22 lutego 2018

Fragment książki Anety Krasińskiej „Pragnienia Elżbiety”

 

Za pięć dni premiera książki „Pragnienia Elżbiety” autorstwa Anety Krasińskiej. Aby pobudzić literacki apetyt na tę książkę, zapraszam do zapoznania się z fragmentami. Dziś pierwszy z nich :) Miłej lektury.

 

Pragnienia_Elzbiety-504x776

Kalina

 

W kuchni nastawiła wodę na herbatę i za­brała się za krojenie chleba. Jak każdego dnia nie miała ochoty na śniadanie, ale przestała walczyć z Kamilem, który wciąż jej powtarzał, że musi jeść.

Kiedy kilka minut później wszedł do kuchni ubrany w popielaty garnitur i śnieżnobiałą ko­szulę, śniadanie już na niego czekało. Kalina usiadła naprzeciwko i obserwowała, jak nad­gryza pierwszą kromkę chleba.

– Nie będę jadł sam – ponaglił ją.

– Wiem – odparła z wyraźną rezygnacją w głosie.

– Smacznego.

– Nawzajem. – Sięgnęła po kanapkę.

Uszczknęła niewielki kęs i przez chwilę żuła go, zupełnie nie czując smaku.

– Może wyjdziesz na spacer? – zaproponował Kamil, patrząc na nią z troską. – Zapowiada się ładny dzień.

– Może – rzekła bez przekonania.

– Spróbuj spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu – zachęcił, choć w jego głosie po­brzmiewała nutka rezygnacji.

– Postaram się – obiecała niechętnie.

– Biegnę, kochanie, żebym się nie spóźnił – oświadczył, próbując odzyskać spokój ducha. – Jeszcze tylko cztery dni, a później nie będę już musiał przed nikim się tłumaczyć.

– Zasłużyłeś na to. – Podniosła głowę znad talerza. – Będziesz świetnym szefem, mę­żem już jesteś, tylko masz beznadziejną żonę – dokończyła.

– Jeśli jeszcze raz coś takiego usłyszę, to obiecuję, że…

– Zostawisz mnie? – spytała natychmiast, a jej dolna warga zaczęła lekko drżeć.

– Nie licz na to. – Ukląkł przed nią i ukrył jej dłonie w swoich. – Nigdy tak o mnie nie myśl, bo sprawiasz mi ogromną przykrość.

– Przepraszam – zaczęła. – Ostatnio tylko to potrafię.

– Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie, że mógłbym cię stracić. Nie­ważne, co się stanie, jesteśmy razem i wspólnie przez to przejdziemy. – Mocno ją objął i pocało­wał w czubek głowy.

Szybko przywarła do jego ciała. Nawet przez koszulę i marynarkę poczuła ciepło i na­pięte mięśnie. Chciała tak trwać jak najdłużej, jednak czas ponaglał, dlatego po chwili bez słowa się odsunęła i podeszła do zlewu, by umyć naczynia.

– Do zobaczenia wieczorem!

– Cześć – odparła, nie odrywając wzroku od łyżeczki, którą właśnie płukała.

Kiedy drzwi trzasnęły, zapanowała komplet­na cisza. Kalina przyzwyczaiła się do samotno­ści. Mogła wtedy odpoczywać, choć nigdy tego nie robiła, mogła przemyśleć swoje położenie, choć nie dawało jej to nowych perspektyw. Mo­gła też snuć plany na przyszłość, choć nie wi­działa w tym celu.

Od momentu, gdy wyszła ze szpitala, myśla­ła o tym, by spotkać się z dwoma ofiarami wy­padku. Wiedziała od policjantów prowadzących śledztwo, że starsza kobieta w ciężkim stanie wciąż przebywa w szpitalu na ulicy Banacha w Warszawie, nastolatka zaś po kilkudniowym pobycie na oddziale ortopedycznym ze złama­niem kości piszczelowej w lewej nodze i kilkoma otarciami opuściła szpital i powróciła do opie­kunów. Właśnie ta ostania informacja nie da­wała jej spokoju. Zastanawiała się, ile musiała znieść tak młoda osoba w swoim krótkim życiu, a teraz jeszcze wypadek.

Kalina wiedziała, że nie ma prawa burzyć spokoju którejkolwiek z kobiet, ale czuła, że dłużej nie zdoła się przed tym bronić. Jej serce drżało, gdy wyobrażała sobie, ile bólu im spra­wiła. Wiedziała, że dopóki nie stawi temu czoła, nie odzyska spokoju.

Wyszła do przedpokoju. Na moment zawie­siła wzrok na swoim odbiciu w lustrze. Zbyt długie blond włosy bezładnie opadały na czo­ło, zasłaniając piwne oczy. Cera pozostawała blada mimo letnich upałów. Choć ostatnio się nie ważyła, to i bez tego potrafiła stwierdzić, że schudła kilka kilogramów. Kości policzkowe uwydatniły się, dodając jej twarzy kilka dodat­kowych lat. Odruchowo dotknęła brzucha, który wciąż był płaski.

