, byłeś ślepy”. Miej oczy szeroko otwarte, bo w codzienności i drobnych zdarzeniach może się kryć znacznie więcej, niż przewidywalność i proza życia. Nie zawsze to, co w ocenie innych jest oczywiste, naprawdę takim było. Czasem wystarczy się pochylić po nic nieznaczący drobiazg, który może zmienić dalsze życie wielu osób.

 

Wyrzuty sumienia, wahanie, niepewność, chęć naprawienia zła, tkwienie w wyidealizowanym obrazie własnej przeszłości i starcie z brutalną rzeczywistością. Przemyślenia, emocje, niespieszne tempo akcji, pierwszoosobowa narracja. Do tego siedem epilogów rozpoczynających (tak, rozpoczynających, nie pomyliłam się!) kolejne odsłony historii, opowiedzianych z perspektywy trzecioosobowej, gdzie poznajemy postać emerytowanego nauczyciela Adama „Wieszcza” Mackiewicza, którego rola w sprawie jest nieodgadniona.

 

„Słowa ulatują, a uwięzione w wyrazach litery zostają.”

 

To kolejny po „Zabij mnie, tato” thriller kryminalno-psychologiczny ze Zdzisławem Mokryną w roli głównej. Pojawia się pytanie, czy można te książki czytać odrębnie, bez zachowania ciągłości? Zapewne można, ale polecam zachować chronologię, choćby z uwagi na samego „Mokrego”, którego rys psychologiczny ewoluuje pod wpływem zdarzeń w jego otoczeniu. Nie sposób w pełni zrozumieć jego przemyśleń w Nowej Żernicy tuż po przeprowadzce, czy niecodziennych zainteresowań małego Kazika Porabczuka, gdy nie wie się, co wydarzyło się w Rykowie.  

 

Stefan Darda w absolutnie doskonałej formie! Niech nie zmyli Was brak pośpiechu i mnóstwo przemyśleń bohatera, bo właśnie w tym tkwi klucz do prawdziwych chwil grozy i niepokoju czającego się tuż za plecami. Niezdecydowanie bohatera, zarówno w drobnych, jak też w całkiem ważnych sprawach, stanowi tu o jego naturalności, bliskości i autentyczności. Tak łatwo wejść w jego skórę lub stać tuż obok. Stefan po raz kolejny udowadnia swój kunszt w przekonującym budowaniu portretu postaci.

 

Zakończenie tej części „Nie zawiedź mnie, tato” pozostawia czytelnika ze słowami: „ale, jak to?”, pustką i oczekiwaniem na więcej. Zagadka, zagadka, zagadka… I nauka cierpliwości. Cały Darda! Cóż, niezmiennie uważam, że można w ciemno sięgać po kolejne historie spod pióra Stefana. To gwarancja doskonale spędzonego czasu, wejścia w intrygującą opowieść, wielu życiowych, przydatnych przemyśleń i niepodrabialnych emocji. Krótko mówiąc, dardyzm wciąga!

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-8252-047-7
Premiera: 15 maja 2024

Aneta Kisielewska „Widmo przeszłości” Zysk i S-ka

Recenzja patronacka

 

W mackach strachu.

 

Obezwładniający strach może być głównym prześladowcą codzienności. Ten strach bierze się z niewiadomej, a niewiadoma z domniemań. Stąd już tylko krok od szaleństwa.

 

Klara miała zaledwie szesnaście lat, gdy została zupełnie sama. Jedna kłótnia, jeden późniejszy powrót z suto zakrapianej alkoholem imprezy, jedna złość na rodziców, którzy wciąż chcieli mieć nad nią kontrolę. Jedno zniknięcie, które przez lata nie znajduje wyjaśnienia i jedna trauma nie dająca się wyleczyć.

 

Minęło szesnaście długich lat, a Klara wciąż nie wie, co stało się z jej rodzicami i siostrą. Pozornie jest szczęśliwa u boku męża. Mała córeczka Tosia i piękny dom dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Tak naprawdę Klara wciąż tkwi w mackach strachu, który ją obezwładnia, rozkłada na łopatki, paraliżuje. Terapia nie daje oczekiwanych rezultatów, a nawiedzające ją koszmary zapędzają do ślepego zaułka. W dodatku ktoś stale obserwuje ich dom, a wewnątrz pojawiają się pamiątki z przeszłości. Jak ułożyć układankę z nieistniejących elementów?

 

Tajemnice z przeszłości, niewiadoma, śledztwo prowadzone drobnymi kroczkami i wizje, które naprowadzają na właściwy trop. Oto debiut Kisielewskiej. Autorka zdecydowanie pochyliła się nad warstwą psychologiczną fabuły, ale troszkę zabrakło doświadczonego pazura, który wodzi czytelnika za nos. Za to jest drugie dno i napięcie, które daje o sobie znać. Każda z postaci ma coś do powiedzenia, więc łatwo wciągnąć się w wir zdarzeń.

 

Problem traumy wyniesionej z wczesnej młodości i pytania pozostające przez lata bez sensownych odpowiedzi kładą się cieniem na życiu bohaterki i trudno się temu dziwić. Tu ukłony w stronę Autorki, której nie zabrakło charyzmy, by poprowadzić psychologiczne wątki do końca. Podobnie jak Klara z determinacją kroczy przed siebie, by wreszcie odkryć całą prawdę. Wciągająca lektura, która mimo drobnej przewidywalności jest bardzo przyjemna w odbiorze. Macie odwagę wejść do świata strachu i ciemnych plam przeszłości?

