Archive for Author Aneta Kwaśniewska

Anne-Claire Kleindienst, Lynda Corazza „Mały buntownik. Instrukcja obsługi” Muza

maly-buntownik-instrukcja-obslugi

Bunt? A może czas zmienić perspektywę?

 

Inteligencja emocjonalna, zarówno dziecka jak i dorosłego, jest bardzo ważna w trudnym procesie wychowawczym. Autorki przedstawiają nowatorską metodę na wychodzenie z rodzicielskich impasów.

 

Sporo emocji towarzyszy wychowaniu dziecka. Gdy się głębiej zastanowić, zwykle przychodzą do głowy te negatywne. Nerwy, bezsilność, brak pomysłu na różne formy dziecięcego buntu, złość, frustracja, apatia, zmęczenie, a nawet depresja. Kończy się na wrzasku, karach i nic nie wnoszących konfliktach na linii rodzic-dziecko. Bez względu na wiek naszej pociechy, warto wziąć pod uwagę jego emocje. I na tym opiera się metoda zainspirowana ideą pozytywnej dyscypliny Jane Nelson, na której opiera się ten poradnik.

 

Położenie nacisku na inteligencji emocjonalnej przynosi znacznie lepszy efekt niż pozbawione sensu nerwy obu stron. Warto zmienić perspektywę i spojrzeć na problem inaczej. Czasem wystarczy zrozumienie powodu problemu, by znaleźć dobry sposób na jego rozwiązanie. Ta książka inspiruje do działania dzięki ekspresyjnym i humorystycznym wizualizacjom. Dzięki nim łatwiej rozpoznać siebie w danej sytuacji i podjąć skuteczne działanie. Osobiście jestem tą książką zachwycona. Uważam, że jest godna uwagi i praktycznego zastosowania w codzienności.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 192
ISBN: 978-83-287-0984-3
Premiera: 11 kwietnia 2018

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

Wywiad ze Stefanem Dardą

Foto (S.D.)

 

W oczekiwaniu na drugą część „Nowego domu na wyrębach” zapraszam na wywiad ze Stefanem Dardą.

 

Jest taki literacki stan, w którym wprost uwielbiam przebywać. To „dardyzm”. Kto czytał choć jedną książkę Stefana Dardy, wie o czym mówię. Kto nie czytał, powinien szybko naprawić to czytelnicze niedopatrzenie. Bo Darda wciąga w swój literacki świat i nie pozwala z niego tak do końca wyjść, nawet po skończonej lekturze.

 

Panie Stefanie, to wielka sztuka pisać w taki sposób. Czy pomysły na kolejne książki rodzą się w Pana głowie spontanicznie, czy raczej to długi proces?

 

Chyba każdy pisarz marzy o tym, aby wciągać Czytelników w opowiadane przez siebie historie, więc jest mi ogromnie miło, że Pani zdaniem mi się to udaje.
Co do samego procesu pisania moich książek… cóż, zwykle zaczyna się od jakiegoś spontanicznego pomysłu, coś tam zaczyna się tlić – jakiś wątek, postać, miejsce albo wydarzenie. Wtedy zaczynam to sobie obracać w głowie na różne sposoby, próbując znaleźć słabe i mocne punkty, a także zakładając jakieś niezbyt szczegółowe zręby potencjalnego toku fabuły oraz jej punkt docelowy. Przeważnie trwa to dość długo i kiedy po tym okresie wciąż wydaje mi się, że idea ma w sobie potencjał, podejmuję decyzję o próbie przelania jej na papier. Wtedy to wszystko nabiera bardziej konkretnych kształtów, jednocześnie ewoluując w miarę potrzeby. Próbuję jednocześnie kreować narrację, jak również daję się jej prowadzić. To proces dość specyficzny, trudny do precyzyjnego opisania, przypominający nieco malowanie obrazu,  który sukcesywnie uzupełniany jest o nowe elementy.

 

Rozrastający się „Dom na wyrębach”, tetralogia „Czarny Wygon”, poruszający zbiór opowiadań „Opowiem ci mroczną historię” i wstrząsający „Zabij mnie, tato”. Książki różne, ale ze wspólnym mianownikiem – dotykają głębi psychiki ludzkiej i grają na emocjach w wyjątkowy sposób. Trudno opisać styl, który Pan prezentuje. To trzeba przeżyć. Skąd tak doskonała znajomość czułych strun czytelników?

