25 czerwca 2024

Katarzyna Grabowska „Na przekór rozumowi” Replika

Inna talia kart.

 

Życie jest pełne niespodzianek i nie wszystko da się przewidzieć, zwłaszcza gdy w grę wchodzą uczucia. Serce nie sługa, jak mówi stare przysłowie. Coś w tym jest, bo jak wytłumaczyć brak racjonalizmu w miłości do syna najlepszej przyjaciółki? I jak jej o tym powiedzieć?

 

W uczuciowe tarapaty wpadła Kinga, która nie może zapomnieć o tym, co wydarzyło się w leśnej daczy. Odrzucanie miłości nic nie daje, bo ono wraca z przytupem. W dodatku Dawid wraz z Sabiną zamieszkali u Kingi. To szalenie trudne, gdy zaczyna się tłumić uczucia, bo głos rozsądku podpowiada wycofanie się. Chowanie głowy w piasek to jedno, a drugie to odwaga. Co wybrać? Co jest lepsze? I dla kogo? Zbyt wiele pytań, a tak mało drogowskazów.

 

Kobieca przyjaźń z reguły jest najsilniejsza i żadne wichry nie powinny jej złamać. Są jednak takie sprawy, które muszą na niej zaważyć. Uczucie do młodego chłopaka, który nie dość, że jest synem przyjaciółki, to jeszcze chrześniakiem, musi być trudne. Brak tego uczucia okazuje się jeszcze trudniejsze. Co zrobić? Jak wybrnąć z patowej sytuacji? Ile można milczeć i się ukrywać?

 

„Na przekór rozumowi” to historia obyczajowa, w której pierwsze skrzypce gra niepewność. Kiedyś wszystko było prostsze, ale jednak niepełne, bo bez miłości. Ta przychodzi jak gorąca lawa wulkanu i stawia pod znakiem zapytania wiele emocji i wartości. Czy warto postawić na jedną kartę? A może ktoś niespodziewanie rozdaje je z zupełnie innej talii? Wiele niespodzianek tu znajdziecie. Książka idealna na wakacyjny relaks.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-6786-771-9
Premiera: 9 kwietnia 2024

Agnieszka Panasiuk „Sekrety Białej. Chata” Szara Godzina

Pochylić się nad marzeniami.

 

Sekrety Białej to coś więcej niż powieść obyczajowa. To historia, której nie znajdziecie w szkolnych podręcznikach. To detale pozwalające zrozumieć ludzkie decyzje. To podróż do Białej Podlaskiej, którą kolejne wojny naznaczyły bolesnymi ranami. To fascynująca opowieść o młodej kobiecie, która pogubiona we własnym świecie nareszcie znajdzie upragniony spokój i bezpieczeństwo. To tradycje, które może odeszły w zapomnienie, ale ożywają na oczach czytelników i fascynują niepowtarzalnym  urokiem.

 

Już sama okładka przyciąga jak magnes i daje gwarancję, że w książce będzie okazja przenieść się w czasie. To prawda, bo główna bohaterka wraca na Podlasie nie tylko po to, by poukładać własne myśli, ale również aby poznać historie własnej rodziny. Wspomnienia, historia, koleje losu poprzednich pokoleń to nie tylko rodzinna ciekawostka, ale przede wszystkim fundament własnej tożsamości. Czy Zuzannie uda się zbudować przyszłość na świeżo poznanym fundamencie wspomnień?



Zuzanna to wzięta architekta kochająca swoją pracę. Nieplanowany, przymusowy urlop pragnie spędzić z dala od zgiełku stolicy. Wraca do Białej, by spokojnie rozważyć życiowe decyzje. Nie spodziewa się, że ten pobyt będzie dla niej przeniesieniem się w przeszłość, tę bliską z własnego dzieciństwa i te daleką sprzed lat, gdy jej przodkowie podejmowali karkołomne decyzje. Nieoczekiwana rozbiórka chaty babci przybliży jej historie bieżeństwa, o której jak dotąd nigdy nie słyszała.

 

„Chata” jest trzecim tomem serii „Sekrety Białej”. Nieodmiennie wciąga fabułą i odsłania mało znane fakty z historii Podlasia. Kolejno odkrywane elementy rodzinnej historii są tym smaczkiem, za który cenię prozę Agnieszki Panasiuk. Tu nie ma sztampowych wątków i łatwych rozwiązań, za to nie brakuje zawirowań historii i kolorytu pięknych, unikalnych tradycji lokalnych.