Weszła do salonu i zaczęła nerwowo prze­szukiwać górną szufladę stojącej w rogu ko­mody. Po chwili odnalazła kopertę, która kilka tygodni temu była biała. Teraz jej kolor balan­sował pomiędzy beżowym z wyraźnymi ślada­mi odcisków palców a brunatnym od plam po kawie. Wysunęła z niej kilka połączonych ze sobą czarno-białych kartoników. Przez dłuż­szy czas się w nie wpatrywała. Niewielka sza­ra kropka w centralnej części wydruku przez niewprawionego obserwatora mogłaby nie zo­stać dostrzeżona. Ona jednak wiedziała, czym, a w zasadzie kim była. Doskonale pamiętała chwilę, gdy podczas badania USG doktor Sta­chlewski potwierdził to, o czym od pięciu lat marzyła. Wreszcie miała szansę poczuć się matką i ta myśl sprawiła jej nieopisaną ra­dość, której zdawało się, że nic nie jest w sta­nie przyćmić. Oczyma wyobraźni widziała, jak jej dziecko się do niej uśmiecha, zachłannie wyciąga swoje małe, pulchne rączki, by się przytulić. Chciała je objąć, osłonić przed całym światem, ale to marzenie nie miało już szans na spełnienie.

Nie czuła, gdy bezradnie osunęła się na podłogę. Z rąk wysunęły się wydruki ultraso­nografu, które były jedynym dowodem, że nie oszalała i nie wymyśliła sobie istnienia dziecka. Przez chwilę jej ciało drżało z zimna, a może z emocji, po czym poddało się konwulsjom, połączonym z coraz głośniejszym szlochaniem. Nie była w stanie zapanować nad uczuciami, które rozdzierały jej duszę na coraz mniejsze kawałki. Czuła się jak pogrążona w spazma­tycznym tańcu, napędzanym przez cierpienie, z którym nie potrafiła się uporać.

Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, ile minęło czasu. Starannie złożyła plik kartek i wsunęła je z powrotem do koperty. Całość ukryła w szu­fladzie pod obrusami. Nigdy nie przyznała się przed Kamilem, że posiada wydruki z ultraso­nografu. To było coś, co należało wyłącznie do niej, co sprawiało, że choć przez moment czuła, że jej życie nabrało znaczenia.

Kalina nie miała siły marzyć. W jej głowie panował chaos, a myśli podążały w dwóch kie­runkach: ku ofiarom wypadku i ku nienaro­dzonemu dziecku, jednak obydwie sprawy na końcu splatały się ze sobą w jedno słowo: ból.

 

Premiera książki Anety Krasińskiej „Pragnienia Elżbiety” z cyklu „Małe tęsknoty” 27 lutego 2018. Patronat medialny „Książki w eterze”.

Mari Jungestedt „Zawiedzione nadzieje” Bellona

zawiedzione-nadzieje

Gdzie jest klucz do rozwiązania sprawy?

 

Jak to możliwe, że ostatnie zdanie w powieści wbija w fotel? Zapraszam do literackiego świata Mari Jungestedt.

 

Rzecz dzieje się w Szwecji. W jednym z turystycznych bungalowów w miejscowości kurortowej zostaje znaleziona martwa kobieta. Pierwsze podejrzenie pada na jej męża, który nagle zniknął. Czy to on zabił? Po odnalezieniu, mężczyzna zupełnie nie pamięta zdarzeń z feralnego dnia. Był tak zamroczony alkoholem, że ostatnie wspomnienie o żonie dotyczy kłótni w taksówce, którą wracali do domu po imprezie. Co wydarzyło się później? Czy jest możliwe, by mąż brutalnie zamordował żonę i nic nie pamiętał? Były detektyw, Kristian Wede, próbuje rozwikłać te sprawę. W tropieniu wszelkich śladów pomocna jest dziennikarka Sara Moberg. Jeszcze większy znak zapytania pojawia się, gdy spokojną wyspą wstrząsają kolejne zabójstwa. Gdzie jest klucz do rozwiązania sprawy?

 

Fenomenalna powieść kryminalna z dużym ładunkiem emocji i psychologicznych zależności. Nie można być pewnym żadnego rozwiązania. Autorka genialnie myli trop i intryguje do ostatniego zdania. Ba! Właśnie w ostatnim zdaniu zasiewa totalny niepokój. Mówią, że Mari Jungestedt to mistrzyni szwedzkiego kryminału. Mają rację. Polecam.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 488
ISBN: 978-83-111-5286-1
Premiera: 18 stycznia 2018

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bellona.

Maz Evans „Kto wypuścił bogów?” Wydawnictwo Literackie

kto wypuscil bogow

Przedpremierowo

 

Prawdziwi bohaterowie.

 

Mityczni bogowie we współczesnych realiach plus Rada Zodiakalna prosto z gwiazd. A do tego dwunastolatek, nie do końca zwyczajny, bo z bagażem emocjonalnych doświadczeń.

