Tag Aneta Kwaśniewska recenzje

Krystyna Mirek „Flowers” Luna

Dwa odbicia w lustrze.

 

Być bezpiecznym. Strzec własnych granic. Nie bać się. Pozornie wydaje się to proste, ale tak naprawdę może to być góra lodowa, której pokonanie jest karkołomnym zadaniem.

 

Viola i Kamil poznają się przypadkiem podczas służbowego wyjazdu. Ona ucieka przed domowymi problemami. On stara się oczyścić z traumy wyniesionej z dzieciństwa. Mają wiele do przemyślenia i kontakt z naturą może im w tym pomóc. Potęga gór dodaje im sił, a wzajemne wsparcie pomaga znaleźć ukojenie. Jak poczynić pierwsze kroki, aby wreszcie pojąć wagę problemów, którymi są osaczeni? Czy zastraszenie i odarcie z godności jest kluczem do ułożenia sobie życia? Może wreszcie czas przejrzeć się w lustrze i zobaczyć w nim również bliskich, którzy mogą być przyczyną takiego stanu rzeczy?

 

Krystyna Mirek zaskakuje wyborem trudnej tematyki w tej powieści. Zaburzenie osobowości narcystycznej utwierdza w przekonaniu, że jest się kimś wyjątkowym, więc można manipulować innymi ludźmi w celu podporządkowania ich sobie. Narcyz to ideał, który ma potrzebę bycia podziwianym. Nie ma w sobie za grosz empatii, a osoby ze swojego otoczenia wyzyskuje w celu osiągnięcia własnych założeń. Niełatwo z taką osobą pracować, a jeszcze trudniej żyć pod jednym dachem. Niby nic, a jednak wielkie coś, co może wpływać na zachowanie całej rodziny i zatruwać jej normalne życie. Historia Violi, Pascala i Kamila to coś więcej niż powieść obyczajowa. To wejście w głębszą sferę ludzkiej psychiki, która raz zraniona nie tak łatwo daje się posklejać. Warto przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Czy dwa odbicia w lustrze na pewno są czymś zwyczajnym?

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 312
ISBN: 978-83-6767-451-5
Premiera: 14 czerwca 2023

Zula Ankanon „Dotknąć gwiazd” Zysk i S-ka

dotknac-gwiazd

Patronat medialny

 

Nauczyć się szczęścia.

 

Dwoje straceńców, którzy dążyli do samozniszczenia. Miłość bez racji buty. Upór prowadzący tych dwoje za rękę. Pustka, którą trzeba zostawić za sobą. Nie łatwo sprostać zadaniu, ale warto. Dla siebie.

 

Sztuka zdrowego egoizmu to klucz do znalezienia szczęścia we dwoje. Tylko wierząc w siebie można budować trwały związek. Poturbowanie przez los, to jedno, a drugie – niemoc wynikająca z pustki. Czas zacisnąć pięści i przestać użalać się nad losem, bo ten czasem podsuwa gotowe rozwiązania.

 

Anastazja jest influencerką. Wysokie zarobki zapewniają stabilność finansową, ale druga strona tej pracy nie jest już tak kolorowa. Bycie na widelcu wcale nie jest takie słodkie. Czasem jedno potknięcie może być bardzo kosztowne. Stąd już tylko krok do przepaści, z której szybko spada się w dół. Jak zawalczyć o siebie, gdy zostało się brutalnie poranionym?

 

Daniel ostatnie dziesięć lat spędził w więzieniu. Nie sposób znaleźć się na nowej drodze życia, gdy nosi się etykietkę mordercy. Znalezienie nowej pracy jest nierealne, a życie w dawnym domu wymaga zbyt wielu psychicznych potyczek. Nie stać go na nie, więc rezygnuje z życia na własne życzenie. Zamiar skoku z mostu byłby się udał, gdyby na jego drodze nie stanęła Anastazja. Jej prostolinijność i bezkompromisowość są irytujące, ale jej oczy mają w sobie magnes. Czy to możliwe, by odkrył w sobie odrobinę ciepłych uczuć?

 

Odnalezienie sensu, gdy sens się straciło, jest karkołomnym wyzwaniem. Tak wiele krętych dróg muszą przejść bohaterowie, by zrozumieć, że normalność, stabilizacja i uczucie są realne. Słabości, które mają, są jak brzytwa, która rani w palce, gdy chce się chwycić ostatnią deskę ratunku. Walka z nimi to wychodzenie naprzeciw wiatrakom. Jest jednak coś, co nie pozwala przestać i dodaje solidnego kopa do działania. To coś, często nazywane miłością, tli się jak ostatnie iskry ogniska, lecz wystarczy dobry podmuch pozytywów, by na nowo zapłonęło z całą mocą. Niezwykła, refleksyjna opowieść o ludziach po przejściach i nad przepaścią, ale z nadzieją będącą zapłonem dla nowego, lepszego jutra. Polecam.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-8202-876-8
Premiera: 4 maja 2023

Ewelina Miśkiewicz „Sen przychodzi nad ranem” Szara Godzina

sen-przychodzi-nad-ranem

Historia zrodzona ze strachu.

