Kryminał

Wojciech Wójcik „Miałeś tam nie wracać” Zysk i S-ka

miales-tam-nie-wracac

Pod zasłoną tajemnic.

 

Nieczysta gra zwykle ma swój dramatyczny finał. Jak dotrzeć do prawdy i sedna, które jest ukryte pod zasłoną tajemnic i niedopowiedzeń?

 

Kiedy Adam wraca po latach do Hajnówki, by wziąć udział w pogrzebie przyjaciela, nie wie, że przyjdzie mu się zmierzyć nie tylko z przeszłością, która zostawiła w nim trwały ślad, ale także ze sprawą znacznie większej wagi. Jego żona Aśka wciąż go napomina, by nie wchodził do starej rzeki, która dawno już zmieniła swój bieg, ale Adam nie może odpuścić, bo utonięcie Krzyśka jest zbyt wielką niewiadomą, a fotografia znaleziona w domku na działce, gdzie Krzysiek często pomieszkiwał, nie pozostawia złudzeń, że cicha i spokojna Hajnówka skrywa niejedną tajemnicę, a mundur wcale nie chroni przed nieczystymi gierkami. Ta gra jest warta świeczki, więc Adam zostaje, choć miał tam nigdy nie wracać.

 

Styl Wójcika jest na tyle wciągający, że dość obszerną powieść czyta się w mgnieniu oka. Powód? Doskonałe tempo akcji, plastyczny język, wielowątkowość sprowadzona do wspólnego mianownika i wartości, które nie tracą na aktualności mimo szybkiego stylu życia, zapracowania czy pogubienia we współczesności. Wątek kryminalny to jedno, a drugie to sensacja okraszona odrobiną romantyzmu i rumieńców młodzieńczości, która zwykle jest świetną niwą dla przyjaźni na całe życie. Proponuję tę niebanalną podróż na Podlasie i przyjrzenie się ludzkim emocjom z bliska, prawie przez lupę. Doskonała książka. Gorąco polecam.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 632
ISBN: 978-83-8116-631-7
Premiera: 28 maja 2019

Podziękowania dla Zysk i S-ka.

Remigiusz Mróz „Wieża milczenia” Wydawnictwo Dragon

wieza-milczenia

Dogonić nieuchwytne.

 

Fanatyzm, w każdej postaci, nie jest dobry, bo bezgraniczne oddanie się czemukolwiek może prowadzić do zguby. Jedną z form fanatyzmu przedstawia Remigiusz Mróz w swym literackim debiucie.

 

Nowo przyjęta pracownica stacji benzynowej w Lansing zostaje napadnięta i zamordowana podczas powrotu do domu. Jej chłopak, były wykładowca Yale, Scott Winton, dość chłodno przyjmuje informację o śmierci ukochanej. Czy pragmatyczne podejście do życia ułatwi mu znalezienie tropu sprawcy tego zabójstwa? Wkrótce stanem Michigan wstrząsa kolejna zbrodnia i to nie koniec dziwnych zdarzeń, które tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Śledztwo prowadzone przez detektyw Evelyn Thomsen, w połączeniu z dochodzeniem Scotta, przyniesie zaskakujące rozstrzygnięcia. Czy uda się dogonić niemal nieuchwytnego sprawcę?

 

Wielowątkowa powieść kryminalno-sensacyjna, z fanatyzmem w roli głównej, zachwyca złożonością fabuły, świetnym językiem, wysmakowanymi dialogami i zakończeniem, które pozostawia otwartą furtkę dla czytelniczej wyobraźni. Są konkretne rozwiązania, ale jest też realizm życia, które nie zawsze jest idealne, czarne i białe. Gdzieś między oczywistym jest nieuchwytność i milczenie, które pozostaje niezbadaną sferą, niedokończoną formą. Styl autora nie pozostawia mi wyboru, sięgnę po jego książki z wielką przyjemnością.

 

Oprawa: miękka
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-7887-873-5
Premiera: 17 października 2018

Podziękowania dla Wydawnictwa Dragon.

Stefan Darda „Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót” Wydawnictwo Akurat

okladka_DARDA

Recenzja przedpremierowa.

 

Nie uciekniesz od samego siebie.

 

W świecie drugiej gemmy jest inaczej. Tu wszystko wygląda dobitniej, głębiej, bardziej wyraziście. Tu nie da się oszukać minionego, choć da się oszukać czas. Tylko czy wystarczy odwagi, żeby to zrobić?

 

Strach. Czuć go wszędzie. W każdym zakamarku, osobie, przedmiocie. Dlaczego jest tak wszechogarniający? Tu rządzi gemma. Gemma przemyska. Co prawda wplotła się w koloryt wielokulturowego miasta, ale wciąż wywołuje uczucie lęku. Po co kusić los, skoro można żyć, jak dotąd, spokojnie i w miarę normalnie? Gemma jest szczęśliwym talizmanem Przemyśla, ale ma swoją drugą połówkę, a ta, w połączeniu z magicznym artefaktem o tajemnej mocy, może wywołać nieprzewidziane reakcje. Epigenetyka mówi, że może być różnie. Czy człowiek jest w stanie unieść ciężar przeniesienia w czasie? Bizantyński amulet może wpłynąć na zmianę losu człowieka, ale czy sam człowiek odnajdzie się w tej zmianie? Co zrobi, gdy trzeba będzie uciec od samego siebie?