 

Prawdziwi bohaterowie rodem z greckich mitów stykają się tu z nowoczesnością i całkiem nieźle sobie z nią radzą! Zodiakalne znaki też mają sporo do powiedzenia i działają według ściśle określonego planu. Elliot odnajduje się w tym towarzystwie wyśmienicie i przeżywa niezwykłe przygody. Tylko w tej książce spotkacie Charona prowadzącego firmę transportową, Afrodytę jako współczesną, prężną bizneswoman i wyluzowanego, ale bardzo uwodzicielskiego Zeusa.

 

To doskonała alternatywa dla współczesnych miłośników dobrej, klasycznej opowieści w wydaniu, które jest na tyle przystępne, że nie nudzi! Brawo dla autorki za pokłady wiedzy i udaną próbę przekazania młodym ludziom istotnej wiedzy dotyczącej mitologii oraz cech i atrybutów wyróżniających konkretnych bogów, a nawiązań do klasyków znajdziecie tu znacznie więcej. Element zagadki i rywalizacji dopełnia kielich z literacką ambrozją. Warto przeczytać. To książka inna niż wszystkie.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-08-06453-5
Premiera: 28 lutego 2018

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Hanna Greń „Wilcze kobiety” Replika

Wilcze_kobiety

Wentyl bezpieczeństwa.

 

Ryzykowne jest bycie dziewczyną gangstera, bo wcześniej czy później, ktoś dobierze się jej do skóry. Ale to nie powód, by się poddawać, gdyż właśnie wtedy trzeba szukać wygodnego wentylu bezpieczeństwa. Ato wymaga kilku trików stricte psychologicznych.

 

Praca nad zdekonspirowaniem grupy przestępczej jest mozolna i wymagająca. Komisarz Laszczak i komisarz Then wykazują sporo cierpliwości w odkrywaniu kolejnych tropów. Zatrzymanie szefa gangu to nie wszystko. Tylko uzyskanie konkretnych informacji od ogniw szajki, pomoże skazać przestępcę. Niestety, jeden z głównych świadków zostaje zamordowany, a przesłuchiwana Unisława Sarat, kochanka Pastora, czyli szefa gangu, znika bez śladu. Każdy dzień oddala od niezbędnych drobiazgów, które mogłyby przyczynić się do skazania Pastora. Czy to Una zabiła Sieradzkiego, by nie powiedział zbyt wiele? Czy stać ją na taką bezwzględność? A może jest jeszcze ktoś, komu zależy na prawdziwie przestępczym wyrównaniu rachunków? Podłoże działań bohaterów może mieć podwójne i znacznie głębsze dno, niż wskazują na to pozory.

 

Tę powieść autentycznie czyta się jednym tchem. Charakterni bohaterowie, wyśmienite tempo akcji i budowanie sensacyjnego napięcia aż do ostatniej strony, a na dodatek prawdziwie polskie realia stanowiące tło akcji. Są też wilki. Ale to już zupełnie inna historia…

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-7674-669-2
Premiera: 30 stycznia 2018

Podziękowania dla Wydawnictwa Replika.

Konkurs z książką „Panna z Monidła”

Panna-z-Monidla

Rozstrzygnięcie konkursu. Książkę wygrywają:

 

Basia Po, Jolanta Bączyk i Dominika

 

Gratulacje! Laureatki proszę o wiadomość z adresem do wysyłki nagrody (brak zgłoszenia do 22.02.2018 godz. 12.00 będzie równoznaczny z rezygnacją z nagrody). Można pisać na maila: kontakt@ksiazkiweterze.pl lub w wiadomości na profilu „Książki w eterze” na Facebooku.

 

Za egzemplarze konkursowe serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.


 

 

Wraz z Wydawnictwem Replika zapraszam do udziału w konkursie!

 

Do wygrania 3 egzemplarze książki Iwony Czarkowskiej pt. „Panna z Monidła”!

 

Opis wydawcy: Ktoś włamał się do miejscowego muzeum i ukradł jeden z głównych eksponatów – obraz „Panna z Monidła”. Policjanci rozpoczynają śledztwo, które dziwnym trafem może doprowadzić ich wprost do domu, w którym teraz mieszka Alicja. Czyżby główna bohaterka, sama o tym nie wiedząc, stała się wspólniczką złodzieja?

 

W komentarzu poniżej należy dokończyć zdanie: Ta „Panna z Monidła” rodem z Repliki…

 

Będzie miło, gdy uczestnicy konkursu udostępnią konkursowy post na facebooku, zaproszą swych znajomych do zabawy i nie zapomną być fanem profilu Książki w eterze i Wydawnictwa Replika.

 

Wśród uczestników, którzy spełnią wszystkie warunki konkursu, zostaną wyłonieni laureaci. Na zgłoszenia czekam do godz. 21. 00 w sobotę 17 lutego 2018 roku. Powodzenia!

« Starsze wpisy