 

Czy można uciec od tego, co jest w nas samych? Żeby dotrzeć do prawdy, trzeba poruszyć umysł i wydostać z zakamarków pamięci to, co zostało przykryte patyną. Tylko prawda może naprawić życie złożone z pozorów i omamów.

 

Niepokojąca książka o traumie, która towarzyszy człowiekowi od dzieciństwa i nie pozwala o sobie zapomnieć, choć pamięta się tak niewiele. Drobinki wspomnień, elementy oderwane z układanki, chaos, bezradność i wszechogarniający strach dominują w umyśle nieskażonym spokojem. Może to przez te inność, która od zawsze zaznaczała swą obecność? A może przez ucieczkę od minionego, co miało być lekiem na całe zło?

 

Lu, kiedyś Luiza, czuje się oderwana od rzeczywistości, bo ta jest dla niej zbyt trudna do udźwignięcia. Stały rytm dnia ma jej pomóc z mierzeniem się z lękiem, który obezwładnia ją każdego dnia, już od rana. Bo właśnie wtedy przychodzi sen. Straszny sen. Sen, od którego nie sposób się wyzwolić. Ten sen jest bardzo rzeczywisty, ale niedokończony. Zawsze taki sam. Może to znak, że jej życie się rozpadnie, dokładnie tak, jak rozpadło się jej własne imię?

 

Lu ma córkę Zoję i przyjaciela, który nawet nie potrzebuje imienia, by być tym najcenniejszym. Praca w sklepie daje jej poczucie stabilności w jej całkowicie niestabilnym świecie. Lu wciąż czuje się winna, nie może spokojnie spać, relaks jest dla niej pojęciem obcym. Może powrót do rodzinnych Werbkowic, gdzie nie była już dwadzieścia lat, będzie alternatywą dla jej skołatanych nerwów?

 

Nie był atu dwadzieścia lat, a jakby to było wczoraj. Te same miejsca, ta sama stacja kolejowa, kloszard na tej samej ławce, jej pokój z dzieciństwa wciąż pachnący dzieciństwem. Kto wie, może właśnie ta stałość pomoże Lu odnaleźć drogę do własnej tożsamości?

 

Niecodzienna powieść o obłędzie, który staje się mimowolnym przyjacielem, bo jest jakąś stałą, wytyczną do codziennych działań. Nie sposób przejść obojętnie obok tej historii, tyle w niej bólu, cierpienia, nienazwanych emocji i traumy. Dzieciństwo ma niebagatelny wpływ na całe dorosłe życie, choć często zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Kto jest kim w tej historii? Czy łatwo odnaleźć klucz do rozwiązania zagadki? Gorąco polecam tę nietuzinkową wyprawę do ludzkiej podświadomości, która czasem płata figle.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 296
ISBN: 978-83-6710-282-7
Premiera: 10 marca 2023

Magdalena Witkiewicz „Milaczek” Filia

milaczek

W świecie Milaczka.

 

Książka, w której stawanie na wadze to balansowanie między szalkami, z seksem lepiej poczekać do emerytury, a psy mają sny. Milaczek w pełnej krasie. Voila!

 

Jest takie miasto, w którym życie toczy się spokojnym, miarowym rytmem. Jest taki blok, gdzie sąsiedzi wzajemnie się wspierają. Jest taka korporacja, w której można liczyć na wsparcie (długonogie!). Brzmi jak bajka? Otóż nie! Właśnie tak żyje się w świecie Milaczka.

 

Milena wciąż poszukuje miłości swojego życia. Ma nieco ponad trzydzieści lat, jest optymistycznie nastawiona do ludzi, a stawanie na wadze to dla niej ciąg różnych akrobacji. Bo jak to możliwe, że ta zołza (w sensie waga), wciąż pokazuje wyższą cyfrę? Przecież Milena katuje się dietą proszkową i prawie (prawie!) nie je słodyczy! Portal randkowy z pewnością sprosta wymaganiom i jakiś miły narzeczony znajdzie się i tak!

 

Milaczek jest ogólnie bardzo miła i nawet ekscentryczna ciocia Zosia z nieznośnym Bachorem z sąsiedztw nie wpłyną znacząco na zmianę jej łagodnego usposobienia. No, chyba, że ktoś ją naprawdę zdenerwuje…

 

Przyjaźń, wsparcie, pogoda ducha i nadzieja na lepsze jutro króluje w tej powieści. Sympatyczna bohaterka niejednokrotnie staje na życiowych rozstajach dróg, ale jej wybory są nakierowane w stronę szczęśliwego zakończenia. Książka niewątpliwie poprawia humor i rozgania szare chmury codzienności. Czyta się błyskawicznie.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 268
ISBN: 978-83-8075-530-7
Premiera: 19 września 2018

filia

Stefan Darda „Jedna krew” Videograf

763770-352x500

Patronat medialny

 

Zainfekowanie pustką.

 

Ponoć czasem lepiej nie wiedzieć za dużo. Klątwa jednej krwi jest jednak taka, że będziesz szukać, aż znajdziesz. Zakażenie polega nie tylko na zatruciu krwi. To również zainfekowanie pustką, która wyzwala nieludzkie instynkty. Stąd już blisko do degeneracji uczuć, a bez uczuć nie ma nic.