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 288
ISBN: 978-83-8335-242-8
Premiera: 14 maja 2024

Iwona Banach „Upiór w moherze” Dragon

Moherowo, niebanalnie.

 

Upiór w moherze sterroryzował małe miasteczko, choć tak naprawdę nikt nie wiedział kim on jest. Wyobraźnia podpowiadała, że to kobieta, bo który mężczyzna założyłby moherowy beret na głowę? Chociaż… sterroryzowany Tęczów był łatwiejszy do ogarnięcia, bo ludzie w takim stanie zwykle są dziwnie spokojni. Chociaż… I jeszcze jedno: co innego wyobraźnia i sfingowany morderca, a co innego prawdziwy zabójca z niepospolitym hobby.

 

„Przecież to proste jak sto metrów żyłki w kieszeni.”

 

Kiedy nie doszło do ślubu Gabi z Piotrkiem, trzeba było wziąć się w garść. Może to i dobrze, bo życie z teściową, która wciąż trzyma za rączkę małego Piotrusia, nie zapowiadało się dobrze. Gabi znalazła pracę w bibliotece i wszystko wskazywało, że w jej życiu nastanie spokój. Bo niby co miałoby się dziać w spokojnej, przytulnej bibliotece? Tymczasem…

 

„W człowieku jest takie miejsce, w którym gnieździ się niby nieważne, malutkie „A jeżeli?”. I to sprawia, że wielu ludzi wierzy w przeróżne dziwne rzeczy, w które wierzyć nie powinni.”

 

Do biblioteki w Tęczowie przychodzi niebywały gość – Samuel Kaszak, bohater książki lokalnego autora. Ma dość dziwną prośbę, bo autor zamierza go wkrótce uśmiercić, tymczasem czekała go pierwsza w życiu scena erotyczna. Prosi o pomoc, bo bardzo zależy mu na przeżyciu miłosnych doznań.

 

Tymczasem grupa pisarek i pisarzy próbuje znaleźć sposób na promocję swoich tytułów. Sfingowane zabójstwo wydaje się słuszną ideą do momentu, gdy w miasteczku pojawia się upiór w moherze. Coś tu pachnie zbrodnią.

 

„Szopa stała. Niestety w płomieniach.”

 

Przewrotnie, zabawnie, mega inteligentnie i zadziornie. Iwona Banach w całej krasie! Uwielbiam styl Autorki, bo gwarantuje lekturę, przez którą można boki zrywać. Gra słów w wykonaniu Iwony Banach wywołuje niekontrolowane wybuchy śmiechu. Krótko mówiąc, z taką książką można przednio się bawić, a do tego dostrzec całą masę ludzkich wad, których tak wiele w nas i wokół w nas. Z dystansem, humorem i wyważoną krytyką. Świetna komedia kryminalna. Chapeau bas!

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-8274-400-2
Premiera: 13 marca 2024

M.M. Perr „Wywiad” Prozami

 

Wszyscy są winni.

 

Morderca, który potrzebuje audytorium, by poczuć pełną satysfakcję z popełnionego czynu. Poczucie winy, które chce się zmazać utartymi sloganami. Zazdrość będąca punktem zapalnym do eliminowania tych, którym powodzi się lepiej niż przeciętnie. Wywiady jak drogowskazy i śledztwo mające niejedno drugie dno.

 

W lesie nad jeziorem Zegrzyńskim zostaje odnalezione ciało Laury Jabłońskiej – znanej i lubianej dziennikarki telewizyjnej. Śledztwo prowadzi podkomisarz Robert Lew wraz z aspirantką Sonią Czech. Szybko okazuje się, że zabójstwo kobiety sukcesu to tylko zapalnik dla znacznie większej sprawy. Pojawiają się kolejne ofiary, a łączy je wpływowość oraz wywiady telewizyjne. Co jeszcze wchodzi w skład tej misternej układanki?

 

Czytelnicy znający styl autorki z pewnością odnajdą tu to, czego oczekują: doskonałe tempo akcji, świetnie skonstruowana fabuła, wiele wątków osobistych śledczych oraz nici powiązań, które tylko z pozoru nie mają wspólnego mianownika. Nie sposób oderwać się od tej historii, zanim nie pozna się ostatecznego rozwiązania  a i to wydaje się  bez przysłowiowego ostatniego słowa. Perr lubi wodzić czytelników za nos i wywoływać niedosyt, który znowu sprawia, ze czeka się na kolejne odsłony spraw prowadzonych przez charyzmatycznego podkomisarza Roberta Lwa.

 

„Wywiad” to coś więcej niż kryminał. Angażuje czytelnika dzięki niebywałej ilości szczegółów, które warto spróbować samemu ułożyć w całość. To doskonały trening umiejętności detektywistycznych, bo autorka długo nie odkrywa wszystkich kart. Stąd tak wiele niepokojących i intrygujących znaków zapytania. Trochę jak piłka-zmyłka, która zawsze trafia nie tam, gdzie moglibyśmy się tego spodziewać. Gorąco polecam literacką przygodę z prozą M.M. Perr.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 496
ISBN: 978-836717-376-6
Premiera:28 lutego 2024

« Starsze wpisy