CzW pakiet.1

 

Sam jestem czytelnikiem, więc piszę takie książki, jakie chciałbym przeczytać. Z pewnością jako autor bardzo wiele zawdzięczam własnej intuicji. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo co zrobić, w jaki sposób skonstruować fabułę i jak osadzić w niej bohaterów, aby odbiorca poczuł się usatysfakcjonowany. Może też część pozytywnego odbioru zawdzięczam temu, że nigdy nie staram się przypodchlebiać Czytelnikom. Po prostu mam do przekazania historię, uważam, że powinienem to zrobić tak a nie inaczej i możliwie najlepiej wykonuję swoją pracę. Wiąże się to z tym, że niektórym moje pisanie „nie podejdzie”, ponieważ lepiej wiedzą czego od danej książki oczekują. Świadomie godzę się na taki układ. Część osób sięgnie po jakąś moją książkę i będzie to pierwszy, a zarazem ostatni raz, a inni zostaną z moimi utworami na dłużej.

 

Wielu recenzentów wkłada Pana twórczość na półkę „horror”, „powieść grozy”. Według mnie to zły pomysł, bo pojawia się szufladkowanie do określonego gatunku i w ten sposób unikający horrorów nigdy nie zetkną się z książkami Pana autorstwa. A szkoda!

 

Już od dłuższego czasu nie zwracam większej uwagi na to, w jaki sposób szufladkowane są moje książki. Tak jak wspomniałem powyżej, robię swoje najlepiej jak potrafię. Nie zawrócę kijem Wisły, nie zmienię tego, że wielu recenzentów lubi (i jest to poniekąd zasadne) przyporządkować autora do konkretnego gatunku. Dopóki ktoś nie zechce przekonać się, czy faktycznie moja książka zalicza się do takiego horroru, jak ogólnie, często negatywnie, postrzegany jest ten gatunek, to się tego nie dowie. Nie jest moim zadaniem opowiadanie o swoich książkach, bo nigdy nie będę obiektywny, natomiast osobom, które dostrzegają w nich coś więcej niż to, co powszechnie określa się mianem horroru dziękuję i proszę o niesienie tej wieści dalej.

 

Jest Pan doskonałym obserwatorem otaczającego świata. To wielka sztuka by wpleść swe obserwacje w fabułę z pogranicza fantastyki i nadać jej znaczenia, które samoczynnie trafia do czytelnika, zmusza go do myślenia, nie pozwala o sobie zapomnieć, zmienia go. Znajomość psychologii, czy raczej intuicyjne działanie?

 

Zawsze zależy mi na tym, żeby Czytelnik w moich książkach mógł znaleźć coś więcej, niż tylko zgrabnie skonstruowaną, w miarę wciągającą oś fabularną, przy czym kładę tu nacisk na słowo „mógł”. Jeśli ktoś tego szuka i to odnajduje, to świetnie, natomiast jeśli są osoby, które chcą „podrapać głębiej” i ta czynność skutkuje odnalezieniem kolejnej warstwy, to jest mi tym bardziej miło. Staram się, aby moi bohaterowie byli wiarygodni, żeby otoczenie i to, co ich spotyka, wydawało się potencjalnie prawdopodobne. Być może dzięki temu łatwiej odbiorcy uwierzyć nawet w te mniej realistyczne wątki zahaczające o zjawiska nadprzyrodzone.

ndnwII

 

A teraz obrazek z mojego podwórka. Jednej z koleżanek w pracy pożyczyłam „Dom na wyrębach”. Już na drugi dzień,  z wypiekami na twarzy poprosiła o część drugą. Po dwóch tygodniach była po lekturze wszystkich Pana książek. Nie tylko ona. Trzy kolejne koleżanki również. Wszystkie są zgodne co do jednego: te książki się czyta! Jest mi niezmiernie miło, gdy dzielą się swymi emocjami po lekturze,  a potem odkrywają, że trudno znaleźć coś równie wciągającego. Niezwykłe i bardzo nobilitujące dla pisarza.