 

Wiele pytań stawia w tej powieści Stefan Darda. Wchodzi w psychikę czytelnika na dobre, zastanawia, nie daje spokojnie zasnąć. Jestem pełna podziwu dla Jego talentu. Wiecie co Wam powiem? Przeczytałam tę powieść w pięć godzin, a musiałam „rozchodzić” w pięć dni. Może dlatego, że Stefan Darda umiejscowił akcję swej najnowszej tetralogii ponownie w miejscach mi znanych, bliskich i kochanych? A może dlatego, że osiągnął jeden ze swych literackich szczytów, gdzie mieszka doskonałość? Tak. Ponownie jestem zachwycona i absolutnie pochłonięta, bo czuję głębię przekazu, którą Autor chce oddać czytelnikom.

 

Jakub Domaradzki właśnie opuścił Zakład Karny w Zamościu, by na nowo wejść w życie, które może nie być łatwe, gdy przeżyło się niesłuszną karę, a teraz trzeba udowodnić światu, że faktycznie kara ta była niesłuszna. Niewielu jest przyjaciół, którzy rozumieją ten dramat, a najważniejszy z nich właśnie popełnił samobójstwo. Olgierd Lang. On rozumiał Jakuba, ale nie przybył pod drzwi więzienia, żeby powitać siostrzeńca i zapewnić mu „słońce” na pierwsze dni wolności. Właśnie tego dnia, między jednym a drugim klientem swego zakładu fryzjerstwa męskiego, wyskoczył z okna własnego mieszkania w Przemyślu. Owszem, zostawił tajemniczy list, ale ten więcej gmatwa, niż tłumaczy. Zwłaszcza, gdy ktoś dobrze znał Olgierda. A Jakub go znał. Wyruszając w podróż z Tomaszowa Lubelskiego do Przemyśla, który jest mu bliski, bije się z myślami. Dlaczego wuj Olgierd tak postąpił? Czy jest możliwe, że zostawił wszystko w chwili, gdy jego życie było poukładane i z wizją przyszłości? I ten Przemyśl! Taki piękny, a zarazem tajemniczy. Z napięciem wiszącym w powietrzu. Jak rozwiązać zagadkę tej śmierci? Czy Róża Grabińska i January Osóbka-Grudnik pomogą Jakubowi uzyskać odpowiedzi na dręczące go pytania?

 

W Przemyślu byłam kilka razy. Jest w tym mieście coś niezwykłego. To coś, co nie pozwala mi być wobec niego obojętną. Może to piękna topografia terenu? A może ten klimat, który wyzwala niecodzienne emocje? Urok krajobrazu to jedno, a drugie to niewątpliwy koloryt wielokulturowości, którą przyniósł zaborca i niełatwa historia. Jakże się cieszę, że Stefan Darda dotknął tematyki powszechnie nieznanej! Gemma przemyska ma w sobie tajemną moc. Można o niej mówić, można milczeć. Co jest lepsze? Ten dualizm jest fascynujący. Twierdza Przemyśl i jej fortyfikacje to nieodkryta tajemnica. Dlaczego? Historycy wiedzą o niej wiele, ale co wiedzą zwykli ludzie? Zgadzam się z Autorem, że jest jakiś mistycyzm w klimacie fortu Salis-Soglio, a przebywanie w nim wywołuje uczucie niepewności, niepokoju, tajemnicy, zapomnienia. I ta cisza. Czyżby współcześni obawiali się  przebudzenia tego, co minione?

 

Co tu dużo mówić! Jestem zaintrygowana pierwszą częścią najnowszej tetralogii Stefana Dardy. Jego dbałość o szczegóły w przedstawianiu realnych miejsc, w kreowaniu charakteru postaci, prowadzeniu akcji i bogactwie emocji jest na najwyższym poziomie. Sposób, w jaki Autor zaraża pasją do odwiedzenia Przemyśla, bądź przynajmniej dalszego zgłębienia tematu, jest na tyle doskonały, że trudno mi uwierzyć, aby czytelnicy nie zajrzeli choć na jedną stronę, która mówi o gemmie przemyskiej. Panie Stefanie, po raz kolejny, czapki z głów! Zagadka została zadana. Co dalej? Czekam z niecierpliwością.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-2871-165-5
Premiera: 15 maja 2019

 

Za zaufanie, możliwość przedpremierowego przeczytania książki oraz moc emocji w trakcie lektury serdecznie dziękuję Stefanowi Dardzie.