Jeśli dotąd nie słyszeliście o bieżeństwie, to jest okazja powędrować w przeszłość, kiedy przymusowa ewakuacja ludności prawosławnej w głąb Rosji zmieniła losy ludzi już na zawsze. Wraz z Zuzanną, której nie brakuje pragmatyzmu, doświadczamy odrobiny metafizyki i odkrywamy sens poznawania własnych korzeni. Szczerze polecam tę książkę oraz cała serie Waszej czytelniczej uwadze.



oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-6781-339-6
Premiera: 23 kwietnia 2024

Katarzyna Zyskowska „Alchemia” Znak

Im większe światło, tym większy cień.

 

Wzruszająca, autentyczna, chwytająca za serce.

 

Ikona nauki. Kobieta z krwi i kości. Marie Skłodowska-Curie. Dlaczego odbierano jej prawo do miłości? Bo była cudzoziemka bez własnego kraju? Żydówką? Kobietą? W obecnych czasach nie sposób ogarnąć tego racjonalnym umysłem. A wtedy? Cóż, można było stłamsić nawet wybitnego naukowca. Tylko dlatego, że ów naukowiec był kobietą.

 

„Dzień za dniem. I upokorzenie sączące się szczelinami codzienności. Niewidoczne, a jednak wciąż obecne.”

 

Dwie perspektywy czasowe i łączące je zdania. Bo czas jest płytki, nie sposób go osaczyć. Jest niczym w porównaniu do uczuć i emocji. Lata mijają, a każda miłość jest wyjątkowa. Pierwsza i ostatnia zarazem. Madame Curie i pan Langevin. Wdowa i żonaty mężczyzna. Zakochana kobieta i szalejąca kobieta. Różne oblicza uczucia.

 

„W takim stanie widział ją w życiu tylko dwa razy: kiedy zginął Pierre i wcześniej, gdy Żórawscy uznali ją za niegodną miłości ich syna.”

 

Kiedy po raz pierwszy w ciągu jedenastu lat przyznawania Nagród Nobla wyróżnienie zostało nadane byłemu laureatowi, świat zawirował. Oto droga alchemikom teoria transmutacji została nieoczekiwanie przywrócona do życia, ale tym razem w dokładnej formie, be elementów mistycznych. Kamień filozoficzny przestał być tajemniczym, nieuchwytnym eliksirem, a stał się czymś, co ówczesna nauka nazywała energią. Był rok 1911. Niewiele brakowała, a Maria Skłodowska-Curie byłaby pozbawiona przyjemności słuchania tych słów podczas ceremonii wręczenia Nagrody Nobla w dziedzinie chemii. Powód? Romans z francuskim fizykiem Paulem Langevinem.

 

„Światło pulsuje. Ale im większe światło, tym większy cień.”

 

Maria Skłodowska-Curie w oczach prasy, zwłaszcza brukowej, była osobą rozbijającą rodzinę Langevinów, w dodatku była od Paula o 4 lata starsza, a poza tym była cudzoziemką. Dopatrywano się żydowskiego pochodzenia u Polki, co ostatecznie ją dyskredytowało. W dodatku, kto to widział, żeby kobieta była taka krnąbrna. W owych czasach to, co jeszcze przystało mężczyźnie, z pewnością nie było wskazane dla kobiety.

 

„Paryż, dzikie monstrum, najlepiej czuje się nocą.”

 

Tymczasem Maria i Paul po prostu się kochali, a żona Paula podsycała atmosferę skandalu, choć sama cierpiała na poważną chorobę psychiczną i ich związek istniał tylko na papierze. Marie była zbyt inteligentną osobą, by nie wiedzieć kiedy zejść z tej sceny. Pozostały wspomnienia, piękne emocje i ból w sercu. Cóż, to nie był jej pierwszy związek z mężczyzną opatrzony cechami związku zakazanego. Kazimierz Żórawski też nie był dla niej. W oczach innych, bo młodzi kochali się nad życie. Konwenanse, konwenanse, konwenanse.