 

To prawda. Bardzo mnie cieszy, że gros zdeklarowanych Czytelników moich książek dotarło do nich nie dzięki akcjom promocyjnym, a właśnie dzięki poleceniu przez znajomych. Autentyczna i szczera zachęta do lektury zawsze jest najlepsza, a ponadto, co mogę stwierdzić na podstawie już prawie dziesięcioletniego doświadczenia na rynku wydawniczym, tacy czytelnicy, którym bezinteresownie i w dobrej wierze i skutecznie polecono twórczość danego autora, zostają z nim na dłużej, dając jednocześnie satysfakcję i radość, że to nie jest jakaś sezonowa, sztucznie nadmuchana fascynacja.

 

Jak mógłby Pan określić swój proces twórczy przy kolejnych książkach? Tych poprzednich i tych, na które czekamy.

 

Na pewno bardzo zazdroszczę autorom, którym pisanie przychodzi z wielką łatwością. U mnie jest to sprawa dość skomplikowana, wyczerpująca i trochę też stresująca. Na szczęście daje też wiele satysfakcji, w ogólnym rozrachunku wynagradzającej wszelkie niedogodności. Kiedy pracuję nad daną powieścią, praktycznie cały czas jestem gdzieś wokół niej myślami. Piszę zawsze od początku do końca, nie bardzo wyobrażając sobie (co ponoć się zdarza innym autorom) pracę nad wybranymi dowolnie fragmentami, a potem składanie całości jak puzzle. Cieszę się też, że każda nowa książka to wyprawa w nieznane, a jednocześnie utwór, nad którym chcę pracować. Nie wyobrażam sobie pisania czegoś ze świadomością, że to „chałtura” wykonywana tylko dlatego, że Czytelnicy domagają się kolejnej pozycji mojego autorstwa.
W tym roku, w październiku, będzie miał premierę „Nowy dom na wyrębach II”, czyli trzecia i zarazem ostatnia książka cyklu „Wyręby”. Jeśli chodzi o rok 2019, to plany wydawnicze mam tak ambitne, jak nigdy dotąd, a związane są one z premierą trzech książek (w tym jednej we współautorstwie). Sporo pracy przede mną (choć też już część za mną), ale to, co już napisałem dało mi sporo satysfakcji, a praca, która na mnie czeka, jest jak zwykle inspirującym wyzwaniem.

Zmt (rzut)

 

Co lubi czytać Stefan Darda?

 

Wspomniała Pani powyżej, że moje książki trudno poddają się prostym klasyfikacjom. Sądzę, że w dużej mierze jest to spowodowane faktem, iż jako czytelnik nie ograniczam swoich zainteresowań do jakiegoś określonego gatunku literackiego. Oczywiście, czytam sporo thrillerów i horrorów (trochę dla przyjemności, a trochę jakby „z obowiązku”), ale chętnie też sięgam po klasykę, kryminał i literaturę faktu. Ponieważ przygarnąłem jakiś czas temu psa rasy husky (którego porzuciło jakieś bydlę), ostatnio mam też za sobą kilka pozycji o wilkach. Ale, by rozwiać ewentualne, uzasadnione wśród Czytelników „Nowego domu na wyrębach” wątpliwości, pragnę tu wspomnieć, że „wilk” pojawił się w moim życiu dopiero po premierze wspomnianej powieści.

 

W oczekiwaniu na kolejne książki, serdecznie dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję bardzo i pozdrawiam Czytelników „Książek w eterze”.

 

Mariola Zaczyńska „Zaklinaczki” Prószyński i S-ka

Zaklinaczki_1

Siła tkwi w bliskości.

 

O przyjaźń trzeba dbać. Wystarczy odrobina zaniedbania, żeby stracić z oczu to, co najważniejsze. Wtedy żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże. Bo to, co utracone, znika na zawsze.

 

Opowieść o trzech przyjaciółkach, których drogi nagle się rozeszły, a relacje między nimi stały się tak luźne, że nie dało się ich utrzymać w dawnej formie. Gabi, Izyda i Ewa. tak różne i tak sobie bliskie. Gabi żyje w wypalonym małżeństwie, oddaje się rodzinie i czuje się bezradna wobec wyzwań. Gdy odkrywa swe pragnienia, czuje zawstydzenie, ale coraz śmielej wkracza na ich drogę. Izyda jest piękna singielką. Niestety, właśnie uroda staje się jej przekleństwem. Przestaje ufać ludziom, gdyż większość z nich wykorzystuje ją do własnych celów. Zapędza się w kozi róg bezradności i samotności. Ewa jest silną kobietą o militarnych zainteresowaniach. Waleczna cieleśnie i duchowo. Czy pod maską twardości skrywa kompleksy?