 

Wieńczysław Pskit miał zaledwie 11 lat, gdy doszło do dramatycznych wydarzeń w położonej w sercu Bieszczad wsi Nowa Żernica. Nie tak miała wyglądać przyszłość jego ukochanej ciotecznej siostry Niki.  Był rok 1984. Te zdarzenia na trwałe zapisały się w głowie Wieńczyka. Już nigdy nie będzie niewinnym chłopcem. Nie zazna spokoju w dorosłym życiu. Klątwa jednej krwi będzie mu towarzyszyć nieustannie i prowadzić na drogi, których sam pewnie by nie wybrał.

 

Pogański zwyczaj, znany sprzed wielu lat, gdy ludzie z ziemi tomaszowskiej i hrubieszowskiej zostali przesiedleni na nieurodzajne bieszczadzkie ziemie w ramach akcji H-T, nie zaginął. Klątwa jednej krwi nadal krąży wśród tamtejszych mieszkańców. Czy Wieńczysław Pskit będzie tym, który da kres przerażającej tradycji? Nawet jeśli sądził, że nigdy więcej nie usłyszy o „jednej krwi”, która burzy się w żyłach po śmierci i każe szukać wiecznego ukojenia, to jeszcze nie wie, że jest w pułapce własnej obsesji. Jest rok 2011, kiedy Wieńczyk wraca do Nowej Żernicy, by zmierzyć się z przeznaczeniem. Właśnie tam otwiera symboliczne pudełko z zamierzchłymi sekretami. Zaczyna się walka o życie. A może o śmierć?

 

„Być może dopiero stojąc u progu śmierci, potrafimy docenić swoje nawet najbardziej mdłe i nieciekawe życie”.

 

Stefan Darda znowu intryguje. Podjął trudny, bo nie do końca poznany, temat z zakresu demonologii. Skąd biorą się wampiry, strzygi, demony? Według różnych wierzeń źródła pochodzenia mogą być wszelakie. Jednokrwistość. Syn z ojca, bliskie relacje, związki między ludźmi połączonymi krwią i owoce takich związków. A może to zło, które opanowało świat? Może zła energia krążąca między ludźmi? Kto wie? Brak zrozumienia, pustka, zamknięcie w sobie, a nade wszystko trwanie latami w sekretach i domniemaniach, które prowadzą do degeneracji uczuć. A bez uczuć nie ma nic. Pielęgnowanie w sobie zła może zmieniać psychikę. Pozory i sztuczna powłoka nie gwarantują szczęścia. Uprzedzenia zaś, mają wielką moc.

 

W moim odczuciu to nie tylko książka grozy, czy książka wampiryczna, ale przed wszystkim psychologiczna. Śledząc rozterki bohatera jesteśmy obserwatorami wielu faz jego przemiany, a ostatecznie i tak jest zaskoczenie, bo chyba nikt nie jest w stanie do końca zgłębić ludzkiej psychiki i mechanizmów jej działania. Stefan Darda subtelnie to podkreśla. W efekcie mamy kolejną świetną powieść spod wytrawnego pióra i niezmiennie, my czytelnicy, jesteśmy poddawani huśtawce przeżyć, nastrojów, emocji.

 

Na koniec jeszcze jedna subiektywna refleksja. Otóż, nie wiem jaki mechanizm rządzi czytelniczym wyobrażeniom, ale czytając kolejne książki Stefana Dardy, samoczynnie w roli głównego bohatera wyobrażałam sobie właśnie samego pisarza. Może przez doskonałą narrację pierwszoosobową? Tutaj mój plan runął, bo fragment z kluczem żurawi postawił pana Stefana w roli samego siebie. Genialny zabieg! A do tego Orkiestra Świętego Mikołaja, jakże osobista dla Autora.

 

Lektura „Jednej krwi” pochłonęła mnie całkowicie. Plastycznie oddane bieszczadzkie zakątki zachęcają do podróży w tamte strony, z tym że odtąd te podróże nie będą już takie same. Bo trudno będzie chodzić szlakiem do Chatki Puchatka, czy wspinać się na Smerek, bez wspomnienia zdarzeń z tej powieści. Trudno będzie nie poruszać swej wyobraźni, gdy będzie się przejeżdżało przez Lutowiska. Podobnie jak wcześniej było z Guciowem, Roztoczem, Pojezierzem Łęczyńsko-Włodawskim czy Przemyślem. Za ten realizm i sugestywność przekazu ogromnie dziękuję Autorowi. Ech, krótko mówiąc, znów dopadł mnie dardyzm. I to cudowny stan. Polecam również Wam! Kto nie posmakuje, ten nie zrozumie.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-7835-741-4
Premiera: 9 czerwca 2020

 

Za zaufanie, propozycję patronatu i wytypowanie mnie do napisania recenzji przedpremierowej gorąco dziękuję Stefanowi Dardzie.

 

Podziękowania dla

videograf

« Starsze wpisy