 

„Marie niejednokrotnie nasłuchiwała, jak Paryż oddycha. I szepcze, nieprzerwanie szepcze o aferze w laboratorium Sorbony. Złodziejka mężów, Żydówka, cudzoziemka, obca, flama, flama, flama…”

 

Ta książka to coś więcej niż historia życia Marii Skłodowskiej-Curie w dwóch czasoprzestrzeniach: latach 1886-1891 i jesieni 1911 roku. To przede wszystkim obraz uczuć, które nie mogły być spełnione, bo wygrywały nad nimi konwenanse. Teraz Paul, wcześniej Kazimierz. Dla świętego spokoju Marie zostawiła swój dom i wyjechała. Stawianie czoła pogardzie i hipokryzji otoczenia było już ponad jej siły. Za to wiedziała jedno – nikt nigdy nie odbierze jej tego, co osiągnęła. Sukcesy naukowe pozostały należało oddzielić od życia prywatnego i tego uczyła ówczesne społeczeństwo Marie.

 

„Nikt nigdy nie odbierze ci tego, co osiągnęłaś. Pamiętaj, kim jesteś. Żadna nagroda tego nie zmieni…”

 

„Alchemia” wciąga, porywa, zadziwia i uczy szacunku do samego siebie. Energetyczna, sugestywna, ekspresyjna historia dwóch pięknych miłości kobiety, której nie straszne były radykalne zasady. Maria miała swoje zdanie i potrafiła go bronić całą sobą. Wszystko po to, by dodawać odwagi innym, zwłaszcza kobietom. Ta historia wciąż jest aktualna i zapewne jeszcze długo nie straci na aktualności. Gorąco polecam. Wyjątkowa lektura o wyjątkowej kobiecie.

 

„Senny obraz powoli rozmywa się pod powiekami. Paryż znowu udaje zwykłe miasto.”

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-2409-899-6
Premiera: 19 czerwca 2024

Katarzyna Grabowska „Miłość wbrew regułom” Replika

W spirali nieoczekiwanych uczuć.

 

Sabina i Kinga, przyjaciółki ze szkolnej ławki. Od lat mogą na siebie liczyć, bez względu na porę dnia czy nocy. Przyjazne ramie zawsze czeka, by przytulic, wysłuchać, pomilczeć, zrozumieć, wesprzeć. Czy taka przyjaźń może nie przetrwać próby, którą los niespodziewanie postawi na ich drodze?

 

Sabina jest adwokatem i matką dorastającego syna Dawida. Stłamszona przez męża Adriana, u którego wszystko musi chodzić idealnie jak w zegarku, zapomniała czym jest spontaniczność. Kinga żyje w cieniu bogatego i sławnego męża celebryty Mariana. Jej aktywność zawodowa ogranicza się do działalności w fundacji dobroczynnej. Kiedy jeden sms wywraca jej świat do góry nogami, może liczyć tylko na Sabinę. Nie patrzy na to, że jest środek nocy, jedzie do przyjaciółki, by wypłakać się na jej ramieniu. Od tej chwili życie kilku osób już nie będzie takie samo, a przyjaźń zostanie wystawiona na poważną próbę.

 

W książce Grabowskiej nie brakuje emocji i ambiwalentnych uczuć. Wahanie, wybory i ich konsekwencje grają tu pierwsze skrzypce. Jak w życiu, nie brakuje namiętności, które przyćmiewają rozsądek. Rozterki, wątpliwości i problemy mieszają się z ciepłem, humorem i lekkością. Autorka prowokuje i stawia pytanie, czy warto walczyć o swoje szczęście mimo wszystko. A może lepiej posłuchać głosu rozumu? Czytelnicza ciekawość dalszego ciągu tej barwnej historii z cyklu „Kolory przyjaźni” jest pobudzona. I o to chodzi!

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-6786-723-8
Premiera: 14 listopada 2023

Stefan Darda „Zabij mnie, tato” Czarna Owca

Krzyk bezsilności wobec dewiacji.

 

Nie potrzeba metafizyki i szalonej wyobraźni literackiej, by przerażać fabułą, bo realne życie przynosi znacznie więcej grozy, niż fantastyka.