Jacek Galiński „Kółko się pani urwało” W.A.B

kolko-sie-pani-urwalo

Tupet do bycia sobą.

 

Dynamiczna komedia kryminalna o żywiołowej staruszce, która nie miała za grosz cierpliwości na oczekiwanie w kolejce do ortopedy, za to iskrą bożą był jej zadziwiający szósty zmysł i tupet do bycia sobą. A to, uwierzcie, może być przyczyną wielu niepokojących zdarzeń. Wszystko zaczęło się od tej przeklętej promocja na kurczaki w hipermarkecie oddalonym o kilkanaście przystanków autobusowych…

 

Zofia Wilkońska to staruszka, która liczy każdy grosz, bo bez tych brakujących, czyli niezaoszczędzonych na promocjach, nie da się przeżyć miesiąca. Do kolejnej emerytury daleko, a do garnka coś przecież włożyć trzeba. Nawet, jeśli mieszka się samemu. Cóż, nie zawsze polowanie na promocję jest udane. W dodatku, jedno z nich kończy się totalnym zaskoczeniem. Otóż, ktoś włamał się do mieszkania staruszki, sprofanował galowy mundur po nieocenionym mężu i zostawił ślady jednoznacznie wskazujące na sprawcę. Co prawda policja w osobie Sobieszczańskiego, dla wygody starszej pani zwany Borewiczem, nie widzi powiązania, ale Zofia bierze sprawy w swoje ręce i postanawia sama rozprawić się z rzezimieszkiem. Okazuje się, ze jej plan jest nieco zawodny, a im głębiej wchodzi się w las przestępczego światka, tym więcej wykrzywionych drzew. Oj, będzie się działo!

 

Dynamizm, ogromne poczucie humoru, doskonałe wczucie się w pierwszoosobową, kobiecą narrację i zawrotne tempo akcji. To lubię! Nie sposób przejść obojętnie wokół tej książki. Pomysł na fabułę jest tu doskonały, a finał godzien wytrawnego pisarza. Galińskiemu należą się wielkie brawa za dystans do rzeczywistości i ten pazur, który dodaje rumieńców życiu staruszków, często postrzeganych dość stereotypowo. Zofia Wilkońska to świetna panna Marple znad Wisły. Dawno się tak dobrze nie bawiłam przy powieści. Kto nie przeczyta, ten niech żałuje!

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-2806-362-4
Premiera: 3 kwietnia 2019

Podziękowania dla Wydawnictwa W.A.B.

Piotr Kuzio, Marcin Majchrzak, Grzegorz Suder „Sprint” Zysk i S-ka

Sprint 500

Rekomendacja okładkowa

 

Pozorność w pewności.

 

„Sprint” zaskakuje dwuznacznością i sposobem na odkrywanie prawdziwego oblicza ludzi. Na wskroś współczesny, pełen energii kryminał, trzyma w napięciu do ostatniej strony. Przekonajcie się, jak wielkiej psychicznej kondycji potrzeba, aby odkryć prawdę w pozornie rutynowym śledztwie, zmieniającym się w prawdziwie wysiłkowy bieg do finału.

 

To miało być krótkie rutynowe śledztwo. Okazało się prawdziwym biegiem, wymagającym doskonałego treningu i psychicznej kondycji. Dojście do prawdy w świecie teleinformatycznym wcale nie jest takie proste. Do końca nie wiadomo kto jest kim, a kolejno zdejmowane maski obnażają z pozorów. Gdy brakuje winnych, a wszelkie dowody są sfałszowane, niełatwo walczy się o prawdę. I tak rozpoczyna się prawdziwy sprint do odkrycia sprawcy zabójstwa.

 

Kolejny tydzień w ogromnej firmie teleinformatycznej zaczyna się dość niecodziennie. W laboratorium RCUS zostaje znalezione ciało mężczyzny. Wszędzie są kamery, więc śledztwo powinno być krótkie i banalnie proste. Podinspektor Skalski i komisarz Walczak dość leniwie podchodzą do tematu. Szybko okazuje się, że pozory mylą i trzeba znacznie przyspieszyć kroku, by nie dać się ubiec przebiegłemu sprawcy. Dynamiczny marsz nie wystarczy. Policjanci próbują odnaleźć się w nowych dla siebie realiach, w czym pomaga im aspirant Czerski, specjalista „od komputerów”. Z każdym dniem śledztwo komplikuje się coraz bardziej. I tu zaczyna się prawdziwy sprint do finału.

 

Mylne tropy, zgubne przypuszczenia i całe mnóstwo domysłów. Sama nie wiem czy ta książka to bardziej kryminał, czy powieść sensacyjna. Dynamika akcji i przewrotność zdarzeń wciąż trzymają w napięciu. I o to chodzi! Choć to dość gruba książka, połyka się ją w mgnieniu oka. Polecam.

 

Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 672
ISBN: 978-83-8116-577-8
Premiera: 28 lutego 2019

Podziękowania dla Zysk i S-ka.

« Starsze wpisy Recent Entries »