 

Międzyludzkie relacje są bardzo ważne w codziennym życiu i trudno funkcjonować bez zaufania, poczucia bezpieczeństwa i możliwości wsparcia się na czyimś ramieniu. Przypomina o tym ta książka. Pogmatwane losy, słabości i rozterki mogą dać nieźle w kość. Poszukiwanie przyjaźni, zaklinanie rzeczywistości, aby coś zmienić w scenariuszu życia uzmysławia, że o piękne wartości trzeba dbać. Bez nich trudno żyć, a utracone nie dają się łatwo odbudować. Polecam Waszej uwadze.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 464
ISBN: 978-83-8123-248-7
Premiera: 22 maja 2018

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Konkurs z książką „Milion smutnych atomów”

Milion-smutnych-atomow-504x776

Drugie rozdanie! Jedna z laureatek konkursu nie zgłosiła się po nagrodę. W związku z tym, konieczne było losowanie! Szczęście dopisało Iwonie Szrejder! Gratulacje!


 

 

Rozstrzygnięcie konkursu. Książkę wygrywają:

 

Filan i Joanna Sałek

 

Gratulacje! Wskazane osoby proszę o wiadomość z adresem do wysyłki nagrody (brak zgłoszenia do 17.07.2018 godz. 10.00 będzie równoznaczny z rezygnacją z nagrody). Można pisać na maila: kontakt@ksiazkiweterze.pl lub w wiadomości na profilu „Książki w eterze” na Facebooku.

 

Za egzemplarze konkursowe serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.


 

 

Wraz z Wydawnictwem Replika zapraszam do udziału w konkursie!

 

Do wygrania 2 egzemplarze książki Jagody Wochlik pt. „Milion smutnych atomów”!

 

Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu poniżej napisać pięć słów (dokładnie pięć, bez zbędnych komentarzy, czy wyjaśnień), które kojarzą się Wam z okładką tej książki.

 

Ponadto, należy udostępnić konkursowy post na Facebooku i zaprosić znajomych do zabawy. Konkurs dla fanów profilu Książki w eterze i Wydawnictwa Replika.

 

Wśród uczestników, którzy spełnią wszystkie warunki konkursu, zostaną wyłonieni laureaci. Na zgłoszenia czekam do godz. 21.00 w sobotę 14 lipca 2018 roku. Powodzenia!

Martin Widmark „Puchar wodza” Mamania

puchar wodza

Walka o dominację.

 

Groźni, brutalni, gwałtowni i bezkompromisowi. Pełnokrwiści wikingowie. Ta książka odkrywa ich w życie. Bez lukru. Poznajcie prawdę o nich.

 

Rzecz dzieje się tysiąc lat temu. Dwie sąsiadujące wioski są do siebie wrogo nastawione. Każdej pilnują strażnicy, by nikt niepowołany z drugiej wioski nie przedostał się w strzeżone rewiry. Nieufni i wrodzy, brutalni i źli. Z marsowymi minami spędzają kolejne dni. Jedni – wyznawcy Chrystusa, drudzy – poganie czczący innych bogów. Wśród pogan żył chłopiec o imieniu Halvdan. Mieszkał u kowala i tam uczył się odwagi i ducha walki. Siostra kowala, Frida, była żoną Ragnara, wodza wioski Östbyn. Frida nie szczędziła mężowi słów krytyki wobec jego brutalnego stylu rządzenia. Posłany do wioski brat Eivind z wioski chrześcijan, zostaje zakuty w dyby. Czy ktoś go wysłucha? Jakie posłannictwo od króla Alarika przyniósł do pogan?

 

Dynamiczna książka przedstawiająca brutalny i odarty z szacunku i cnót wszelakich świat wikingów, legendarnych wojowników skandynawskich. Przygody Halvdana wciągają i magnetyzują. Sugestywne ilustracje nadają im niewyobrażalnego realizmu. Odwaga, chęć dominacji i swoistego rodzaju niepewności nadają ton całej historii. Dzięki żywiołowej akcji tę książkę czyta się z zapartym tchem. Polecam.

 

Oprawa: twarda
Liczba stron: 124
ISBN: 978-83-657-9672-1
Premiera: 18 kwietnia 2018

Podziękowania dla Wydawnictwa Mamania.

« Starsze wpisy Recent Entries »