 

Mistrz horroru w nowej przerażająco realistycznej odsłonie. Faktycznie, nie ma tu wampirów, duchów czy istot z pogranicza światów, jest za to bestia. W ludzkiej skórze. Ale po kolei…

 

Mały Ryków w pobliżu Miasta Wojewódzkiego, gdzieś w Polsce, bliżej nie wiadomo gdzie, bo opisane wydarzenia mogły mieć miejsce praktycznie wszędzie. W Rykowie mieszka rodzina Szykowiaków, zwyczajna, żyjąca z dnia na dzień, ciesząca się z drobiazgów i zmagająca z prozaicznymi problemami. Dramat, który ja dotyka, jest niewyobrażalny i pociąga za sobą bolesne skutki. Dwie córki Kamila i Izy znikają w tajemniczych okolicznościach. Kto za tym stoi? Dlaczego tak trudno odnaleźć jakikolwiek ślad? W śledztwo angażuje się Zdzisław Mokryna, emerytowany policjant, który szuka w Rykowie bezpiecznej przystani i spokoju, przyjaciel rodziny Szykowiaków. Odkrywając kolejne zagadkowe punkty zniknięcia dziewczynek szuka sprawiedliwości na własną rękę, a ta świerzbi go do jej wymierzenia na oprawcy.

 

Realizm wydarzeń oddany jest w tak zaangażowany i emocjonalny sposób, że głos głównego bohatera ostatecznie staje się wyrazem buntu przeciw błędom systemowym. Po lekturze chce się krzyknąć: „nie!” i przyłączyć do tego buntu.

 

Książka bezlitośnie obnaża nielogiczność polskiego ustawodawstwa i sądownictwa, luki w prawie, nieudolność organów ścigania spowodowana dławieniem umiejętności funkcjonariuszy rygorystycznymi procedurami niesprzyjającymi ofiarom oraz ugruntowanie psychicznych dewiacji skazanych, którzy przed czasem opuszczają mury zakładów karnych, co zwykle kończy się kolejnym dramatem. Dreszcz przerażenia przechodzi po plecach…

 

Wielowymiarowość powieści mogę porównać do podróży psychicznym rollercoasterem – rozedrgane emocje towarzyszące bohaterom w pełni udzielają się czytelnikowi. Wyrzuty sumienia, bezsilność, psychika ludzka wystawiona na poważną próbę, przez którą nie każdy jest w stanie przejść, wspomnienia z przeszłości wpływające na postrzeganie świata i ta okrutna powtarzalność, jakby miało miejsce specyficzne dziedziczenie cierpienia. Bezsilność jednostki wobec ogromu bólu jest dramatyczna.

 

Autor podkreśla też obecność tzw. lokalnego społeczeństwa, które stoi z boku wydarzeń, bo ich to nie dotyczy. Chwilowa empatia, wyrażona zwykle krótką wymianą zdań i westchnień, znika równie szybko, jak się pojawiła. Jest podobna do ulotnych newsów, które przewijają się w programach informacyjnych i nie warto zbyt długo się nad nimi pochylać, bo zło, owszem, gdzieś tam jest, ale nie u nas, nie tutaj, daleko. Jakże to złudne…

 

Długo mogę pisać o stylu Dardy, spójnej i nieprzewidywalnej fabule oraz umiejętnym stopniowaniu napięcia, które w finale doprowadza do eksplozji wulkanu nagromadzonych emocji. Wchodząc do świata wykreowanego przez tego Autora, podejmuje się pewne ryzyko, bo można się w nim zatracić, zapomnieć o codzienności i do ostatniej strony tkwić w tym niezwykłym uzależnieniu. Osiągnięty efekt jest tradycyjnie celujący, więc nie ma większego znaczenia czy to horror, thriller, czy kryminał, bo fenomen Dardy pozostaje niezmienny.

 

„Zabij mnie, tato” na długo pozostaje gdzieś z tyłu głowy, trudno się otrząsnąć i powrócić do codzienności. Lektura tej książki odblokowuje ostrzegawcze światełko w umyśle, a oczy i uszy są otwarte nieco szerzej niż dotąd.

 

To doskonałe w formie studium ludzkiej bezsilności wobec dewiacji i stanowczy wyraz buntu wobec niedociągnięć systemowych. Chapeau bas! Cóż mogę dodać, to nie perełka, a raczej diament na księgarskich półkach. Stanowczo stawiam wśród ulubionych, a Wam gorąco polecam!

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 432
ISBN: 978-83-8252-925-8
Premiera: 28 lutego 2024

« Starsze wpisy